Jak 20-wieczny francuski artysta Yves Klein pomógł mi odnaleźć sens życia w trakcie lockdownu

Reklama

wt., 02/16/2021 - 11:01 -- MagdalenaL

Deszczowe marcowe popołudnie, dwa tygodnie przed tym jak świat się zatrzymał. Jestem w Paryżu i razem z moim partnerem świętujemy moje urodziny. Jesteśmy w cyfrowej galerii sztuki Atelier des Lumières, spowici w zimnoniebieskim świetle monochromatycznych, niebieskich prac francuskiego artysty, Yves'a Klein'a. Kolor jest tak przytłaczający, że musimy go jakoś pogodzić z szarością miasta, kiedy w końcu wynurzamy się z galerii. Klein lubił używać jednego koloru, charakterystycznego dla niego niebieskiego, na całym płótnie. Jego wizja była rewolucyjna: używając jednego koloru uwolnił się od z góry przyjętych poglądów na to, czym powinna być sztuka. Dziesięć miesięcy szybko minęło i teraz mamy lockdown. Jestem w w mojej kuchni, na spotkaniu zespołu na Zoom. Słucham, ale moje myśli zaczynają odpływać i rozmyślam o swoim miejscu na świecie. Nie tylko dlatego, że to miejsce od zawsze podlegało zmianom - jako imigrantka, Syryjka, kobieta, początkujący naukowiec, nowy obywatel Wielkiej Brytanii. Albo dlatego, że kwestie tożsamości i przynależności są w kręgu moich osobistych zainteresowań badawczych. Jednak każde zamknęcie w domu wiąże się z podobnymi nierozwiązanymi pytaniami o to, kim jesteśmy pośród tego, co wokół nas i co naprawdę jest dla nas ważne.

 W mojej pracy naukowej bardzo zainteresowałam się poczuciem przynależności imigrantów i sposobem, w jaki ją budują. Dzięki wywiadom z imigrantami przypominam sobie, że poczucie przynależności można ćwiczyć, wypełnić i zmieniać; że w chwilach niepewności nasza potrzeba przynależności i odnalezienia sensu jest największa. Poczucie brak korzeni, którego wielu z nas doświadczyło w czasie zamknięcia w domu, nie różni się aż tak bardzo od tego, którego doświadczamy podczas imigracji, a sens i wsparcie można znaleźć w różnych rzeczach, w zależności od tego, kim jesteśmy, jakie mamy doświadczenia i jak postrzegamy świat.

Dźwięk i cisza

Często zwracam się do sztuki, literatury i muzyki, aby odnaleźć sens i dodać sobie otuchy. Zmagając się z egzystencjalnymi pytaniami w trakcie lockdownu, myślę o obrazach Kleina w Paryżu. Cały ten błękit, jego głośna obfitość wylewająca się poza granice płótna do pokoi, przez ściany, na ludzi. Na mnie działa to kojąco w czasach izolacji społecznej i niepewności, które pozbawiły nas więzi i uczucia przynależności. Klein, dwudziestowieczny artysta i prowokator, wyjątkowo zaangażował się w użycie jednego koloru, niektórzy nazwą to fetyszem, który śmiało wniósł do muzyki w swojej zbuntowannej Symohonie Monotone-Silence. Jest to symfonia, która „istnieje poza fenomenologią czasu”, „jeden wyjątkowy ciągły„ dźwięk ”wyciągnięty i pozbawiony początku i końca”, jak wyjaśnia Klein w swoim manifeście z Chelsea Hotel. Być może teraz jest dobry moment, aby skonfrontować się z minimalistycznym podejściem Kleina do muzyki. Lockdawn i życie „w próżni” sprawia, że jego symfonia jest dziełem, którego czas właśnie nadszedł. Dzwięk miał swoją premierę 9 marca 1960 r. O godzinie 22:00 w wielkim salonie handlarza dziełami sztuki Maurice'a d'Arquian’s w Galerie Internationale d’Art Contemporain w Paryżu, przed 100-osobową publicznością. Trzy nagie modelki weszły na scenę, pomalowały swoje ciała niebieską farbą i odcisnęły się na białym papierze. Głosy chóru i instrumenty orkiestry rozbrzmiały pojedynczą, ciągłą nutą (D-dur) przez 20 minut, po czym następowało kolejne 20 minut „wykonywania” ciszy. Rzadko utwór Kleina wydawał się bardziej współczesny, przypominając bardzo niepokojącą muzyczną interpretację naszego dziwnego doświadczenia z zamknięciem w domu: życie jako ciągły hałas - a potem nagle przerwane tego cyklu.

Czas się otworzyć

Nie są mi obce lockdowny ani samotność. Wojna w Syrii, trwająca już dziesiąty rok, była pierwszym z tych społecznie alienujących doświadczeń, które my, Syryjczycy, musieliśmy znosić. Ten lockdown, podobnie jak symfonia Kleina, nieustannie atakuje moje zmysły. Ale to niekoniecznie jest zła rzecz. Mimo ograniczeń fizycznych, lockdown pozostawił ślad na mojej psychice. Zmusiło mnie to do głębokiego przemyślenia sposobu, w jaki żyliśmy wcześniej ze sobą, i ponownego rozważenia niektórych z najważniejszych doświadczeń ludzkiej egzystencji : słabości, wstydu, winy, pragnienia, strachu, wolności, przynależności, miłości - życia i śmierci. Teraz wydaje mi sie, że stara normalność mogła wydawać się w porządku, ale prawda jest taka, że bardziej przypominała tyranię - skupianie się na zbyt wielu rzeczach, często mniej ważnych, kosztem naszych dzieci, związków oraz zdrowia psychicznego i fizycznego. W codziennym pędzie zapomniałam o głosach ludzi uciszanych przemocą, uciskiem, biedą, głodem, wojną, uprzedzeniami, rasizmem. Głosach tych ludzi, dla których „lockdown” jest ciągły i może trwać długo po zakończeniu naszego. Zmusiło mnie to do przemyślenia poczucia przynależności, które jest ważnym elementem zrozumienia, kim jesteśmy w czasach izolacji. Być może zamknięcie w domu jest okazją do odkrywania nowych sposobów bycia i przynależności do świata, które wykraczają poza opcje zero-jedynkowe, miejsca i granice oraz przywracają równowagę poprzez przynależność do tego, z czym się utożsamiamy: naszego człowieczeństwa - naszych wspólnych zmagań. Być może zapuszczenie korzeni to nie tylko przywiązanie do miejsca lub jego trwałość, jak twierdzą uczeni, ale także zaangażowanie w wzloty i upadki w ludzkiej egzystencji. Klein przed śmiercią wyjaśnił motywację do stworzenia swojej symfonii. Chciał „ciszy, której istnienie w naszej wspólnej przestrzeni jest odporne na niszczące właściwości fizycznego hałasu”. Być może zostanie zmuszonym do zatrzymania się podczas lockdownu - jak kontrast między 20 minutami jednej nuty Kleina, po których następuje nicość - jest zaproszeniem dla nas wszystkich, abyśmy cenili ciszę i chronili ją przed tyranią ciągłego hałasu życia. To okazja, aby w pełni otworzyć się na to dziwne doświadczenie, ocenić i wyciągnąć z niego coś lepszego i silniejszego. To tak jak zostanie obmytym przez ocean błękitu Kleina, wlewanie jego chłodnej atmosfery w nasze życie, dające szansę na zatrzymanie się, rozmyślanie i znalezienie ukojenia.

Autor: 
Daniel Łęgowski
Źródło: 

theconversation.com

Polub Plportal.pl:

Reklama