4 sezon The Crown

Reklama

sob., 11/21/2020 - 14:38 -- MagdalenaL

Olśniewające wejście Diany.

Filmy fabularne i dokumentalne, książki i niezliczone artykuły w plotkarskich magazynach na całym świecie - historia księcia Karola i księżnej Diany fascynowała i zajmowała wszystkich, odkąd nieśmiała młoda dziewczyna weszła do brytyjskiej rodziny królewskiej w latach 80-tych. Wraz z czwartym sezonem „The Crown” nowa wschodząca gwiazda, Emma Corrin, pojawia się w serii jako Lady Di i swoim przygnębionym, ale intensywnym spojrzeniem porywa widzów. Fabuła jest największą atrakcją sezonu, a twórca serialu, Peter Morgan, przedstawia nam ją w bardziej zniuansowany sposób, niż widzieliśmy to wcześniej.

Morgan trochę się gubi w swojej produkcji, gdy pojawia się rola drugiej silnej kobiety, która wkracza w tym sezonie, pierwszej brytyjskiej premier Margaret Thatcher. Dla wielu może też być trochę za mało królowej Elżbiety, aby być w pełni zadowolonym.

Mimo to - czwarty sezon "The Crown" to wciąż jeden z najlepszych gatunkowo dramatów historycznych, jakie można teraz znaleźć. A dla tych, którzy uwielbiają zagubić się w królewskich intrygach i dramatach, wciąż jest niewiele lepszych serii niż „The Crown”.

Żelazna dama niczym kotwica

Ubrania, fryzury, muzyka, atmosfera - w pierwszych trzech sezonach „The Crown” od razu przenosiły nas do właściwej epoki z nienagannym kolorytem dawnych czasów, który zachwyca.

Bardziej niż kiedykolwiek będzie można teraz wczuć się zarówno w stroje, jak i wydarzenia, które znamy z historycznych informacji prasowych. Wszystko to zostało wspaniale i stylowo oprawione w obiektywie Adriano Goldmana i Stuarta Howella. Tym razem to era Thatcher tworzy ramy dla sezonu, a serial podąża jej ścieżką od początku do końca, czyli od 1979 do 1990 roku. Gillian Anderson („The X Files”, „Sex Education”) pozwala nam zajrzeć pod skórę „Iron Woman” i daje nam wiarygodny wgląd w to, jak to jest być jedyną kobietą na szczycie w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Jest urzekająca w swojej roli kobiety o wszechstronnej etyce pracy, która kocha swój kraj i jest gotowa do podjęcia trudnych i niepopularnych decyzji, aby uporządkować gospodarkę Wielkiej Brytanii. I tak jak w poprzednich sezonach, ciekawie jest śledzić relacje między królową Elżbietą i jej premierem. Zwłaszcza, że ??Thatcher rzuca wyzwania królowej w inny sposób niż premierzy, których widzieliśmy wcześniej w serii. Wydaje się jednak, że trochę trudno jest przyzwyczaić się do charakterystycznej dykcji Anderson. Naśladowanie sposobu mówienia Thatcher jest trafne, ale we współczesnych uszach brzmi po prostu dziwnie.

Można dostać bólu brzucha

Jednak największy problem z przedstawieniem Thatcher w serialu leży w scenariuszu Petera Morgana. Twórca serialu zwraca uwagę, że premier nie chciała innych kobiet w rządzie kiedy tworzyła swój pierwszy rząd, ponieważ kobiety są generalnie zbyt emocjonalne, by być liderkami. Jest to uprzedzenie z którym sama musi walczyć w swojej karierze, a jednocześnie w serialu jest to strach, który sama nosi w sobie. Dlatego tak irytujące jest to, że Morgan przedstawia Thatcher dokładnie taką, jaką ona sama nie chciała być - kobietę działającą pod wpływem uczuć, charakteryzującą się „kobiecymi emocjami”. W związku z wojną o Falklandy Morgan korzysta z pewnych zabiegów artystycznych i pozwala, aby wydarzenie z życia prywatnego Thatcher zbiegło się z preludium wojny. Prowadzi to do podejmowania najważniejszych decyzji na błędnych podstawach, ale prawda jest taka, że ??te dwa zdarzenia miały miejsce w odstępie kilku miesięcy. Wojna o Falklandy może zakończyć się sukcesem w burzliwej karierze Thatcher, ale w scenariuszu Morgana to prawie jak łut szczęścia. Można pomyśleć, że taka fabuła jest w rzeczywistości próbą pokazania kobiecych cech Thatcher jako siły, ale rezultat jest odwrotny i powstaje bałagan od którego można dostać bólu brzucha. Na szczęście Morgan ponownie wraca na właściwe tory i w trakcie sezonu porusza tematy takie jak seksizm, podziały klasowe, a także przywileje klasy wyższej i robi to w bardzo delikatny sposób.

