Cenzura w orbanowskich Węgrzech też zaczęła się od jednej piosenki

Reklama

wt., 05/19/2020 - 07:58 -- zzz
Są już pierwsze skutki wprowadzenia w życie nowej ustawy medialnej na Węgrzech. Węgierski Narodowy Urząd ds. Mediów i Informacji (NMHH) wszczął dochodzenie w sprawie Radia Tilos, w którym na początku grudnia nadano piosenkę amerykańskiego rapera Ice-T. Według urzędu piosenkę, która może wywierać negatywny wpływ na młodych słuchaczy, radio powinno było nadać po 21.

Dla wielu jest to dowód, że nowa ustawa rzeczywiście świadczy o stopniowej "putinizacji" Węgier, przejawiającej się między innymi w cenzurze i narzuconej autocenzurze, które wynikają z ustawy. Ustawy, która weszła w życie z początkiem nowego roku, kładąc się cieniem - jak uważają niektórzy obserwatorzy - na początku półrocznego przewodnictwa Węgier w Unii Europejskiej.

Forsowana i przeforsowana przez centroprawicowego premiera z partii Fidesz Viktora Orbána powołuje między innymi Radę ds. Mediów (będącą organem NMHH), do której uprawnień należy karanie mediów w przypadku, kiedy te zamieszczą "niezrównoważone politycznie" publikacje. Może także kontrolować wszystkie dokumenty mediów jeszcze przed stwierdzeniem wykroczenia. Według ustawy dziennikarze zajmujący się sprawami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego będą zobowiązani ujawniać swoje źródła w tych sprawach.

Kontrowersyjna ustawa została poddana surowej krytyce zarówno na Węgrzech, jak i w licznych krajach europejskich. Węgierski dziennik "Nepszabadsag" obwieścił w poniedziałek rano, że "na Węgrzech skończyła się wolność mediów". Zdanie to zdają się podzielać między innymi Amnesty International, OBWE oraz Zarząd Europejskiego Stowarzyszenia Agencji Prasowych (EANA), a także niektóre z europejskich rządów. Zaniepokojenie wyraził między innymi rząd Niemiec.

Krytyczne uwagi o zagrożonej wolności słowa na Węgrzech i autorytarnych zapędach prawicowego rządu Orbána nie robią żadnego wrażenia na samym premierze. - Nie będziemy się bać żadnych krytyk, nawet licznych krytyk ze strony Europy Zachodniej czy z jeszcze dalej leżących państw - oznajmił, coraz częściej porównywany do Putina, węgierski premier.

Wielu obserwatorów uważa jednak, że należy być ostrożnym w krytycznych ocenach nowej ustawy. - Zarzuty i prognozy należy zracjonalizować. Aby rozważyć wszystkie aspekty tej ustawy, trzeba ją dobrze znać - uważa Maciej Koźmiński z warszawskiej uczelni Collegium Civitas, były ambasador RP na Węgrzech. - Ustawa rzeczywiście ma złą prasę, zwłaszcza poza Węgrami, jednak uważam, że za wcześnie na jednoznacznie potępiające komentarze. Do tego potrzebna jest rzetelna analiza tekstu, której na razie zabrakło - dodaje profesor Koźmiński.

 

Z jednej strony, Węgry - kraj i ludzie - potrzebują nowych regulacji prawnych także w zakresie, jakim zajmuje się ustawa. Z drugiej, należy się zastanowić, czy jej aprioryczna krytyka nie jest aby na wyrost, zwłaszcza że jej zapisy - o skutkach nie wspominając - nie są dostatecznie znane ani merytorycznie rozpoznane. Być może zatem za wcześnie bić na trwogę.

Autor: 
Anna J. Dudek
Źródło: 

polskatimes.pl

Polub Plportal.pl:

Reklama