Nowy album Billie Eilish „Happier Than Ever” pokazuje, że krytycy „szepczącej piosenkarki” się mylą

Reklama

pon., 08/02/2021 - 17:15 -- MagdalenaL

Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons

W swoim drugim albumie młoda piosenkarka tworzy coś z przekazem korzystając z własnych zmagań ze sławą, ocenianiem i krytyką.

Bardzo oczekiwany drugi album Billie Eilish, „Happier Than Ever”, jest gotowy do tego, aby utwierdzić pozycję młodej piosenkarki w galerii gwiazd popu, nawet jeśli pokazuje on efekty, jakie status gwiazdy na niej wywiera.

Po opublikowaniu w 2015 roku swojego pierwszego singla, który zdobył w zastraszającym tempie popularność, Billie przemieniła gatunek pop swoim debiutanckim albumem z 2019 roku, „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”, którzy skomponowała wraz ze swoim bratem w domu. Krytycy chwalili emocjonalną przejrzystość i niepokojący, dręczący wręcz ton pośród wszystkich tych bardziej cukierkowych, słodkich albumów, które normlanie dominują scenę popu. Piosenkarka pobiła kilka rekordów, łącznie z tym, że w wieku 18 lat stała się najmłodszą artystką, która wygrała nagrodę Grammy we wszystkich czterech najlepszych kategoriach. Jednak od tego momentu stała się także jedną z najmłodszych gwiazd, które muszą liczyć się z intensywną obserwacją, która towarzyszy takiemu typowi uwagi.

W pierwszym utworze na liście albumu, „Getting Older”, wydanym w piątek, z usta 19-letniej Billie Eilish można usłyszeć takie słowa: „Rzeczy, które kiedyś sprawiały mi radość, teraz tylko dają mi zatrudnienie”. Starzenie się dla nikogo nie jest łatwe, jednak patrząc z perspektywy życia Eilish, będącej obecnie jedną z największych gwiazd popu, te słowa nabierają jeszcze większego znaczenia.

Rzeczywiście, przez cały album „Happier Than Ever” pojawiają się myśli o izolacji i stresie wywołanym sławą. „Getting Older” wspomina także o „obłąkanych” nieznajomych, którzy pojawiają się przed jej drzwiami. „NDA” mówi o cenie bezpieczeństwa i o emocjonalnym żniwie, jakie ponoszą sławni nastolatkowie. W utworze śpiewa nawet o domu, który w sekrecie kupiła mając 17 lat, a następnie z przygnębieniem wyjaśnia, że nigdy nawet nie miała możliwości urządzić w nim imprezy. Niemniej, najbardziej wstrząsające przemyślenia dotyczące ograniczeń sławy pojawiają się w tekście do „Not My Responsibility”. Monolog o nieustannej krytyce wobec jej ciała i seksualności, w którym jedna linijka zawiera pytanie: „Ciało, z którym się urodziłam, czy to nie jest to, czego pragniecie?”.

Odkąd w wieku 13 lat z hukiem wkroczyła do świata scenicznego jako sensacja elektro-popu ze swoją piosenką „Ocean Eyes”, Eilish znana była z mówienia głośno o ciałopozytywności (ruch, który promuje akceptację własnego ciała). Wybór artystki odnośnie noszenia workowatych ciuchów w celu zmniejszenia skupienia na jej ciele przyniósł zarówno pochwały, jak i dezaprobatę. Podobne reakcje wywołały również jej pofarbowane na zielono-czarno włosy. Billie z kolei powiedziała, że bycie w ciągłym błysku reflektorów jest sytuacją bez wyjścia i dodała, że kobiety powinny po prostu być sobą.

W ostatnim wywiadzie dla brytyjskiego „Vogue”, który zdominował Twittersferę na kilka dni po wydaniu, artystka powiedziała, że zdecydowała się na zmianę kolorowych włosów na blond, jak i swoich workowatych ubrań na gorset. Wytłumaczyła, że doskonale wiedziała o tym, że wywoła to falę krytyki (i faktycznie tak się stało – została błyskawicznie oskarżona o „sprzedanie się”), jednak i tak to zrobiła, ponieważ kobiety nie powinny być zobligowane do ubierania się w jednym konkretnym stylu.

W swoim albumie piosenkarka tworzy coś z przekazem korzystając z własnych zmagań ze sławą, ocenianiem i krytyką. Eilish maluje obraz wolności ze zwykłego powiedzenia „walić to”, uczucie, które wyraża bardziej kolorowo przy końcówce tytułowego „Happier Than Ever” przez słowa „Po prostu mnie k**** zostawcie w spokoju”.

Być może część tej radości wynika z obalenia krytycyzmu o „szepczącej piosenkarce”, który zakładał, że jej ciche śpiewanie to dowód na brak talentu wokalnego. W wystrzałowym „Happier Than Ever” wokalistka pokazuje swój głos i mierzy się z tymi twierdzeniami.

Na Instagramie Billie wytłumaczyła, że ten album „jest wszystkim” dla niej i poprosiła fanów o „zajęcie się tym projektem”. Niemniej, album wydaje się być obietnicą o zadbaniu o siebie, którą sama sobie złożyła.

 

Autor: 
Sarah John, profesorka psychologii na Uniwersytecie Nowojorskim; tłum. Marta Gołaszewska
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama