Niebezpieczni rysownicy : Arabscy karykaturzyści przekraczają granice

Reklama

wt., 05/10/2016 - 17:53 -- koscielniakk

Komiksy muszą być bezczelne i buntownicze, ale w świecie arabskim, takie łatwo wpędzają rysowników w kłopoty.

Młody człowiek z Bejrutu podróżuje w chmurze dymu ze swojego papierosa na syryjską granicę, gdzie odbija się echem z drugiej strony gór tsunami niosące uchodźców. Na swojej drodze natyka się na dziecko wyrzucone przez fale, leżące twarzą do ziemi. Potem spotyka Libańczyka, który twierdzi, że za obecnością syryjskich uciekinierów w Libanie stoją amerykańscy spiskowcy. Wróciwszy do domu, na swoim balkonie znajduje górę śmieci.

Joseph Kai, 27-letni karykaturzysta z Libanu, narysował tę historię- mającą dla niego zarówno polityczną, jak i osobistą genezę- do ostatniego libańskiego wydania komiksu dla dorosłych.

W minionym okresie karykatury i komiksy zapewniły arabskim rysownikom poszukiwaną przez lata przestrzeń na swobodne wyrażanie siebie.

Kai, który jest dyrektorem wydawniczym „Samandala” napisał we wstępie do jego ostatniego wydania, że „komiksy przestały być li tylko formą wypowiedzi. Pełnią one również rolę polityczną, a w ekstremalnych sytuacjach są narzędziem do tworzenia historii i przedstawiania świata.

Założony w 2007 roku „Samandal” (arab. salamandra) próbuje powiązać słowo z estetyką.

W słowie wstępnym do pierwszego wydania, współzałożyciel „Samandala” Fadi Baki wyjaśnia, że tak jak salamandra jest płazem żyjącym między ziemią a wodą, tak komiksy są formą sztuki egzystującą między słowami a obrazami. „Chcemy, żeby nasze komiksy łączyły aspekty eksperymentalne z tradycyjnymi, kulturę wysoka z niską”, mówi Lena Mehrej, współzałożycielka komiksu.

Wrzesień 2009 roku. Siódmy numer komiksu finansowało Libańskie Ministerstwo Kultury, jako część kampanii „Bejrut, światową stolicą książki”. Ale właśnie to wydanie niemal wykończyło komiks. Prokurator oskarżył trzech edytorów o podżeganie do religijnej nienawiści i blasfemii, publikowanie fałszywych informacji i zniesławienie.

 

Ratunek z internetu

Urząd ds. cenzury przy Libańskim Urzędzie Bezpieczeństwa skrytykował komiks „Ecce Homo” narysowany przez, przedstawiającego się jako Valfret, rysownika z „Libańskich Przepisów na Zemstę”, wydawanych przez Merhej.

W pierwszej historii, centurion zabija legionistę, z którym był w homoseksualnym związku, by potem obwini

za zbrodnię chrześcijan. W drugiej Mehej pokazuje zapłon księży i imamów.

Za te dwie historie „Samandal”, oskarżony przez sąd za "szereg naruszeń prawa", został ukarany w kwietniu grzywną w wysokości 20 000 dolarów.

Po tym, jak uratowała ich uruchomiona pod koniec ubiegłego roku internetowa akcja poparcia, autorzy komiksu postanowili być ostrożniejsi przy kolejnym wydaniu, w 2016 roku, kiedy to na tapet postanowiono wziąć młodoś

, seksualnoś

i poezję. „Zdecydowaliśmy, że najpierw wydamy go we Francji, a tu przywieziemy kilka kopii, żeby uniknąć męczących skarg", powiedziała w wywiadzie dla Al- Dżazery Merhej

Shennawy, kolejny autor przedstawiający się tylko nazwiskiem, jest jednym z tych egipskich autorów, których prace są często zamieszczane w „Samandalu”. Sukces publikacji, pomimo państwowej cenzury, wzmocnił go i zainspirował do wydania w Kairze własnego komiksu.

„Samandal” był pierwszym ukończonym projektem tego rodzaju i to dało nam nadzieję" - powiedział 38-letni Egipcjanin w wywiadzie dla Al- Dżaziry. "W Egipcie byliśmy grupą karykaturzystów, która praktycznie nigdzie nie mogła się wypowiedzieć."

I tak, w 2011 roku stworzył „TokTok”, który został tak nazwany na cześć czarno-żółtych riksz, z hukiem przejeżdżających przez co bardziej niebezpieczne dzielnice Kairu. Dwa tygodnie później- 25 stycznia rozpoczęło się słynne powstanie.

„Wtedy wszyscy byliśmy na Placu Tahrir. Mieszkałem w okolicy, a mój dom był schronieniem dla wszystkich moich przyjaciół rysowników. Kiedy Mubarak został obalony, w drugiej edycji „TokToka” każdy z nas nad tym pracował. W tamtym czasie rewolucja dysponowała wizualną siłą w postaci graffiti i sloganów. Miała swój udział w naszym sukcesie", wspominał.

Ale teraz, 5 lat po obaleniu Mubaraka, euforia ustąpiła drogi refleksji.

"W czasach reżimu Mubaraka, żyliśmy w państwie policyjnym, ale mieliśmy wolność wypowiedzi. Mogliśmy rysować jego karykatury bez obaw, że nas zatrzymają. Teraz to się skończyło. W „TokToku” wolimy unikać bezpośredniej konfrontacji, a do delikatnych tematów podchodzimy w delikatny sposób", wyznaje Shennawy, który mieszka teraz w Belgii.

 

Tunis-inny rysunek

Za rządów egipskiego prezydenta Abdela Fattaha el-Sisija zatrzymano wielu dziennikarzy i karykaturzystów. Był wśród nich także, aresztowany w styczniu, Islam Gawish. Ale cenzura państwowa nie jest jedyną przeszkodą dla egipskich artystów komiksowych.

"Mamy do czynienia z jakimś pokoleniowym szokiem. Starsi czytelnicy postrzegają niekiedy nasze prace jako zbyt wyzywające i społecznie szkodliwe. Zadaniem, jakie stoi przed nami, jest zatem zwiększenie swobody w wyrażaniu siebie ale tak, żeby ich to nie obrażało", podkreśla Shennawy.

Tunezyjski komiks „Lab619”, którego współzałożycielem w 2012 roku był Shennawy, zdobył w ubiegłym roku na kairskim festiwalu Comix nagrodę dla najlepszego magazynu komiksowego.

Abir Gasmi, ilustrator „Lab691” przypomina, jak bardzo praca rysowników związana była z aktualnymi wtedy problemami państwa. Na przykład, po zabiciu tunezyjskiego polityka Chokrija Belaida "wszyscy autorzy zajmowali się tematem, niekiedy w sposób bardzo bezpośredni i zdecydowany". "Przy okazji każdego nowego wydania przypominamy autorom prac o zasadzie maksymalnej wolności w twórczości artystycznej”, mówi.

Brak autora, tłum. Emila Liberda

Źródło: Al Jazeera

Zagłosowałeś na opcję 'down'.
Polub Plportal.pl:

Reklama