Czystość młodej księżniczki

Bólu brzucha można dostać też od związku księcia Walii i Diany, ale tutaj dzieje się tak, ponieważ historia jest opowiedziana w sposób tym bardziej uderzający. Diana miała zaledwie 19 lat, kiedy zaręczyła się z Karolem i właśnie skończyła 20 lat, kiedy w 1981 r. weszła na schody katedry św. Paula. Morgan podkreśla zarówno młodość Diany, jak i różnicę wieku dzielącą ją z mężem Pozwala również widzowi być świadkiem ich pierwszego spotkania. Stało się to, gdy Diana miała 16 lat, a Karol miał wybrać się na randkę z jej starszą siostrą. Tutaj Morgan wprowadza Emmę Corrin jako Dianę oraz ukazuję ją jako dziecięcą i głupią szesnastoletnią romantyczkę. Początkowo Corrin gra Dianę pełną zapału do życia i błysku w oku, który naprawdę świeci przez ekran telewizora. Tutaj po korytarzach Pałacu Buckingham jeździ się na rolkach, z „Girls on Film” Durana Durana na Walkmanie za paskiem. Są też dziewczęce wieczory, podczas których dziewczyna cieszy się, że wyjdzie za księcia.

Genialna Diana

Kiedy fantazja młodej dziewczyny o życiu z bajkowym księciem w końcu się załamuje, Corrin pokazuje również wielkie możliwości jako aktorka. Delikatnie ukazuje ból w interpretacji samotności, smutku i zauroczenia oraz zaznacza intensywną obecność w przedstawianiu radości, złości i siły działania - Corinn jest wiarygodna pod każdym względem. Nie ma wątpliwości, która część związku wypada najgorzej w tym sezonie, ale Morgan nie przedstawia całkowicie czarno-białego obrazu tego, kto jest dobry a kto zły. Diana i Karol są przedstawiani jako ludzie z wadami i niedociągnięciami, i obaj są w pewnym sensie ofiarami tej historii. W ten sposób zyskujemy również współczucie dla księcia Karola granego przez Josha O'Connora. Chociaż reaguje on małostkowością i słabo ukrytą goryczą na sytuację, w które został wplątany. O’Connor, który pokazał się również w zeszłym sezonie, naprawdę okazuje się wielkim talentem aktorskim i jest zadziwiająco podobny do księcia Karola we wszystkim, od faktów, postawy po mimikę.

Więcej Królowej Elżbiety, prosimy !

Odcinki o Karolu i Dianie to oczywiście przysłowiowa „kropka nad i” , ale nigdy nie zahaczają one o melodramatyczność. To Diana przewodzi kilku odcinkom i spełnia to swoją rolę, chociaż dobrze byłoby, aby dodać do tego wszystkiego więcej królowej Elżbiety. Skupiając się na Thatcher oraz księciu i księżnej Walii, królowa stała się bardziej widzem niż główną postacią w serialu. Dlatego też można się ucieszyć, gdy pojawia się w środku sezonu. Na przykład wtedy, gdy zaprasza każde ze swoich dzieci na lunch, aby dowiedzieć się, kto jest jej ulubionym dzieckiem, lub w odcinku, w którym zdesperowany mężczyzna włamuje się do Pałacu Buckingham, aby powiedzieć królowej, jak zły jest na kraj pod rządami Thatcher. To rozkosz oglądać Olivię Colman i z uwielbieniem można pozwalać jej się rozwijać jako monarchini, ponieważ gra ją jako bystrą i kompetentną kobietę, która czasami jest niezrozumiana i zakłopotana w obliczu prawdziwego świata. Po obejrzeniu „The Crown” , tym razem w szczególności można zastanawiać się, co myśli o tym wszystkim królowa. O tym jak rodzina królewska jest przedstawiana w serialu. Ponieważ ona to ogląda, nie sądzicie?

Autor: 
Marte Hedenstad Tłum. Dominika Bącler
Polub Plportal.pl:

Reklama