Emily Dickinson – samotnica z Amherst

Reklama

pon., 11/23/2015 - 15:05 -- marianna.ruks

 

Nie lubię poezji. Jako magister filologii polskiej nie powinnam się do tego przyznawać. Na studiach wpaja się nam (i całkiem słusznie), że nie możemy myśleć w kategoriach „lubię”, „nie lubię”. Zachowując pełny obiektywizm, jesteśmy bowiem w stanie w rzetelny sposób zanalizować dzieło literackie. Osobiste preferencje należy odłożyć na bok. Niemniej jednak, gdyby nie moje uprzedzenia do tej dziedziny sztuki, zapewne nigdy nie doceniłabym geniuszu Emily Dickinson (1830-1886), jednej z największych poetek XIX wieku.

Chyba żaden z pisarzy w historii literatury nie kryje w sobie tyle tajemnic, co ta eteryczna, a jednocześnie figlarna kobieta. Badacze do dziś mają problemy z ustaleniem szczegółów z jej biografii, które mogły mieć wpływ na tworzywo pisarskie córki kalwińskiego prawnika. W przypadku Dickinson nie sposób oddzielić od siebie życia prywatnego od poezji. Sfery te przenikały się wzajemnie. Czytając jej utwory, trzeba brać pod uwagę kontekst biograficzny. Tylko tą drogą odbiorca będzie w stanie dotrzeć do właściwego sensu zawartych w utworach myśli. O ile jest to w ogóle możliwe. U Dickinson przeważa niepewność, wieloznaczność, utrudniająca uchwycenie jej intencji. Enigmatyczne, przesycone aluzjami oraz zaskakującymi metaforami wiersze stanowią trzon twórczości Emily. Poetka ujmowała swe myśli eliptycznie, wystrzegała się bezpośrednich, zbyt oczywistych określeń, pisała w sposób zawoalowany. Konsekwentnie stosowana powściągliwość wynikała ze świadomości granic mocy słowa, jego bezsilności wobec tajemnic ludzkiego istnienia. Mimo swej ekspresywnej siły słowo nie jest zdolne wyrazić wszystkiego. Stąd w twórczości Dickinson tak duże znaczenie odgrywa milczenie. Pauzy są integralną częścią jej liryki.

W swoich epigramatycznych wypowiedziach poetyckich koncentrowała się na dramacie indywidualnej egzystencji. Wątki metafizyczne, w tym pytania o absolutny sens istnienia czy o tajemnicę wszechbytu, przenikają zdecydowaną większość jej utworów. Emily cechowało wręcz obsesyjne zainteresowanie śmiercią, bólem i cierpieniem. Pozbawione patosu obrazy konania wyróżniają dokładne, suche opisy. Poetka bez wahania przedstawia siebie jako leżącego w trumnie trupa. Nie są to do końca wizje depresyjne. Wyzierający z nich pesymizm przełamywany jest często ironiczną bądź autoironiczną nutą, zręcznym dowcipem. Wątki humorystyczne obecne są również w obrazach Boga czy Chrystusa. Emily nie boi się zderzać ze sobą całkowicie odmiennych nastrojów. Nie widzi przeszkód, by w jednym utworze współistniały rozpacz i ekstaza. Jej poezja, mimo pewnych wyraźnych tendencji, jest zróżnicowana pod względem tematycznym. Nie brak tu wierszy miłosnych, erotycznych, religijnych, jak również tych opisujących zdarzenia z mikrokosmosu przyrodniczego.

Emily Dickinson była niezwykle płodną pisarką. Spod jej pióra wyszło około 2 tysięcy wierszy. Co ciekawe za jej życia opublikowano tylko 7, w dodatku anonimowo i z wieloma poprawkami redakcyjnymi. Kobieta na każdym kroku odczuwała brak zrozumienia dla swej poezji. Nawet jej literacki mentor, Thomas Wenworth Higginson nie potrafił zrozumieć symboliki udziwnionych liryków. Zgodnie z jego konserwatywnymi kryteriami wiersze te były zbyt chropowate, rozwichrzone, raziły jego poetycki smak nadmiernym ekscentryzmem, a przede wszystkim nieuwzględnianiem przez Dickinson podstawowych reguł estetycznych. Pełna paradoksów Emily jednocześnie chciała i nie chciała publikacji swych utworów. Nie umiała podjąć ostatecznej decyzji, gdy w 1878 roku otrzymała propozycję wydania osobnego zbioru poezji. Pisanie było jej jedyną pasją życiową, drogą do samorealizacji, a nie do zdobycia powszechnego uznania. Świadczą o tym słowa: „Gdybym miała sławę, nie mogłabym przed nią uciec – gdybym nie miała, nie starczyłoby mi dnia, aby ją dogonić”.

Życie Emily Dickinson, mimo badań i dociekań wybitnych specjalistów, nadal owiane jest wieloma tajemnicami. Największą zagadką pozostają przyczyny odcięcia się od świata zewnętrznego. Już we wczesnej młodości poetka niechętnie opuszczała Amherst. Wraz z upływem lat przywiązanie do rodzinnego domu zaczęło przybierać postać wręcz patologiczną. Od 1862 roku niezmiernie rzadko wychodziła za próg własnego domu. Wybrała pustelniczy tryb życia. Całe dnie spędzała w pokoiku na pięterku, w pełni oddając się twórczości poetyckiej. Mniej więcej w tym czasie na dobre rozbudziła się w niej pasja literacka. Obowiązki domowe stopniowo przejmowała młodsza siostra Lawinia. Istnieje kilka teorii, tłumaczących obranie samotniczego żywota. Badacze najczęściej wskazują na zawód miłosny i ogólne rozczarowanie kontaktami z mężczyznami. Wymienia się tu takie nazwiska, jak: Benjamin Franklin Newton, pastor Charles Wadsworth czy Samuel Bowles. Do tej listy dopisać można niezidentyfikowanego mężczyznę, nazywanego „Mistrzem”, do którego zaadresowała trzy listy miłosne. Choć niewykluczone, że był on wyłącznie wytworem jej wyobraźni. Decyzja Emily mogła być podyktowana skłonnościami do bardzo emocjonalnego reagowania na kontakty z drogimi jej ludźmi.

Wywoływały w niej bliżej nieokreślony stan napięcia nerwowego. Silnie przeżywała miłości i przyjaźnie. