Ruth Ozeki o swojej powieści wyróżnionej Nagrodą Kobiet

Reklama

wt., 07/26/2022 - 11:27 -- MagdalenaL

Tytuł oryginalny: „Czy przedmioty mogą nas czegoś nauczyć o rzeczywistości?” – Ruth Ozeki o swojej powieści wyróżnionej Nagrodą Kobiet

Pierwszą rzeczą, jaką japońsko-amerykańska autorka Ruth Ozeki zrobiła rano po zdobyciu Nagrody Kobiet za fikcję, była medytacja. „Bardzo krótka” – mówi, gdy spotykamy się później w jej hotelu. Była tak bardzo przekonana, że nie wygra (Meg Mason i Elif Shafak były kandydatkami do tytułu), że zapełniła swój terminarz na ten dzień. „Nie, żebym narzekała” – śmieje się. Elegancko ubrana w czerń, pomimo fali upałów, 66-letnia pisarka ma w sobie ten rodzaj blasku, który nie jest często spotykany w wywiadach po rozdaniu nagród.

Ozeki może z pewnością uznać, że jest pierwszą buddyjską kapłanką Zen, która otrzymała Nagrodę Kobiet, którą zdobyła za swoją czwartą powieść The Book of Form and Emptiness. Opowiada ona historię 14-letniego Benny'ego, który po śmierci ojca zaczyna słyszeć głosy przedmiotów codziennego użytku. Jego matka, Annabelle, stała się zbieraczką i w pewnym sensie przemawiają do niej także rzeczy nieożywione (koszule męża, kule śnieżne, żółty czajniczek). Annabelle, trzymając się kurczowo swojej pracy archiwistki, pozwoliła, by ich dom zapełnił się wycinkami z gazet: metaforycznie toną w żalu, śmieciach i nadmiarze wiadomości.

Filozoficznie poważna i zarazem formalnie zabawna (książka sama do nas przemawia), ta kakofoniczna powieść wydaje się czasem równie przytłaczająca i kapryśna jak eklektyczne zbiory Annabelle. Jednakże podobnie jak wszystkie powieści Ozeki, The Book of Form and Emptiness nie stroni od problematycznych tematów – globalnego ocieplenia, konsumpcjonizmu, chorób psychicznych – ani od stawiania wielkich pytań: co jest prawdziwe? Czy istnieją granice ludzkich pragnień? A jednak laureatka Nagrody Kobiet określiła ją jako „całkowitą uciechę”, a krytycy zwrócili uwagę na jej „spokojny, nudny, metodyczny, dobry humor”. I rzeczywiście, ta opowieść o matce i synu, którzy odnajdują swój głos i drogę wyjścia z bałaganu ich życia, jest zarówno głęboko poruszająca, jak i podnosząca na duchu.

Ozeki, zapalona ekolożka i feministka, dorastała, czytając Rachel Carson i chłonąc „świadomość polityczną” lat 70. Jej pierwsze dwie powieści, My Year of Meats (1998) i All Over Creation (2003), które opisuje jako „głęboką analizę ziemniaka”, zrodziły w niej obawy dotyczące zmian klimatycznych i przemysłowego rolnictwa (rodzina jej ojca zajmowała się rolnictwem w Wisconsin). Jej późniejsze powieści, A Tale for the Time Being, nominowana do Nagrody Bookera w 2013 roku, oraz The Book of Form and Emptiness, są pod wyraźnym wpływem buddyzmu. Pytanie, „Czy nieczułe istoty głoszą dharmę?”, zaczerpnięte z przypowieści zen, stanowi sedno najnowszej powieści. „Czy przedmioty mogą nas uczyć o rzeczywistości?”, dodaje pomocniczo. „I oczywiście, odpowiedź jest twierdząca”.

Napisanie książki zajęło osiem lat – „każda powieść zajmuje mi coraz więcej czasu – to nie jest dobry trend” – ale jej korzenie sięgają śmierci jej ojca w 1998 roku. Przez rok po tym wydarzeniu Ozeki słyszała, jak mówił do niej. „Robiłam coś w domu, składałam pranie lub cokolwiek innego i słyszałam, jak oczyszcza gardło, a potem wypowiada moje imię. Odwracałam się i nikogo nie było. Za każdym razem, gdy to się działo, to był trochę szok, jak cios – nie ma go”.

Uprzątając dom rodziców w New Haven w 2002 roku, po tym, jak u jej matki zdiagnozowano Alzheimera, znalazła prezenty przekazane ojcu od społeczności First Nation, z którymi pracował jako antropolog lingwistyczny oraz japońskie artefakty należące do jej matki (również profesor lingwistyki, urodzonej w Japonii), kolekcję wypolerowanych kamyków z czasów pobytu jej dziadka w obozie dla internowanych w Nowym Meksyku oraz puste pudełko, starannie oznaczone jako „puste pudełko”. „Wiedziałam, że te rzeczy mają historie, ale nie wiedziałam, jakie to są historie. I to było w pewnym sensie łamiące serce”.

