Recenzja filmu Spencer: uwięziona w rodzinie królewskiej

Reklama

wt., 11/09/2021 - 17:15 -- MagdalenaL

Spencer to świąteczny film, który opowiada o dużej, dysfunkcjonalnej rodzinie, która spotyka się, by wspólnie spędzić święta, obdarować się prezentami i kontynuować tradycyjne zwyczaje świąteczne, które mają zapewnić im miło spędzony czas.
 

Spencer to horror opowiadający o wrażliwej kobiecie, przetrzymywanej w przerażającej rezydencji dręczonej przez sadystyczne potwory i ich zdradzieckich podwładnych.

Spencer to thriller psychologiczny o potężnej, niezależnej, despotycznej grupie knującej, jak pozbyć się samodzielnie myślącej buntowniczki.

Spencer to historia miłosna, melodramat o matczynym poświęceniu, rewia mody początku lat 90. i typowo brytyjski program kulinarny (bułeczki i ciastka w nim przedstawione są ekologiczne).

Spencer, film, który reżyser Pablo Larraín nazwał „bajką opartą na prawdziwej tragedii” jest tym wszystkim, jak i również inspirowanym prawdziwymi wydarzeniami dramatem o księżnej Walii, Dianie, zagranej z wytrwałością i gracją przez Kristen Stewart. Diana, która zginęła w wypadku samochodowym w 1997 roku – i której nazwisko panieńskie stanowi tytuł filmu, jest znaczącą postacią w historii. Słyszał o niej cały świat, a za jej życia tabloidy miały na jej punkcie obsesję. Do dzisiaj jest obiektem dużego zainteresowania.

Jej burzliwe małżeństwo z księciem Karolem i skomplikowane relacje z teściami były ostatnio poddawane ocenie w The Crown, gdzie w ostatnim sezonie w jej postać wcieliła się Emma Corrin. (W następnym zastąpi ją Elizabeth Debicki.) Przy powierzchownym obejrzeniu filmu, którego akcja rozgrywa się w 1991 roku w przeciągu trzech dni (od Wigilii do drugiego dnia Świąt Bożego Narodzenia), może się on wydawać uzupełnieniem do The Crown, obrazującym małą część całej historii i skupiającym się na jednej, stosunkowo mało znaczącej postaci, spośród istotnych członków rodziny królewskiej.

Jednak nie jest to odpowiednie podejście do tego filmu. Larraín wraz ze scenarzystą Steven’em Knight’em nie ukazują uzupełnienia historii, za to gorliwie ganią monarchiczny bełkot, który serial (który mnie bez reszty wciągnał) wydaje się promować. The Crown ukazuje, że członkowie dynastii Windsorów dzięki swoim wadom, upadkom i układom – lub mimo tego – są dużo bardziej ciekawsi od innych. Ich problemy są bardziej wyszukane, a wybory bardziej dramatyczne od tych zwykłego śmiertelnika.

Osoby o wyższym statusie społecznym często są tak ukazywane w literaturze, mimo to Larraín, władając kamerą niczym szpadą, nie decyduje się na to. Ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Jonny’ego Greenwood’a również może dogłębnie dotknąć widza. Jedyni członkowie rodziny królewskiej, którzy ukazują bardziej „ludzkie” podejście to książę Karol (Jack Farthing) oraz jego matka (Stella Gonet). Postać królowej Elżbiety jest nijaka i oziębła. Jej najstarszy syn jest bezduszny i okrutny (przynajmniej dla Diany). Wyśmiewa się z jej zaburzenia odżywiania i poucza, że muszą dbać o swój wizerunek.

„Musisz mieć dwie twarze” mówi do niej – jedną dla „ludu”, a drugą dla najbliższych. (Podobnie jak większość scenariusza Knight’a ten fragment jest trochę zbyt dosłowny.) Jednak jednym z powodów, dla których Diana była nazywana „księżniczką ludzi” jest to, że zawsze wydawała się być sobą, co Larraín, Knight i Stewart bezwzględnie w filmie zachowali. Jest oddana temu „co prawdziwe”, opisuje swoje zainteresowania bezbłędnym, arystokrackim akcentem typowym dla klasy średniej. Fast foody. Teatr muzyczny. Przejażdżki swoim europejskim sportowym samochodem zamiast jeżdżenia z szoferami rolls royce’em.

