Radość w malarstwie – dlaczego zawsze wkrada się w nią smutek?

Reklama

pt., 07/24/2020 - 10:44 -- MagdalenaL

Radość w malarstwie – dlaczego zawsze wkrada się w nią smutek?

Czy jest możliwe stworzenie dzieła z czystej radości? Takiej, która jest całkowicie wolna od śladów problemów bądź smutków? Henri Matisse wierzył, że tak. Pionier malarstwa modernistycznego wyjaśnił w wywiadzie w 1909 roku: „To o czym marzę, to sztuka równowagi, czystości i łagodności, pozbawiona kłopotliwych lub przygnębiających tematów... mająca kojący, uspokajający wpływ na umysł”. Malarz w tym samym roku zaczął pracować nad obrazem, który był szeroko doceniony, nie tylko jako jeden z najbardziej radosnych w całej historii sztuki, lecz również jako jeden z najlepszych. „Taniec” - bo o nim mowa - (org.”La Danse”) (1909-10) to wspaniały przykład dzieła bębniącego życiem, rytmem i formą, na którym pięć nagich postaci trzymając się za ręce wiruje w błogim tańcu, przypominającym krąg wieczności.

 

Obraz ten został stworzony, aby przyozdobić klatkę schodową w moskiewskiej posiadłości rosyjskiego przedsiębiorcy i kolekcjonera sztuki Sergeiego Shchukina i jest tak naprawdę powiększeniem dość małego detalu przestawiającego grupę sześciu tancerzy widzianych z daleka na bardziej skomplikowanej kompozycji artysty, którą namalował kilka lat wcześniej: Le bonheur de vivre lub Radość życia (1906).


Obraz Matisse’a „Taniec” z 1909-10 został opisany jako „wir w ekstazie” (Źródło: Getty Images)

„Wyobrażam sobie, że przybysz nadchodzi z zewnątrz” wyjaśnił Matisse w wywiadzie z krytykiem sztuki Charlesem Estienne’em w 1909 roku opisując jak oczekiwał, że goście Shchukina będą odbierać La Danse: „Parter zaprasza do wejścia dalej. Trzeba zebrać energię, poczuć lekkość.” Opisywany przez krytyków jako „wir w ekstazie” lub „najpiękniejszy obraz współczesnej sztuki” La Danse Matisse’a to z pewnością dowód na to, że dzieło może powstać z bezgranicznej radości. Czyżby na pewno?

Przyjrzyjmy się bliżej. Nagle coś zaczyna zakłócać radosną choreografię i niszczyć błogostan przedstawiony na płótnie. Tuż przy samym centrum kompozycji widzimy dziwne szarpnięcie, dotyk grawitacji naruszający „poczucie lekkości”, które planował Matisse. Radosne zawieszenie w powietrzu, które artysta chciał stworzyć zostaje dramatycznie zburzone, gdy nasze oczy dostrzegają to, co w pierwszym momencie może zostać łatwo przeoczone w tym energetycznym wirze muzyki i mięśni. Widzimy nagle przerwany uścisk pomiędzy postacią w centrum pierwszego planu i próbę schwycenia od tyłu jego ręki poprzez postać z jej (oraz naszej) lewej strony, która wydaje się nieświadoma nieszczęścia, które zaraz będzie miało miejsce za nią.

Gdy raz ujrzymy to słabe ogniwo, nie można już przeoczyć tego, jak naładowany ekstazą obracający się bez końca taniec, który wdzieliśmy sekundy temu został zaburzony. Figura na pierwszym planie nie wydaje się już władać swoim wirującym ciałem z gracją. Próbuje natomiast desperacko sięgnąć dłoni, aby odzyskać połączenie, podczas gdy jej lewe kolano zaczyna uginać się, przygotowując się na bolesny upadek. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że tancerze zamiast być zamknięci w tańcu pełnym wdzięku i radości, zostali na wieki zamrożeni na skraju groźnego upadku. Może jest to metafora nieuniknionego (choć w gruncie rzeczy szczęśliwego) losu wszystkich wielkich dzieł sztuki, które chcą uchwycić nieuchwytne: moment niezmąconego szczęścia.

Różne rodzaje pociągnięć pędzla

Jeśli myślicie, że jestem zbytnio negatywnie nastawiona, to rozważmy inny przykład. Olśniewająca Martwa natura z jabłkami, butelką i tyłem krzesła (1902-1906) Paula Cézanne’a, czyli późniejszy obraz postimpresjonistycznego pioniera, na którym świetliste pociągnięcia pędzla wydają się w wręcz empatyczny sposób potwierdzać potencjał do radości życia. W książce „The Shock of the New” Roberta Hughesa, będącej celebracją sztuki nowoczesnej, historyk i krytyk sztuki podkreśla, że ta akwarela Cézanne’a należy do „jednego z jego najbardziej radosnych dzieł”. Hughes z pasją obserwuje technikę, dzięki której artysta wyczarował radość przy użyciu pociągnięć pędzla: „Można wręcz wyobrazić sobie dynamiczne muśnięcia transparentnego czerwonego, żółtego i niebieskiego schnące szybko w prowansalskim słońcu, tak by można było pracować na nich kolejny raz... Użycie akwareli pozwoliło Cézanne’owi przedstawić elementy krajobrazu, które byłoby bardzo trudne stosując farby olejne, ponieważ nie wyschłyby one tak szybko na słońcu” – czyli dokładnie według Hughesa „mglistość i opalizację światła”, z których wyłania się radość.


Według krytyka sztuki Roberta Hughesa Martwa natura z jabłkami, butelką i tyłem krzesła była jednym z „najbardziej radosnych dzieł” w twórczości artysty (Źródło: Alamy

Oprócz wizualnej żywiołowości dzieła, jego prawdziwa siła znajduje się gdzie indziej – w cichym pojmowaniu straty. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się być radosną celebracją wewnętrznej światłości, jest tak naprawdę jaśniejącą kontemplacją nad samotnością. W taki sposób opisuje obraz Carol Armstrong, historyk sztuki w swojej książce „Cézanne in the Studio”: Martwa natura przedstawiona za pomocą akwareli wydaje się być świadoma tego, co działo się w przeszłości i wspomina „szalone dni wczesnej sztuki Cézanne’a, gdy malował orgiastyczne przyjęcia”. Armstrong wrażliwie dodaje, że wczucie się w subtelną długość dźwięku samotności elektryzującą dzieło, przysuwa na myśl „jakby ktoś został w końcu zaproszony na obiad lub deser w pomieszczaniu i nawet zaoferowano mu miejsce przy stole... a mimo tego, w przejmujący sposób jest kompletnie pusto i nie ma nikogo." Sztuczna radość wszelkiego dostatku zostaje finalnie przytłumiona, gdy zdamy sobie sprawę z głębokiej pustki.

 

Przeistoczenie się radości w smutek, wzmacniające znaczenie dzieła Cézanne’a idzie w parze z wierszem poety romantyzmu Williama Wordswortha, którego zrozumienie „nastroju, kiedy z myśli miłych / smutne się nasuwają” (Ballady liryczne w tłumaczeniu Stanisława Kryńskiego) pomogło ukształtować kulturową świadomość. W swoim wpływowym dziele „Wiersze napisane w górach, w odległości kilku mil od Opactwa Tintern, podczas powtórnych odwiedzin brzegów rzeki Wye 13 lipca 1798 roku” Wordsworth pisze o tym, że słyszy „spokojną, smutną muzykę ludzkości” pośród której odgrywa się nasze smętne życie oraz o tym jak we śnie „oczyma, potęgą harmonii, mocą radości uspokojonymi, patrzymy w samo życie rzeczy.”


W 18-wiecznym rokokowym obrazie „Huśtawka” młodzieniec schował się w krzakach, aby przyglądać się młodej kobiecie na huśtawce, bujający ją starszy mężczyzna wydaje się tego nie zauważyć.

Smutek to oś, wokół której obracają się planety przepełnione radością. Przenika on nawet najbardziej beztroskie dzieła, takie jak obraz Jeana-Honora Fragonarda – francuskiego artysty rokokowego – czyli uwielbianą „Huśtawkę” (ok. 1767), która na pierwszy rzut oka jest nieskażona smutkiem. „Fragonard przepełnił cały obraz” jak twierdzą krytycy Hugh Honour i John Fleming w swojej książce The Visual Arts: A History, „miłosną żywiołowością i radością z porywczego poddania się miłości. W blasku liści i płatków róży, podświetlanym przez promienie słońca, dziewczyna w wyjściowej kremowo-różowej sukience buja się na huśtawce radośnie i bezmyślnie oddając się tej czynności”. Ona może być bezmyślna, lecz my nie. Nieposkromiona radość jest otoczona przez alegorię nieuniknionego upływu czasu: w lewnym rogu obrazu znajduje się półleżący młodzieniec z zarumienionymi policzkami trzymający kapelusz w jej kierunku oraz starzejący się mężczyzna, którym niedługo się stanie, stojący za nią w cieniu, desperacko próbując przyciągnąć sznury przemijającego czasu. Radość nie jest nieustanną, wieczną dynamiką, którą można wziąć za pewnik, lecz raczej ulotną energią wytwarzaną przez mięśnie człowieka, które ulegają procesowi starzenia się.

Wybitny obraz to taki, który pomaga nam radzić sobie ze smutkiem oraz pokazuje remedium na niego, a nie udaje, że smutek w ogóle nie istnieje. 

Nikt nie rozumie lepiej synergii radości ze smutkiem niż Vincent van Gogh, którego dzieła i psychikę pobudzały oraz zakłócały niemożliwe do rozwiązania napięcia między tymi sprzecznymi uczuciami. „To nieprawda, że Van Gogh nigdy nie sprzedał swojego dzieła” mówi krytyk Laura Cummings o niedocenionym kroku milowym w karierze artysty, w swoim świetnym badaniu na temat autoportretu „A Face to the World”: „młody Szkot, którego spotkał w Paryżu, kupił obraz bezpośrednio od niego – Martwą naturę z koszem jabłek. Owy kosz z jabłkami wyłania się na obrazie prawie niczym tratwa na morzu, dzięki obfitości bujnych pociągnięć pędzla, które sprawiają, że radość wypływająca zewsząd przepełnia całe dzieło”.


Na swoim obrazie Martwa natura z koszem jabłek Van Gogh zrównoważył tętnicy życiem złoty kolor nastrojowym odcieniem niebieskiego (Źródło: Kröller-Müller Museum)

Żywiołowość wypływająca z żółtych pociągnięć pędzla i beztroskich złotych kresek, które podnoszą kosz i popychają go na przód w naszej wyobraźni, jest zachwiana przez przeciwstawny siny niebieski na lewo od kosza, zdający się zakłócać tor biegu naszej złotej tratwy. „Przez lata” mówi Simon Schama rozważając nad nierozerwalnością smutku i radości w dziełach Van Gogha „borykał się z realizacją wizji całkowitego pochłonięcia przez witalne siły natury, odczucia tak elektryzującego, że sprawi, iż samotność we współczesnym życiu zniknie”. Schama wnioskuje: „Dla biednego Vincenta jednakże skrajna radość i smutek były nierozerwalne”. Finalnie groźny prąd, który zaczyna zbierać się i zagrażać życiu Van Gogha nie zmniejsza siły dzieła, ale raczej sprawia, że zyskuje ono na wartości i pokazuje nadciągające zagrożenie, które pilnie przyciąga nasz wzrok do tratwy.

 

Tak naprawdę nie chcemy obrazów przedstawiających pełni szczęścia, ponieważ życie nie jest niepokalane smutkiem. Potężne dzieła pomagają nam radzić sobie  z nim, oferując drogę wyjścia z niego, a nie udając, że smutek nie istnieje bądź wymazując go z powierzchni życia. Kompozycje Matisse’a wywierają na nas ogromne wrażenie, ponieważ pokazują życie takim, jakim jest naprawdę, czyli o krok od katastrofy. Świetne dzieło sztuki pomaga nam pozbierać się, gdy coś w naszym życiu runie. Nie wymazuje z naszego istnienia śladów bólu i cierpienia. Taka twórczość, nawet gdyby istniała, nie byłaby piękna, ponieważ nie niosłaby za sobą prawdy. 

Autor: 
Tłumaczenie - Agnieszka Lachiewicz
Polub Plportal.pl:

Reklama