„Mewa” Antoniego Czechowa na deskach Teatru Śląskiego

Reklama

śr., 11/18/2015 - 23:25 -- Administrator

Fabuła spektaklu przedstawia miłosne rozterki młodego Konstantego Trieplewa, który traci swoją ukochaną Ninę Zarieczną. Irina Arkadina (matka chłopaka) przyjeżdża na wieś w towarzystwie swojego obecnego kochanka Borysa Trigorina (znanego pisarza), z którym to właśnie ucieka wybranka jej syna.

Jest to sztuka o miłość tragicznej nastolatków, która zostaje poświęcona w imię kariery scenicznej kobiety – Nina wierzy, że Borys napisze dla niej sztukę życia i tym uzasadnia dokonany wybór. Jest to również traktat o nieodpowiedzialnym rodzicielstwie – rodzinna sielanka poświęcona kosztem hulaszczego trybu życia artystów, a w tle niezrozumienie pokoleń – syna i matki. Nade wszystko inne, jest to jednak dysputa filozoficzna na temat istoty sztuki w ogóle. Konstanty Trieplew nie uczestniczy w katharsis jakie daje proces twórczy, gdyż nieodwzajemnione uczucie odzwierciedla się w kryzysie pisarskim młodego autora (przygotowane dzieło okazuje się nazbyt nowatorskie, a zatem niezrozumiałe dla jemu współczesnych i bliskich). „Mewa” to zatem sztuka o niezaspokojonych ambicjach, o dążeniach człowieka i sensie jego życia – o marzeniach, które nie zostaną nigdy osiągnięte. 

Nie wiemy, czy Konstanty tworzy przede wszystkim dla siebie, czy aby przypodobać się ukochanej Ninie, nie zważając na pobudki jego działań, niewątpliwie jest jednak w pełni dramatycznym wizjonerem. Nowoczesna sztuka w jego wykonaniu to ukazanie gwałtowności obrazu (emocji odczucia), ekstatycznym ruchom aktorki towarzyszy wtedy niespokojne światło i wiatr – wygląda to pięknie, brakuje tu jednak treści – wszystko jest jakby tylko na pokaz. Podobnie zbudowana jest cała sztuka… Wiele mówiące obrazy (symbole), ważne dla widza i autora przerwy oraz niedomówienia (dla spotęgowania refleksji) przeplatane są mnogością czytanego tekstu, który staje się jednak bełkotem przez nadmiar i dystans krytyków do wypowiadanych przezeń twierdzeń.Świetnie został przedstawiony, idealnie przerysowany wiejski pejzaż kontrastujący z buzującym od emocji wnętrzem młodego Kostka. Spokojne wędkowanie starego pisarza nad jeziorem jest domeną wieku dojrzałego – doceniany literat wie, że nie musi z nikim konkurować, przyzwyczaił się do krytyki i udoskonalił warsztat twórczy. Pomimo, że na całej scenie rozciągnięta została tafla jeziora (woda jest wszędzie i robi zwraca uwagę widza) to jednak najważniejszym elementem scenografii jest tu wędka i monotonny, senny dźwięk łowienia. Znakomicie pokazano erotykę – scena, podczas której Nina zaleca się do Borysa aż kipi od seksualności. Rozstaniom zakochanych towarzyszy deszcz, który tylko potęguje obraz smutku i rozpaczy – wszyscy taplają się i brodzą po kostki w wodzie, ociekają nią – życie na przekór pragnieniom to jednak nie zabawa! Niesamowita jest oprawa wizualna, obecnie korzysta się z wielu efektów specjalnych – wspomniana już wcześniej woda na deskach sceny i cieknąca z sufitu to podstawa, ale autor zaaplikował nam również porządną dawkę śniegu w postaci ptasich piór i gwałtowne wystrzały z pistoletu na korki (nagłe „boom!” w kompletnej ciemności i ciszy robi wrażenie), zakończenie nie obejdzie się również bez efektownego rożna z prawdziwym żywym ogniem i skrzącymi się iskrami!

Sztuka nie jest łatwa w odbiorze, dla przeciętnego odbiorcy może być wręcz przegadana. Nie ma tu porywającej, wartkiej akcji, zdarzają się tylko żywiołowe momenty. W drugiej części Nina nie jest już piękną i wrażliwą dziewczyną, jej młodość i witalność uleciały niczym życie wypchanej mewy – to wszystko jest wielce depresyjne. W pogoni za karierą poświęca się największą ofiarę – życie dziecka. Biernie patrząc, zdajemy sobie sprawę, że wszystko przemija… 

Zaznaczę jeszcze, że gra aktorska młodych aktorów jest nieco mniej wyrazista od ich starszych kolegów – wydaje mi się, że to z powodu dykcji ich kwestie pozostają jakby poza usłyszanymi rozmowami, nadrabiają jednak dynamiczną grą całego ciała. Podsumowując, sztuka warta jest obejrzenia, chociażby z powodu efektów specjalnych, jednak nie zachwyca tak jakby się tego chciało. Trudno jednak stwierdzić, czy owy niedosyt emocjonalny nie jest przypadkiem spowodowany samym utworem Antoniego Czechowa i jego „możliwością” przełożenia na scenę.

Tomasz Drabarek

Polub Plportal.pl:

Reklama