„Wyrwałem chwasta” - kultowa scena z filmu Psy 2 była oparta na wydarzeniach w Świeciu?

Reklama

czw., 05/02/2019 - 06:25 -- zzz

 

 

 

Jedna z pierwszych scen przeboju Pasikowskiego „Psy II. Ostatnia krew” to monolog więźnia Wyrka (na zdjęciu w kółku), który opowiada Franzowi Maurerowi (Bogusław Linda) swoją historię. W rzeczywistości to streszczenie zbrodni Tadeusza Wencla, do której doszło w Świeciu

 

To kultowy tekst z polskich filmów. Niektórzy znają go w całości na pamięć. - Koło Szecherezady przechodziłem i patrzę stoi ta kobita, tak jakoś biednie wyglądała, a ja w Boga wierzę, to żal mi się jej zrobiło. No to mówię pójdziesz ze mną, tu niedaleko... do Wielkiego Ryśka. Rysiek ma melinę, całkiem niedrogo bierze. Śledzia można tam kupić i czarne to jego teść, to takie robi, że to lepsze niż szynka, ja wolę - opowiada Wyrek Maurerowi robiącemu zawzięcie pompki w więziennej celi, do której trafił po zamordowaniu Ola Żwirskiego (Marka Kondrata).

- To wypiliśmy tam pół baksa z nią i z Ryśkiem i ona mówi, że ma dzieci. Duże? Pytam. A ona mówi, że no jedno cztery, drugie dwa... nie dwa i pół, nie dobrze mówię, cztery i pół i dwa lata. To miałem akurat te pieniądze, co dostałem jak wychodziłem, to dałem. No niech kobita kupi jakieś pomarańcze tym dzieciom, akurat tak się Wigilia jakoś zbliżała... cukierki jakieś... no niech dzieci takie coś mają od życia, nie... Ty, ja potem wchodzę do Starego Mordziatego, znasz Starego Mordziatego, on też ma melinę, tylko droższą... ja patrzę, a ta […] tam z tym Starym Mordziatym siedzi i wódkę pije... i tak żeby nie skłamać, no pół litra tak do połowy już odpite. To ja mówię, to ja po to ci dałem pieniądze, żebyś dzieciom pomarańcze kupiła, mówię, a ty tutaj na melinie z pijakami wódkę pijesz?... No to ci mówię, to tak jak stałem, tak ją [uderzyłem] młotkiem, no... takim z półtora kilowym. No ze łba nie było co zbierać... wyrwałem chwasta...

Ta historia wydarzyła się w Świeciu

W pewnym momencie opowiadaną historię przerywają strażnicy, którzy wynoszą Wyrka na egzekucję. Ta historia oparta jest na wydarzeniach, które rozegrały się w Świeciu, a jej protoplastą był Tadeusz Wencel.

Wychowywała go konkubina ojca. W domu więcej było alkoholu i prostytucji niż zabawek. W wieku 12 lat trafił do domu dziecka w Wągrowcu. Tam dowiedział się od jednej z odwiedzających go opiekunek, że kobieta która wychowywała go od małego nie jest jego biologiczną matką. Ta bowiem wyparła się go. Dla Wencla był to wstrząs, z którego nie otrząsnął się przez całe życie.

Jego żywot jest przetykany pobytami w więzieniach, gdzie trafiał za napady i kradzieże. Odnalazł biologiczną matkę w Bydgoszczy, ale ta wraz z mężem bała się go. Nie chciała utrzymywać z nim kontaktów. Dla Wencla był to kolejny cios.

W trakcie procesu o podpalenie trafił do szpitala psychiatrycznego w Świeciu na obserwację. Część biegłych uważała, że jest niepoczytalny. W lecznicy dobrze się sprawował, w związku z czym wypuszczono go na wolność w kwietniu 1972 r.

Melina na Kopernika

Cztery lata później po odsiedzeniu kolejnego wyroku Tadeusz Wencel znowu trafił do Świecia, a dokładnie do meliny Jerzego K. urządzonej na strychu budynku przy ul. Kopernika. Poznał tam m.in. konkubinę Jerzego K- Janinę M.- kobietę, która porzuciła męża z trójką dzieci.

Podczas wieczerzy wigilijnej, gospodarz meliny oraz Wencel nalegali aby Janina M. poszła odwiedzić swoje dzieci. W końcu kobieta przyznała im rację i ok. godz. 20. opuściła mieszkanie. Kiedy wróciła następnego dnia, w tajemnicy powiedziała Wenclowi, że nie spotkała się ze swoimi dziećmi i nie uczestniczyła w pasterce, tak jak wcześniej mówiła konkubentowi. Tak naprawdę noc spędziła w mieszkaniu Kazimierza S.- jednego ze stałych bywalców meliny.

Kiedy w tym samym dniu Jerzy K. razem z innymi gośćmi udali się w odwiedziny do sąsiadów, Tadeusz Wencel i Janina M. zostali sami w mieszkaniu przy ul. Kopernika. W pewnym momencie doszło między nimi do kłótni. Postępowanie Janiny M. Wencel porównał do zachowania jego matki, która również nie interesowała się losem swoich dzieci.

Jakby dusił swoją matkę

W pewnym momencie Wencel dostał takiego napadu szału, że zaczął dusić kobietę. Później powiedział, że dusząc Janinę M. miał wrażenie, że dusi swoją matkę. Po upewnieniu się, że kobieta nie żyje, Wencel umieścił zwłoki w kufrze znajdującym się na strychu. 8 stycznia podczas porządków odkryła je właścicielka domu przy ul. Kopernika. Z ustaleniem zabójcy milicja nie miała problemu. Już wcześniej Wencel mówił, że „sprzątnął jedną osobę” w kamienicy przy ul. Kopernika.

Nie ma pewności, który to dom. Według opowieści świecian jest to kamienica przy ul. Kopernika 13 (na zdjęciu do tekstu). Karę śmierci zamieniono Wenclowi na 25 lat więzienia, ale w celi zamordował współwięźnia, o czym Wyrek z „Psów” opowiada w dalszej części swego monologu Maurerowi. Za to trafił na szubienicę w 1983 r. w Poznaniu. Był to jeden z ostatnich wykonanych wyroków śmierci w Polsce.

Autor: 
zzz
Źródło: 

nswiecie.pl

video: 
Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:
2 + 14 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama