Recenzja Helen Marten - nowa wystawa zwyciężczyni Turnera pozostawia bez tchu

Reklama

pon., 09/06/2021 - 13:43 -- MagdalenaL

”Małe wiadomości są ukryte wszędzie. Po pewnym czasie stają się twoim wewnętrznym głosem” … Helen Marten, Wróble na kamieniu. Fotografia: Even Herzog; © Helen Marten, kurtuazyjne Sadie Coles HQ, Londyn

Galeria sztuki współczesnej Sadie Coles HQ Londyn. Jest to wystawa łącząca się z seksem, filozofią oraz fragmentami katastrofy - od wielowarstwowych obrazów do tłoczonej kostki mydła.

Gro rysunków Helen Marten wiszących w małej tylnej galerii w Sadie Coles HQ. Delikatnie narysowane zbliżenie żołądka i podbrzusza kojota; kot; ludzie bawiący się w basenie. Niektóre z nich sprawiają, że myślę o surrealizmie André Masson, inne o średniowiecznych drzeworytach lub kreskówkach z lat 20-tych. Wśród nich portret Amerykańskiego powieściopisarza Williama H Gassa pomalowany jasną kredką, rozebrany do pasa. Jego tors i ramiona pokryte wizerunkami, narysowanymi bezpośrednio na jego ciele przez artystę Philipa Gustona, gdy obaj przebywają w Yaddo, ucieczka artysty do północnej części stano Nowy York, gdzie Gass odczytywał swoją powieść The Tunnel. Następny rysunek Marten przedstawia Gustona malującego zegarek na nagich plecach Gussa. Obaj są odwzorowani na podstawie serii fotografii wykonanych w czasie wydarzenia z 1969 r.

Marten jest świetna w odgrzebywaniu rzeczy. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z nią bez usłyszenia o jakiejś powieści lub poecie, którego nigdy nie czytałam, lub jakiegoś skojarzenia lub pomysłu, który jest dla mnie nowy lub jakiegoś nieoczekiwanego zwrotu wydarzeń. Tak samo z jej sztuką, która często sama w sobie jest jak poezja albo historia, która wciąż służy na dzikich łukach i stycznych. Marten wygrała nagrodę Turnera w 2016 r., a rok temu opublikowała swoją własną powieść, „Ugotowany Pomiędzy”. Podziwiam je talent oraz wytrwałość, jednak nie jestem pewna czy chcę się znaleźć wewnątrz jej mózgu. Tak jak Gass, który studiował filozofię pod okiem Ludwika Wittgensteina, praca Marten jest wypełniona metaforami oraz grami słownymi. Ona naciąga rozsądek do skraju wytrzymałości.

Nowe wystawa Marten Wróble Na Kamieniu zawiera w swoim tytule SOS. Nic dziwnego; przewlekłość i objazdów oraz niekończących się detali tej rozległej aglomeracji obrazów, rzeźb i obiektów, grożą zatopieniem lub rzuceniem tobą bez tchu na plaże. Zbyt wiele, żeby patrzeć, zbyt wiele by policzyć, zbyt wiele znaków i wizerunków, zbyt dużo detali, zbyt wiele wszystkich rzeczy na raz oraz zbyt wiele słów. Naddatek jest centralną częścią co ona robi. Chcę abyś się zatracił.

”Marten jest świetna w odgrzebywaniu rzeczy” … Helen Marten, Wróble na Kamieniu. Fotografia: Eva Herzog; © Helen Marten, kurtuazyjne Sadie Coles HQ, Londyn

Zbyt wiele ryzykownych wycieczek. Przypisy liter na podłodze i stado idei nad głową. Mało przekazy są wszędzie. Po chwili stają się one twoim własnym głosem wewnętrznym i w czasie, gdy wystawa trwa ten głos staje się coraz bardziej brzemienny. Marten również zaadoptowała głosy innych ludzi do swoich prac. Fraszka WH Audena napisana jest na jednej ze stron modelu busa. Na busie są również wykresowe Proporczyki Zaborczych Postaw i Emocji Gassa, wzięte z „The Tunnel”, które czyta się jak listę straszliwych ludzkich upadków. Wersy Lekcji Żalu  poetki Anne Carson, jej tłumaczenia czterech greckich dramatów Eurypidesa, są dołączone do pracy, która zawiera również duże ceramiczne dzwony.

„Zazdroszczę je talentu oraz wytrzymałości, jednak nie jestem pewna czy chciała bym się znaleźć wewnątrz jej mózgu”

„Dlaczego tragedia istnieje?”, pisze Carson. „Ponieważ jesteś pełen gniewu. Dlaczego jesteś pełen gniewu? Ponieważ jesteś pełen żalu.”. Wiemy, że miała gdzieś miejsce katastrofa, a w Wróblach na Kamieniu wciąż znajdujemy dowody, jak szczątki rozbitego statku dryfujące z dala od wraku. Jeśli wykryję myśl przewodnią tego co zdaje się być kluczowym elementem w pracy, gdy to poruszam okazuje się, że jest to ślepa uliczka. Jeden z nich ciągle się zaczyna. Pewnie, są tam znajome tropy oraz taktyki wizualne, które czynią prace Marten rozpoznawalnymi. Jej składnia odlewa rozległą sieć ponad mnogością myśli, uczuć oraz idei, weźmy pod uwagę choćby jaja, kostkę mydła ze słowem portret nim ozdobioną, cegły i chleb, pociągi oraz busy, modele układu słonecznego (każda planeta, przeskalowana, znajdująca się na herbatniku), paczki kukurydzianych płatków śniadaniowych, samoprzylepne karteczki z ich pojedynczymi frazami, cylindry i konewki, wytapicerowani ludzie na swoich ławkach parkowych z ich samotnymi podwieczorkami, modele mieszkań oraz wisiorki i dzwonki.

Jeśli możliwe byłoby zobaczenie galerii z wysokości ujrzelibyśmy ludzika z kresek leżącego na podłodze. Jest to więcej niż armatura. Ramiona rozwarte, nogi symetrycznie rozłożone, głowa najbliżej wejścia, całość nakreślona w ciemnym stalowym pręcie, z szeregiem wolnostojących ścian, naśladując ten sam schematyczny zarys, na którym wiszą serie bardzo dużych obrazów, z których każdy zajął miesiące pracy. Z ich licznymi warstwami na kilku różnych podłożach, których błam oraz chłonność waha się od zwykłego aluminium do tłoczonej skóry ekologicznej i aksamitu, a używając technicznie zaawansowanych procesów sitodruku, każdy obraz jest złożonym składem warstwowej wyobraźni i abstrakcji.

Złożone warstwy … Helen Marten, Wróble na Kamieniu. Fotografia: Eva Herzog; © Helen Marten, kurtuazyjna Sadie Coles HQ, Londyn

Na jednym z nich, odziany w surdut analityk w spodniach w pręgi, delikatnych kapciach, oraz nadętej głowie rozkłada się na swojej kanapie. Ponad nim, rząd surowych głów patrzących nań groźnym spojrzeniem jak nieubłagani krytycy, albo superego, a nad nimi popękany facet na równi pochyłej wychyla się by uchwycić bagietkę płynącą po drewnianej skrzyni.

Na innych obrazach znajdują się zamrożone kaskady graficzne, sieci i akty, matka i dziecko, marudne pismo szwajcarskiego artysty odrzutka i kompozytora Adolfa Wölfi, wirujące abstrakcyjne formy, wszystko wykonane z taką dokładnością i precyzją, nawet do usterek, przerw, rzeczy pobocznych i krotochwili. Kolejny obraz przedstawia swawolących klaunów, przestępcę uciekającego przed gliniarzem, faceta jedzącego w celi podczas spoglądania na zawieszoną i odwróconą figurę. Wygląda to jak tortura. Na dalszym obrazku wygląda na to, że jest tam podwójny auto-portret artystki (tak to odczytałam, wraz z słowami NAPAD ZŁOŚCI wyłaniające się powyżej.

Jednak dlaczego wizerunki Gustona i Gassa? Artystka nadkłada jego wizerunki na ciało pisarza, a słowa w pewien sposób mieszają się z wizerunkami drugiego. Jest to trochę jak seks. Spójnik tworzy nowy hybrydowy wizerunek. Ciała są przeźroczyste. Konsumują oraz są wybrakowane. Wszystko prowadzi do wszystkiego innego. To wszystko jest tak strasznie skomplikowane. Nic dziwnego, że jest tam ta cała złość.

 

Autor: 
Adriana Searle tłum. Krzysztof Halerz
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama