Co z tą polską telewizją?

Reklama

sob., 11/28/2015 - 13:44 -- marianna.ruks

 

Telewizja stała się dla nas taką samą częścią rzeczywistości jak sport czy muzyka. Nie wyobrażamy sobie życia bez niej, lecz nie oznacza to, że musimy zadowalać się byle czym. Szkoda więc, że polskie stacje telewizyjne karmią nas bezsmakową papką, zamiast prostym, ale treściwym jadłem.

Niemal każdy kto ogląda w Polsce telewizję wie, że bardzo trudno coś ciekawego obejrzeć. Nie mówię tu o ambitnym kinie, a o zwyczajnie dobrej rozrywce. Niestety, większość z tego, co serwują główne stacje, to telenowele i licencyjne programy z Zachodu; bardzo mało jest polskich produkcji wartych uwagi, a i z zagranicznych główne stacje rzadko wybierają te najciekawsze i często ich nawet nie promują, jeśli już zdecydują się puścić jakiś międzynarodowy hit.

Trzeba więc zapytać czemu tak jest. W poniższym tekście podam kilka przyczyn, które moim zdaniem sprawiają, że telewizja nie potrafi stworzyć dzieła lepszego niż „Trudne sprawy” i „M jak miłość”.

Mit inteligencji

Inteligencja jest instytucją charakterystyczną dla obszarów, które znajdowały się pod władzą dawnego imperium rosyjskiego. Miała być następcą szlachty i bezpiecznym zamiennikiem dla mieszczaństwa, którego się obawiano i nienawidzono jednocześnie. Inteligencja stawiała się ponad masami szarego społeczeństwa, nakładając na siebie obowiązek przewodzenia mu. Inteligent był człowiekiem wrażliwym i wykształconym, niechętnym niskiej kulturze mieszczańskiej, do której starał się zniechęcić naród. Inteligencja przetrwała zabory, dwudziestolecie międzywojenne i PRL. Jednak gdy wraz z upadkiem komunizmu Polska otworzyła się na Zachód, na świat mediów i popkultury, grupa ta straciła na znaczeniu. Nie mogąc więcej przewodniczyć społeczeństwu, wycofała się z tworzenia głównego nurtu kultury, żyjąc we własnym zamkniętym świecie, tworząc dla siebie.

Polska kultura popularna nigdy nie stała na wysokim poziomie, bo nigdy tego od niej nie wymagano. Była skierowana do dosyć wąskiego grona odbiorców i przechodziła przez liczne, gęste sita cenzury i autocenzury. Nawet dziwaczne i dosyć głupie twory, jakim była groszowa opowieść, czy ogólnie cała literatura pulpowa, nie powstały w Polsce, bowiem głównymi odbiorcami kultury były raczej warstwy wyższe, które miały jednak bardzo skonwencjonalizowany gust, niezbyt też dobry i dosyć staroświecki. Pozytywiści usiłowali dotrzeć pod strzechy, ale ich sukcesy były raczej ograniczone. Młoda Polska jednak kompletnie odrzuciła kulturę popularną i ten stan trwał przez wiele lat, a nawet przetrwał wojnę. Wtedy właśnie wprowadzono nowy wynalazek, jakim była telewizja. Pierwotnie była ona oprotestowywana przez niemal wszystkie środowiska, jednak szybko stała się ulubioną rozrywką mas pracujących.

Choć polska telewizja miała ograniczone środki i musiała się liczyć z cenzurą, która wpływała na jej treść, to jednak dotarła do szerszej widowni. Jednak dopiero pełne otwarcie się na zasoby Zachodu, gdzie kultura popularna istniała bez ograniczeń narzuconych przez władze i wymogi społeczne sprawiła po pierwsze, że telewizja mogła rozwinąć się do poziomu niewyobrażalnego w krajach Europy Środkowej, a po drugie, że społeczeństwo, składające się z osób egzystujących poza kulturą wysoką, mogło współtworzyć kulturę. Dla inteligencji, która swą pewność siebie czerpała z własnej elitarności było to nie do zaakceptowania. Jednak w tym samym czasie społeczeństwo miało swoje potrzeby, chciało rozrywki, która by mu osłodziła codzienne trudy życia. Nie oczekiwało wyrafinowanej zabawy, która sprawiłaby, że doświadczałoby katharsis, bo i tak otrzymywało je częściej, niżby chciało. W pewnym sensie inteligencja nie była w stanie zaakceptować, że szarzy ludzie przeżywali to katharsis każdego dnia chodząc do pracy i z trudem wiążąc koniec z końcem. Ludzie ci byli gotowi wchłonąć wszystko, co im się poda, byle by tylko mogli wreszcie się zrelaksować.

