Gdy pasja życia pokonuje strach

Reklama

sob., 10/03/2020 - 22:43 -- MagdalenaL

Dla 24-letniej Samar, życie sprowadza się do przetrwania. Miała kilkanaście lat, gdy z powodu wojny, jaka rozpętała się w Syrii, zdecydowała się uciec z kraju w nadziei na lepszą przyszłość.  

 

Zanim wyruszyła w niebezpieczną podróż, szukała azylu w Libanie, potem w Egipcie i Turcji. Aż pewnej deszczowej lutowej nocy, cztery lata temu, wsiadła na statek pełen dzieci mając nadzieję na dopłyniecie do greckich wybrzeży.

„Chciałam mieć lepsze życie i więcej swobody”, mówi dzisiaj. Samar jest jedną z ponad 1,2 mln osób, które uciekły przed konfliktami, prześladowaniami i kłopotami, i które w ciągu ostatnich 5 lat trafiły do Europy właśnie przez Grecję.  

Ale zamkniecie bałkańskich granic i porozumienie miedzy Turcją a UE sprawiły, że nagle w Grecji `uwięzionych` zostało ponad 100 000 ludzi. Większość w bardzo złych warunkach.

Samar jest jedną z paru kobiet, które pojawiły się w Chrysalis- poruszającej serii portretów greckiej artystki wizualnej i fotografki Olgi Stefatou, wychwalających indywidualność uchodźców i azylantów przebywających w Grecji.

W Chrysalis Stefatou fotografuje Syryjki, Iranki, Irakijki i Afganki wewnątrz neoklasycystycznych ateńskich budowli. Ubrane w „złote” kostiumy uszyte z termicznego koca ratunkowego, kobiety opowiadają o swoich osobistych doświadczeniach, trudnych podróżach i aspiracjach.

„Od samego początku chodziło mi o to, żeby wszystkie te kobiety aktywnie uczestniczyły w procesie twórczym i mogły pokazać swoją indywidualność, odmienność często ukryte za etykietą uciekinierki albo stłumione przez czynniki kulturowe“, mówi Stefatou.

Seria portretów Olgi wraz z towarzyszącymi im tekstami zostanie pokazana w nowoczesnej Przestrzeni Sztuki Współczesnej katarskiej Dohy. Potem trafią do muzeum Aga Khan w Toronto, w ramach wystawy Sanktuarium.

Al Jazeera rozmawiała ze Stefatou o Chrysalisie, pomyśle wystawy i reakcjach na nią.

  • Kiedy zdecydowała się Pani rozpocząć projekt i dlaczego? 

- Fotografować zaczęłam na początku 2018 roku, ale nad pomysłem pracowałam już pół roku wcześniej. Pracowałam wtedy jako fotografka i zajmowałam się kryzysem uchodźców w Grecji. Byłam świadoma różnych problemów, z jakimi borykają się uchodźcy i ich trudności w egzekwowaniu podstawowych praw.

Czułam, że samo opowiadanie o kryzysie nie wystarczy, więc zaczęłam myśleć o bardziej osobistym projekcie, z inną narracją, bliższą moim wartościom.

  • Czy może nam Pani zdradzić parę szczegółów stojących za pomysłem Chrysalisa? Jak wybrała Pani lokalizację i skąd wziął się pomysł na sukienki?

- Moja praca często koncentruje się na kwestiach płci, dlatego przy tej okazji chciałam zrobić projekt, który opowiadałby o pozytywnych, a nawet zabawnych doświadczeniach oraz prezentował różne aspekty osobowości kobiet.

Pomysł narodził się przy okazji innego projektu, pod nazwą „Relative Dating”, który robiłam w 2014 roku. Biegałam wtedy po lesie w długiej złotej spódnicy zrobionej z termicznego koca ratunkowego. Ponieważ koc stał się niejako synonimem kryzysu uchodźczego pomyślałem, że użyję tego materiału do wykonania sukienek dla moich modelek. Mogłam połączyć wszystkie poziomy wizualnej narracji, jaka mnie interesuje.

Od początku zależało mi na tym, aby kobiety były aktywnymi uczestniczkami całego procesu twórczego i mogły zademonstrować swoją odrębność, ukrytą pod etykietą „uchodźczyni” lub stłamszoną przez czynniki kulturowe. Przy tworzeniu kostiumów zdecydowałam się na współpracę z artystą i projektantem Guramem Chachanidze. Uwzględniliśmy preferencje kobiet i każdą sukienką staraliśmy się oddać ich osobowość. To jednak nie moda, ale projekt dokumentalny.

Znalezienie odpowiedniego miejsca zajęło mi trochę czasu: szukałam miejsc, w których kobiety czułyby się bezpiecznie i komfortowo. Wael Habbal, uchodźca z Syrii, którego poznałam na wyspie Lesbos, poznał mnie z grupą zarządzającą pięknym neoklasycystycznym budynkiem w Atenach.

Kiedy weszłam do niebieskiego pokoju, wiedziałam, że znalazłem miejsce, jakiego szukałam. Scena, światło na suficie, różne platformy i ateńskie tło, wszystko to stało się później na fotografiach wielką metaforą.

  • Jak trudno było przekonać kobiety do udziału i otwarcia się na swoje doświadczenia? Jakie były wyzwania?

- Projekt był zarówno trudnym, jak i wspaniałym procesem wzajemnego uczenia się. Większość kobiet była zachwycona, mogąc założyć sukienki stworzone specjalnie dla nich, ale nie było łatwo je przekonać do udziału w projekcie. Wiele uchodźczyń to osoby bezbronne, które padły ofiarą przemocy i stały się podejrzliwe w stosunku do innych po tym wszystkim, czego doświadczyły: małoletnie bez opieki, niezamężne młode kobiety, samotne matki                         i matki z dziećmi czekające na możliwość opuszczenia Grecji i wyjazdu na północ, by połączyć się z mężami.

Niektórym kobietom mężowie nie pozwalali uczestniczyć w Chrysalisie, a innym nie wolno było opuszczać obozu lub mieszkania, w którym na co dzień przebywają. Wszyscy świadomie zdecydowali się kiedyś na zmianę swojego życia i obecnie borykają się z niewyobrażalnymi trudnościami, takimi jak nieludzkie warunki bytowe, powolne procedury azylowe, zamknięte granice, agresja i ubóstwo. Bardzo podziwiam ich odwagę.

  • Co zrobiło na Pani największe wrażenie podczas kontaktu z tymi kobietami? Czy jest coś, o czym chciałby Pani opowiedzieć?

- Kobiety, które do tej pory uczestniczyły w Chrysalisie, są silnymi osobami. Były gotowe zabrać głos i wyróżnić się mimo zagrożeń. To bardzo inspirujące, gdy pasja życia pokonuje strach, gdy chęć pójścia naprzód przezwycięża wewnętrzny konflikt. Do dziś staram się być z nimi w kontakcie i pomagać jak tylko mogę. Byłam mile zaskoczona, gdy kobiety wykorzystały mój projekt do wyrażenia czegoś bardzo konkretnego, jak Maryam, która chciała powiedzieć światu, że jej ciało należy tylko do niej. Leila miała tragiczne przeżycie, będąc świadkiem śmierci 15 osób podczas przekraczania łodzią granicy turecko-greckiej. Narges chciała zapomnieć o upokarzających przeżyciach, jakich doświadczyła w Camp Moria na Lesbos. Nanjanin, której mąż dzwonił co pięć minut, żeby wracała do domu. Martwiłam się o nią i uszanowałabym jej odmowę, ale ona chciała kontynuować pracę do końca, mimo że była pod dużą presją. Również Raha, która przeżyła oparzenia i jest niezwykłą kobietą  o pięknym głosie i `artystycznym` charakterze. Samar, bardzo mądra młoda kobieta, która będąc zaledwie nastolatką przejęła pełną kontrolę nad swoim życiem i 61-letnia Elahe, która sama przyjechała z Iranu.

 

  • Co dalej z projektem i z Panią?

- Chrysalis zostanie pokazany w Przestrzeni Sztuki Współczesnej w katarskiej Dosze. Następnym przystankiem będzie Muzeum Aga Khan w Toronto. Chciałabym jeszcze przez jakiś czas popracować nad tym projektem z większą liczbą kobiet, zanim go skończę. Czuję się odpowiedzialna za przedstawianie ich historii w najlepszy możliwy sposób, o ile mi oczywiście zaufają. Mam też nadzieję, że nakręcę krótki film z materiałami zza kulis sesji                         i wywiadami. Chciałabym też stworzyć foto- książkę z moimi zdjęciami i opisem doświadczeń z Myanmaru- projektu, nad którym pracuję od ponad 15 lat.

 

Autor: 
Tłum. Emila Liberda
Źródło: 

Al Jazeera

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama