Performerska postać improwizowana

Reklama

pon., 11/23/2015 - 14:54 -- marianna.ruks

 

Krystian Lupa, słynny polski reżyser teatralny, twierdzi, że istnieją trzy aktorskie typy. W swoim – długim, bo niemal dwugodzinnym - wykładzie z cyklu „Wiedzieć, żeby być” wszystkich aktorów podzielił po pierwsze na improwizatorów, po drugie aktorów-postaci i po trzecie - ostatnie - na performerów. Każdy typ kieruje się w swojej pracy czym innym, a co za tym idzie gra takiego typa opiera się na innych zasadach. Co oni – te typy trzy - na to?

Typ I – Improwizator

Cóż ja mogę powiedzieć o improwizacji? Może to po pierwsze, że w ogóle nie ma co się do niej przymierzać bez posiadania bogatej wyobraźni. Improwizacja to w końcu spontaniczne tworzenie czegoś bez przygotowania, więc bez głowy pełnej pomysłów klapa. Kiedy jednak ma się już tę wyobraźnię, to bez ćwiczeń też raczej nie jest zbyt dobrze, chociaż oczywiście bywają i tacy którzy improwizację mają we krwi i improwizowali np. już na egzaminie wstępnym do szkoły teatralnej. Sam znam kilku takich, teraz już pełnoprawnych, wykształconych aktorów. Jeśli nie ma się tego wpisanego w kod genetyczny, do perfekcji w improwizowaniu można dojść, ćwicząc ją - chociażby w szkole teatralnej - i stale pogłębiając swój warsztat aktorski. Warsztat bowiem jest bardzo ważny. Bez warsztatu nie ma aktora.

Kolejną sprawą jest natura improwizacji. Ona oczywiście najbardziej nadaje się na komedię, zresztą większość przedstawień improwizowanych to właśnie komedie, a nie dramaty. Choć prawdą jest też, że istnieje coś takiego jak improwizacja dramatyczna, ale wtedy najczęściej tworzy się sceny i dialogi pod przyszłe występy. Jest to tzw. teatr „organiczny” szczególnie preferowany przez twórców teatru politycznego i praktyków terapii dramą, bo przecież improwizacja zawsze wymaga bardzo aktywnego kontaktu z publicznością, a improwizator w zasadzie żyje tym kontaktem. Tego nie ma raczej go w teatrze z udziałem scenariusza.

Typ II – Aktor-postać: O przepraszam kolego! Ja gram w teatrze dramatycznym, scenariuszowym i ten kontakt z publicznością mam. Bardzo intensywny i na co dzień. Właściwie bez tego, to ja już nie wyobrażam sobie życia.

Typ I: No dobrze, przepraszam. Może trochę przesadziłem, ale tak to jest kiedy mówisz o sobie coś tak ulotnego.

Typ II: Na pewno trochę przesadziłeś. A co z dobrym gustem? U nas to warunek sine qua non dobrego spektaklu.

Typ I: Tu strasznie dużo zależy od aktorów. To oni muszą mieć dobry smak, styl i zdrowe poczucie przyzwoitości. Nie można np. pierdzieć na scenie, albo pokazywać gołej pupy. Jednak nie powinno być z tym problemów, bo podstawa techniki improwizacyjnej to proces, który my-improwizatorzy nazywamy „Tak, i...". Aby zaimprowizowana scena się udała, osoby w niej uczestniczące muszą wspólnymi siłami określić najpierw jej parametry. Aktor na deskach scenicznych składa pewną propozycję, czyli innymi słowy określa pewien element rzeczywistości sceny. Następny aktor przyjmuje ten element i dodaje następny, z reguły zbudowany na tym już mu danym przed chwilą. I tak to się kręci, przy czym często improwizatorzy zadają pytania publiczności w celu zdobycia sugestii, na podstawie których później tworzą daną scenę. Jest to po pierwsze sposób na zaangażowanie publiczności, a po drugie dowód, że przedstawienie jest improwizowane, nie ma scenariusza.

Typ II – Aktor-postać

Z postacią wcale nie jest tak łatwo, jak to się wydaje - że wyuczysz się tekstu na pamięć i już, koniec, kropka. W praktyce - a mówimy tu głównie o teatrze - aktor wciela się w postać wymyśloną przez danego pisarza. Jednak zauważyć tu trzeba, że nieraz taki pisarz opisując pewną sytuację, albo i całą historię z udziałem tej jednej postaci może zawsze zostawić jakieś niedopowiedzenie, nie zedrzeć do końca całunu ją skrywającego. Może pozostawić w charakterze postaci jakąś niewiadomą, większy lub mniejszy znak zapytania. Zabieg ten bywa czasami - często nawet - bardzo przydatny, bo pogłębia jej tajemniczość, a to jest cecha ze wszech miar u ludzi lubiana, a nawet pożądana. Nie tylko w książkach i sztukach, również w realu. Aktor zaś zrobić tego nie może. Tzn. z perspektywy widza jak najbardziej wolno mu sprawić, żeby grana przez niego postać kryła w sobie zagadkę, jakąś tam tajemnicę, nawet malutką. Zresztą z punktu widzenia prawie każdego spektaklu dobrze jest stworzyć postać tajemniczą, o której widzowie będą później dużo mówić, dyskutować czy też spierać się. Jednak, żeby dobrze tę tajemniczą postać zagrać aktor musi najpierw cały całun tajemniczości z niej zedrzeć, poznać ją dogłębnie, czyli czasami wymyślić i właściwie stworzyć ją sobie od początku.

Typ III - Performer: To co, artysta sam sobie wymyśla postać do zagrania?

Typ II: Nie, nie artysta - to aktor ją sobie wymyśla. Ja nie lubię mówić o sobie artysta…

Typ I: Cały świat tak mówi o aktorach, wszystkich aktorach. Np. że ci artyści-aktorzy to, a tamci artyści-aktorzy tamto. To synonimy.

Typ II: Tak, to prawda, ale ja nie lubię. Mam prawo. A wracając do tematu to powtarzam: tak zdarza się, że musimy sobie postać wymyślać. Jednak jest tak tylko czasami – nie zawsze aktor musi od początku stwarzać sobie całą postać – w końcu pisarze z reguły piszą wszystko między wierszami. Zresztą na rozumienie i wymyślanie, czasami też budowanie od nowa postaci ogromny wpływ ma reżyser. Dobry reżyser jest twórczy i naświetla tu cały tzw. background, czyli to co działo się z postacią przed. Rola reżysera to pomaganie aktorowi i dlatego jest on konieczny. Przynajmniej takie są założenia. Czasami jednak w budowaniu postaci reżyser nie pomaga, a wtedy i on, i aktor bardzo kłócą się ze sobą. Kiedy mamy taką sytuację, wtedy budowanie postaci to wyłącznie praca aktora. Praca, w której ogromnie pomaga wyuczony wcześniej warsztat, bo zgadzam się - bez warsztatu nie ma aktora. Bez warsztatu twoja postać nigdy nie będzie żywa, a o to przecież chodzi w aktorstwie. W szkole i profesjonalnie nazywa się to budowaniem roli, czyli dochodzeniem do prawdy danej postaci w określonych okolicznościach. Tak naprawdę bez prawdy nie ma aktorstwa, nie ma też pracy nad rolą czy też postacią, bo budowanie roli albo i postaci to dochodzenie do tego, co powoduje takimi, a nie innymi jej zachowaniami i dlaczego ona działa tak, jak działa.

Typ III - Performer

OK, zacznijmy od definicji: słówko performance po angielsku znaczy przedstawienie bądź wykonanie. Tak więc performers w świecie artystycznym to sytuacja artystyczna, której przedmiotem i podmiotem jest ciało artysty performera – czyli np. moje ciało - w określonym kontekście czasu, przestrzeni i moich własnych ograniczeń. Kiedy występuję przed publicznością, to ja jestem twórcą sztuki i jej materią. W zeszłym - 2013 roku - powstał o mnie nawet film - „Performer". Tzn. nie o mnie osobiście - nie jestem Oskarem Dawickim – ale ów Oskar Dawicki, artysta-performer, o którym film opowiada, to w 100% performer, czyli ja też. On znany jest głównie z performersu „Baloniarz", w trakcie którego powiesił się na sznurze pod sufitem galerii, a przed uduszeniem się ratowały go jedynie balony wypełnione helem…

Typ I: Ale trochę historii proszę - skąd się wziął ten twój performers?