Wbrew pozorom, szare masy nie są głupie. Nie chcą po prostu oglądać po raz kolejny filmu o cierpieniach inteligenta, bowiem oni też nie mają łatwego życia. Chcą rozrywki, ale niekoniecznie głupiej rozrywki. Niestety, wtedy, gdy inteligencja naprawdę jest potrzebna, aby swoją wiedzą i wykształceniem ukierunkować polskie media, zaczęła się wycofywać.

Młode wilczki

Młode wilczki to moje określenie na wszelkiego rodzaju managerów i konsultantów, którzy pokończyli studia i zdobyli pewną wiedzę, ale bez zdolności jej pełnego zrozumienia. Nie potrafią nic samemu stworzyć, tylko jak papugi powtarzać cudze myśli. Są plagą w krajach postkomunistycznych, choć istnieją też na Zachodzie, ale tam dysponują dobrze rozwiniętą kadrą specjalistów, która posiada realną wiedzę i umiejętności, a PRL, tak naprawdę, pozostawił nas bez nich.

Młode wilczki mają szczególnie zły wpływ na media, bowiem rynek ten w Polsce jest bardzo młody. Wydaje im się, że wiedzą, co ludzie chcą oglądać, ale ta wiedza sprowadza się do tego, że „ludzie są głupi i chcą głupich rzeczy”. Dobrze ich wpływy widać w modzie na wszelkiego rodzaju licencje. Zaczęła się ona chyba od kopiowania teleturniejów, na przykład obecnie chyba najstarszy wciąż wyświetlany teleturniej „Jeden z dziesięciu” jest licencyjną kopią zagranicznego teleturnieju „Jeden z piętnastu”. W przypadku tego typu programów ma to sens, bowiem ilość pomysłów jest ograniczona, a oskarżenie o przypadkowe naruszenie praw autorskich może przysporzyć stacji znacznych strat. Jednak kopiowanie seriali to nowość. Pierwszym takim przypadkiem była polska wersja Niani, identyczna, jak oryginał, tylko jeszcze bardziej sztuczna. Potem zaczęto kupować kolejne licencje ze sławnym Ojcem Mateuszem na czele.

Co sprawia, że bardziej opłaca się kupić drogą licencję, niż samemu zrobić serial oparty na własnym pomyśle? Oficjalnie jest to chęć dostarczenia jak najlepszego produktu, ale w rzeczywistości jest to tylko asekuranctwo. Jeśli program odniesie sukces, to chwała przypada „młodemu wilczkowi”, a gdyby nie wypalił, to może rzec, że po prostu był niedostosowany do oczekiwań polskiego widza, a dyrektorzy telewizji im przytakują…, póki co.

Budżet

Polska to nie jest duży rynek. Żyje u nas niemal czterdzieści milionów obywateli, z których ponad dwa wyjechały na Zachód. Polacy są biednym narodem, więc dochody z reklam też będą ograniczone. Nie mamy również siły przebicia, aby eksportować nasze produkty medialne za granicę, choć odnieśliśmy w tej kwestii niewielkie sukcesy, na przykład „M Jak miłość" zostało sprzedane do Rosji jako „L, kak liubow". To wszystko składa się na fakt, że budżet polskich telewizji jest żałośnie mały i praktycznie tego ograniczenia nie da się przeskoczyć. Na przykład budżet serialu takiego, jak „Zakazane imperium" wynosi przynajmniej pięć milionów dolarów. Polskie stacje są w stanie wyłożyć ledwie ułamek tej sumy. Za małe pieniądze nie zrobisz dobrego filmu historycznego, czy sensacyjnego, co najwyżej kryminał lub komedię.

Być może telewizja ogłupia, ale w niewielkiej dawce to ogłupianie jest konieczne. Wszyscy lubimy dobrą rozrywkę, ale sami jej sobie przecież nie dostarczymy. Niestety, media pozostają pod kontrolą ludzi święcie przekonanych, że polskie społeczeństwo składa się z idiotów, którzy nie posiadają gustu i są zdolni jedynie do konsumowania tego, co zostanie im podsunięte. Przeciwstawmy się więc temu, nie bądźmy już zwykłymi „patrzaczami”. Jesteśmy przecież widzami w pełni świadomymi tego co oglądamy. Wybierajmy świadomie i nie pochłaniajmy bezkrytycznie papki, jaką nam serwują.
 

Gknychala

 

 

Polub Plportal.pl:

Reklama