Chce być sobą i pragnie wolności. Larraín jest Chilijczykiem i nakręcił już parę trudnych, niepokojących filmów o życiu w jego kraju pod dyktaturą wojskową kontrolującą myśli i zachowania poddanych. Ciężko byłoby porównać relację Diany z królową Elżbietą do tego, co się działo w Chile, jednak można powiedzieć, że królowa ma nad nią władzę totalitarną.

Przygotowania do świąt w posiadłości Sandringham – rezydencji otoczonej fosą, znajdującej się obok wybrzeża Norfolk – wyglądają jak operacja wojskowa. Uzbrojeni żołnierze przywożą zakupy, a szef kuchennej „brygady” (Sean Harris) jest jak dowódca polowy. (Jest też jedną z niewielu osób w zamku, które życzliwie ją traktują.) Wszystko jest zaplanowane co do minuty: kanapki, posiłki, polowania. Dianę poucza się jaki strój ma założyć na każdą okazję.

Sukienki mają na sobie symbol, który oznacza „księżniczka Walii”. Jednak Diana jest bardziej więźniem w swojej burzliwej relacji z Karolem (który ma romans z Camillą Parker-Bowles, którą rzadko można zobaczyć w filmie, a jej imię nigdy nie jest wprost wspomniane). 

Diana jest pod ciągłą obserwacją, nawet gdy przemyka się przez puste korytarze i komnaty. Wszystkie jej myśli, zachcianki czy słowa są ściśle kontrolowane. Jest zupełnie osamotniona, nie może sobie pozwolić nawet na zwykłą prywatność lub samotność. Jej jedynym pocieszeniem są jej synowie William (Jack Nielen) i Harry (Freddie Spry).

Spencer jest ponadto analizą tego, jak niewola wpływa na psychikę. Diana, gdy przyjeżdża do posiadłości Sandringham, jest obiektem „troski” Windsorów, a w ciągu kolejnych 72 godzin blisko jej do załamania nerwowego. W czasie omamów widzi ducha Anny Boleyn, rani się szczypcami, a swoim zachowaniem martwi dzieci oraz powoduje zniesmaczenie księcia.

Czuwającymi nad nią ze współczuciem, jednak niekoniecznie będącymi po jej stronie, jest dwójka członków królewskiego dworu. Major Gregory próbuje przekonać ją do uległości rodzinie królewskiej, opowiadając historię o tym jak służył w wojsku, która ma najwyraźniej podkreślić to jak ważne jest wypełnianie obowiązków. Jej ulubiona stylistka, Maggie (Sally Hawkins), jest wierniejszym sprzymierzeńcem, zawsze ją wysłuchuje, a potem staje się dla niej jeszcze ważniejsza.

Spencer to dzieło uzupełniające do filmu Larraín’a Jackie z 2016 roku, opowiadającym o losach Jackie Kennedy po zabójstwie jej męża. Obydwa filmy pochylają się nad odosobnieniem i paranoją kobiety, która jest zdana na łaskę sił politycznych i interesów rodzinnych, w których nie ma nic do powiedzenia. Ukazują również jak próbuje się temu przeciwstawić. Film z Kristen Stewart wydaje się bardziej spójny dzięki jej przejmującej grze aktorskiej, która kontrastuje z moralnym zepsuciem otaczającego ją świata rodziny królewskiej.

Stewart wykorzystuje swoje znakomite umiejętności, by przekształcić postać Diany w kogoś dobrze nam znanego. Widzowie czują się zobowiązani zapewnić księżnej bliskość i troskę, której potrzebuje. Nasze współczucie to coś więcej niż żal, a Spencer to coś więcej niż obraz cierpiącej kobiety. Jeśli to bajka, to polityczna, alegoria o bezsilności, buncie i wyzwoleniu.

 

Autor: 
Autor: A. O. Scott; Tłum. Justyna Sitarz
Polub Plportal.pl:

Reklama