Recenzja: Film The Gray Man „da się obejrzeć”

Reklama

pon., 07/25/2022 - 16:59 -- MagdalenaL

Recenzenci określają go mianem „mało ambitnego”, jednak wielu kinomaniaków nie tego spodziewa się po tym letnim filmie akcji. O jaki film chodzi?

The Gray Man to widowiskowy film pełen strzelanin, w którym główne role grają znani aktorzy Ryan Gosling i Chris Evans.

Jednak czy można określić go „strzałem w dziesiątkę”? Film może okazać się ryzykownym i kosztownym posunięciem dla platformy Netflix. Gigant streamingowy wydał na niego ponad 200 milionów dolarów – więcej niż na jakikolwiek inny w historii firmy. Chcą dzięki temu odzyskać część malejącej liczby użytkowników, tak jak miało to miejsce w przypadku premier Squid Game Stranger Things.

Czy może dorównać w tej kwestii serialom? Wątpię. Niemniej jednak ma być pierwszym z serii filmów opartych na dwunastu bestsellerowych książkach autorstwa Marka Greaneya. Ich głównym bohaterem jest Szóstka ze Sierry, grany przez Ryana Goslinga. „007 było już zajęte” – żartuje Szóstka, którego prawdziwe imię brzmi Court Gentry. Widać, że Netflix chce nadać lekko komediowy ton całej serii.

Życzę im w tym powodzenia. Reżyserzy Joe i Anthony Russo poświęcają tyle samo uwagi Chrisowi Evansowi znanemu z roli Kapitana Ameryki w czterech filmach z serii Avengers Marvela (również wyreżyserowanych przez nich). Evans świetnie odnalazł się w nietypowej dla siebie roli sadystycznego socjopaty Lloyda Hansena – miłośnika tortur, który aby osiągnąć swoje cele nie zawaha się zadać cierpienia nawet dzieciom.

Rozczarowuje jednak fakt, że obiektem poszukiwań antagonisty jest malutki pendrive ukryty w złotym amulecie, na którym zapisane są informacje obciążające szefów organizacji zamieszanych w brudne interesy. Tak, wiem – fabuła jest oklepana. Nie przeszkadza to jednak dobrze się bawić, oglądając słowne potyczki odgrywającego rolę psychopaty Evansa ze spokojnym i opanowanym Goslingiem. Dobrym przykładem w angielskiej wersji językowej jest moment, w którym Hansen nazywa Szóstkę „lalką Ken”, nawiązując do odgrywanej przez Goslinga roli w filmie Barbie.

Nigdzie indziej nie znajdziesz tak nadmiernie wykwalifikowanej obsady aktorskiej. Billy Bob Thorton gra Donalda Fitzroya, pomysłodawcę programu Sierra, dającym przestępcom szansę na odzyskanie wolności pod warunkiem, że będą pracować dla CIA jako tajni zabójcy – tak zwani „ludzie cienia” (ang. grey men). W filmie pojawia się również przystojniak z Bridgerton Regé-Jean Page grający rolę Denny'ego Carmichaela – szemranego agenta CIA pełniącego funkcję szefa grupy.

Na szczególną pochwałę zasługuje Ana de Armas, która pokazała swój kunszt aktorski zarówno w roli agentki Dani Mirandy, jak i dziewczyny Bonda w filmie Nie czas umierać z Danielem Craigiem. Chemia pomiędzy nią a Goslingiem nadaje smaczku filmowi, który nie specjalnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom widzów – chyba że w kwestii rozsianych po całym świecie planów zdjęciowych.

Na pierwszy rzut oka widać, że na to przeznaczono większość budżetu. Szóstka podczas swojej podróży odwiedza Tajlandię, Berlin, Chorwację, Wiedeń i Azerbejdżan, z przerwami na walkę na pięści w spadającym samolocie czy uporanie się z bandą zabójców będąc przykutym do ławki na rynku w Pradze. Miodzio.

Jeżeli myślicie, że film sprowadza się tylko do serii strzelanin, to jesteście w błędzie. Bracia Russo zadbali o wplecenie poruszającego wątku porwania 12-letniej siostrzenicy Fitzroya, granej przez Julię Butters znanej z roli w Pewnego razu w Hollywood.

Mimo wszystko trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy – The Gray Man nie jest niczym więcej niż próbą ożywienia tego zbioru banalnych sekwencji walk przez dwójkę aktorów gotowych do zagrania w każdej roli. Film da się obejrzeć wyłącznie dzięki temu, że Goslingowi i Evansowi czasami to wychodzi.

Musimy zadać sobie pytanie – czy niespokojne czasy to odpowiednia wymówka dlatego, żeby film kosztujący 200 milionów dolarów był zaledwie „zdatny do oglądania”?

Autor: 
Peter Travers / Tłumacz: Maciej Klupp
Polub Plportal.pl:

Reklama