Typ III: Otóż, historycznie rzecz biorąc performers i performatywność wzieły się z dwudziestowiecznego usiłowania przezwyciężenia przedstawienia teatralnego. Tak powstał „teatr postdramatyczny” i dalej „teatr performatywny”, przy czym z performersem mamy do czynienia wszędzie tam gdzie obecny jest performer, przestrzeń i publiczność. Istnieje zatem cała ich szeroka gama, która obejmuje również spektakl teatralny, czyli dramatyczny. Wszystkie te prezentacje-wykonania realizowane są za pomocą odpowiedniej techniki (dekoracje, fasady, narzędzia ekspresji, sposoby odgrywania roli). Powiem też, że artystom performerom, czyli również mnie, pozwala na te realizacje warsztat aktorski oczywiście. Bowiem bez warsztatu nie ma aktora, również performera.

Wśród wielu wyznaczników performersu, wskażę tutaj trzy, które stanowią jego fundament. W trakcie takiego występu ciało performera podlega manipulacji. To raz i to jest konieczny element konstytutywny każdego performersu. Poza tym manipuluje się przestrzenią. To dwa. I na koniec pozostaje jeszcze relacja, jaka ustala się między mną-artystą i widzem. To trzy. Zresztą co się tyczy tej relacji, to mówi się, że nie ma teatru performatywnego bez całkowitego zaangażowania się artysty. On – ten teatr - znajduje się po przeciwnej stronie teatralności. Tam, gdzie teatralność to głownie tekst, scenariusz dramatu, fikcja i iluzja, która oddala od rzeczywistości, performerzy chcą zaspokoić po prostu potrzebę rozrywki swoich widzów, czyli kładą przede wszystkim nacisk na aspekt ludyczny zdarzenia, przy czym – jakby w przeciwieństwie do teatru dramatycznego - nie można się tego nauczyć i zagrać wchodząc w rolę. Trzeba to mieć we krwi.

Jeśli chodzi o definicję performera, powiem, że Patrice Pavis, profesor teatrologii na uniwersytecie w Canterbury, twierdzi, że to ktoś występujący na scenie we własnym imieniu jako człowiek i jako artysta, pokazujący nam swoje „ja”. Aktor dramatyczny natomiast przedstawia postać i jest jakby fałszywy - udaje, że nie jest sobą, tylko graną akurat postacią. Dlatego można chyba powiedzieć, że performer to od niego coś więcej. Tak naprawdę może to być: komik, mim, tancerz, opowiadacz historii, śpiewak (operowy, operetkowy albo nawet rockowy) czy też w pewnych okolicznościach aktor dramatyczny. W perspektywie historycznej natomiast performerami można nazwać również średniowiecznych rybałtów, błaznów, muzykantów i pieśniarzy czy też śpiewaków operowych i aktorów dramatycznych poprzednich stuleci.

Typ II: A powiem wam, że zawsze chciałem zrobić taki performers.

Typ III: Co by to było?

Typ II: Nie wiem i jestem w kropce... Oczywiście nie powiesiłbym się na scenie teatralnej, ani w galerii. Po prostu chciałbym zrobić performers, mimo że jestem zwykłym aktorem dramatycznym.

Typ III: Aktorem-postacią, który nie lubi być nazywany artystą.

Typ II: Czepiasz się, ale jak tak głębiej pomyślę sobie o sztukach okołoteatralnych, to aktor, będący najważniejszą składową teatru, plasuje się teraz na szarym jego końcu. Nie pełni on już funkcji dominującej i jest teraz podporządkowany reżyserowi czy też inscenizatorowi, którzy w dosyć samolubny sposób ograniczają twórczą inwencję aktora i czynią go w ten sposób leniwym. Najlepszym tego dowodem są seriale telewizyjne i filmy, choć w mniejszym stopniu. Bardzo rzadko już można odczuć, że w centrum tego wszystkiego stała i wciąż stoi sztuka aktorska.

Typ I: Takie mamy czasy. Nie przejmuj się zbytnio, nie popadaj w lenistwo i bądź sobą, bo wiem, że dobry w tym jesteś.

P.S. Tak naprawdę dzisiaj w teatrze właściwie znajdujemy już tylko artystów, którzy reprezentują typy pośrednie między improwizatorem, aktorem-postacią i performerem. Te typy trzy mają po prostu w zwyczaju mieszanie cech swoich kategorii.

Natalia Mikołajska

 

 

Polub Plportal.pl:

Reklama