„Zacznijmy więc od głosów” – zaczyna się książka. Chciała zbadać „słyszenie głosu na spektrum”, wyjaśnia. Jako pisarka, „widzi” swoje postacie: „Cześć! Mam na imię Nao i jestem istotą czasu”, więc Nao w A Tale for the Time Being „wpadła mi do głowy”, mówi. Istnieją też neurotyczne głosy, „wewnętrzna srogość, wewnętrzny krytyk, wszystko to, co nam wszystkim przeszkadza”, a co bardziej niepokojące, głosy, które doprowadzają Benny'ego do ukłucia się nożyczkami i zdiagnozowania u niego zaburzeń schizoafektywnych. „Dlaczego jest tak, że niektóre głosy są patologiczne, niektóre normalne, a inne wręcz pożądane?” pyta. „Czym w ogóle jest normalność? Normalność jest konstrukcją kulturową, a my sprawiliśmy, że normalność jest bardzo wąskim pojęciem”.

Podobnie jak Benny, który w dzieciństwie cierpiał na ciężką depresję i lęki, Ozeki spędziła kilka tygodni na oddziale psychiatrycznym po tym, jak doznała „czegoś, co wtedy nazywano załamaniem nerwowym” w szkole z internatem. Podążając śladami Sylvii Plath, jak to się robi, „gdy jest się młodą dziewczyną z depresją i poezją”, udała się następnie do Smith College, jednej z najstarszych uczelni dla kobiet w USA, gdzie nauczyła się japońskiego (straumatyzowana wojną matka nigdy jej nie uczyła, bo nie chciała, by „zidentyfikowano ją jako Japonkę”) i zdobyła pierwsze nagrody za fikcję. Wróciła do Smith, aby uczyć kreatywnego pisania w 2015 roku, a teraz, po wielu latach na Cortes Island w Kolumbii Brytyjskiej, mieszka na stałe w Massachusetts z mężem, artystą środowiskowym i nauczycielem.

Po ukończeniu studiów spędziła kilka lat w Japonii, studiując klasyczną literaturę japońską, a następnie przeniosła się z powrotem do Nowego Jorku i wpadła w przemysł filmowy, zostając dyrektorem artystycznym przy niskobudżetowych horrorach o tytułach takich jak Mutant Hunt i Robot Apocalypse. To nieprawdopodobne doświadczenie nauczyło ją, jak opowiadać historię. W końcu zaczęła robić własne filmy dokumentalne i choć jej filmy odniosły sukces wśród krytyków (była nominowana do nagrody głównej jury na festiwalu w Sundance), były „katastrofą finansową”. Dała sobie rok na napisanie powieści, którą miała nadzieję sprzedać za 30 tysięcy dolarów, by pokryć długi: nigdy nie mogła sobie wyobrazić, że 25 lat później otrzyma 30 tysięcy funtów za zdobycie Nagrody Kobiet. Pierwszy szkic My Year of Meats wydrukowała w przeddzień swoich 41. urodzin, „żeby móc powiedzieć, zgodnie z prawdą, że do czterdziestki napisałam swoją pierwszą powieść”.

Jednakże po opublikowaniu jej drugiej powieści i śmierci obojga rodziców „jakby znowu się rozpadła”. Zwróciła się więc ku buddyzmowi. „Choroba, starość i śmierć – to cię budzi” – mówi. „To właśnie obudziło Buddę. Zdajesz sobie sprawę, że życie jest nietrwałe i że nie będziesz żyć wiecznie. Jak sobie z tym radzę? Dzięki temu, że tak naprawdę czuję, że jestem w centrum świata”. Została wyświęcona w 2015 roku.

Pierwszą rzeczą, której uczy swoich studentów, jest to jak medytować, a techniki medytacyjne wykorzystuje we własnej pracy pisarskiej. „Zamykam oczy i jakby wpadam w jakąś scenę w mojej wyobraźni, a potem po prostu tam zostaję. Jestem świadoma wszystkich wrażeń wzrokowych, dźwiękowych, zapachu, smaku, dotyku. Jestem w stanie zauważyć trochę więcej tego, co dzieje się z moimi bohaterami”.

Czy to Zen nadaje jej pracom tę radość, która zwyciężyła wśród jurorów? „Mam po prostu dziwne poczucie humoru” – mówi. „Odwrotna strona wszystkiego, co smutne, jest zazwyczaj zabawna. Nie bez powodu Szekspir w swoich tragediach zawsze ma klaunów. Wszystko jest zabawne i wszystko jest też naprawdę smutne. Obie rzeczy występują w tym samym czasie”. Tak jak w przypadku The Book of Form and Emptiness.

Autor: 
Lisa Allardice / Tłumaczenie: Anna Bołtruczuk
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama