Także w formie książki Gambit Królowej jest wyjątkową baśnią

Reklama

wt., 03/02/2021 - 18:52 -- MagdalenaL

Matthijs van Nieuwkerk co drugi tydzień wybiera ze stosu nowe książki. Dziś Gambit Królowej Waltera Tevisa: “Podziękowanie-za-wszystko dla jego bohaterów”.

Cały świat gra w szachy! Za sprawą Netflixa. Dzięki Bogu. Czarodziejką jest młoda szachistka Beth Harmon, która w baśni Amerykanina Waltera Tevisa koniec końców bije rosyjskiego mistrza świata. Szachownice od Buenos Aires po Tokio zostały tymczasowo wyprzedane. Tevis napisał Gambit Królowej w 1983 roku. Rok później zmarł. Biedny człowiek. Nie żeby całkowicie bez splendoru zasilił Wieczny Dom Pisarzy; napisał też w końcu z sukcesem sfilmowane książki Bilardzista i Kolor Pieniędzy. Lecz wieczór machania do siebie pięknie ubranych na Oscarach jest jednak czymś innym niż bycie okrzykniętym twórcą światowej gorączki szachów. W tym tygodniu pojawiło się, po ogromnym sukcesie serialu telewizyjnego, niderlandzkie tłumaczenie Gambitu Królowej.

Wprawdzie wciąż nieco różowa pod wpływem serialu, mogę jednak bez wielkiego ryzyka powiedzieć, że powieść pod względem przyjemności czytania z łatwością można mierzyć z szachowymi must-reads: Nowelą Szachową Stefana Zweiga i Obroną Łużyna Nabokova. Zresztą, ta ostatnia książka jest co najwyżej ciekawostką ze względu na nazwisko autora. W swoim epilogu Gambitu Królowej Tevis pisze: “Znakomita gra szachowa wielkich mistrzów jak Robert Fischer, Boris Spasski i Anatolij Karpow była przez lata źródłem przyjemności dla takich graczy jak ja”. Tevis napisał w istocie podziękowanie-za-wszystko dla swoich bohaterów.

Wracając do  roku 1983 i Anatolija Karpowa.

Osobista notatka.

Karpow i ja siedzimy obok siebie na tylnym siedzeniu cuchnącej taksówki. Jesteśmy zagubieni w nędznych dzielnicach przecinających się ulic w Brukseli. Gdzieś w tej szarej dziurze musi mieszkać filatelista, który poprzedniego dnia sprzedał Karpowowi za duże pieniądze rzadki znaczek pocztowy. Przez telefon. To opowiedział mi Karpow, kiedy podczas przekraczania progu Sheraton Brussel tłumaczył, że dojechalibyśmy do Amsterdamu małym objazdem. Karpow zbiera znaczki. Rysuje palcami wskazującymi trójkąt w powietrzu. W ten sposób! Bez zwykłej pieczęci, jak zrozumiałem. Dalej!

Kiedy pół godziny i wiele rosyjskiego jazgotu później staliśmy wreszcie przed maciupką wystawą sklepową i zobaczyłem, jak Karpow został wpuszczony do środka przez Miotłę Wiedźmy, szofer zapytał mnie, kim był ten chłopak. Powiedziałem, że był to szachowy mistrz świata, który zbiera znaczki. Odwrócił się. Viesser? Nie, nie Fischer. Mężczyzna dotknął swojego czoła palcem wskazującym. Szaleni ludzie, ci szachiści. Jeden z najnudniejszych spośród tych – excusez le cliché - szalonych ludzi, wyszedł w międzyczasie znów za drzwi. Koperta w dłoni. Z powrotem na tylnym siedzeniu Karpow ogląda i pieści swoją nową pieczęć jak nowo narodzone dziecko. Miejsce docelowe na żądanie: skarbiec w Moskwie.

W tamtych latach pisałem jako freelancer razem z Markiem van den Heuvelem moje pierwsze artykuły dla “Het Parool”. I były to wywiady z szachistami. Jako fanatyczni gracze-amatorzy mieliśmy wielkie szczęście, bo szachy w tych latach to był czysty rock-’n-roll. Przynajmniej w naszym kraju. I tylko na chwilę. Czasopismo muzyczne “Oor” zamieściło na okładce zdjęcie Jana Timmana z tekstem: “The Best of the Rest”. Bo tak było: Rosjanie Karpow i nowy cudowny chłopak Garri Kasparow zdecydowali przecież między sobą, kto jest najlepszy, mieliśmy Numer Trzy. A nadzieja rodzi życie. Na tej wysokiej fali ekscytacji i wrażeń surfowaliśmy przez rok na całej stronie razem z czołowymi graczami. Do tego momentu stało się jasne, że Timman nigdy nie założyłby korony, a manuskrypt szachowy rozpoczął smutny odwrót w kierunku znajomego obszaru sobotniej sekcji szachowej.

To było prawie czterdzieści lat temu. A teraz szachownice są wyprzedane.

Nie udało się to samym szachistom. Do tego potrzebna była wyjątkowa baśń Waltera Tevisa.

Tłumaczyła Wiktoria Dzido

Autor: 
Matthijs van Niewkerk
Źródło: 

volkskrant.nl

Polub Plportal.pl:

Reklama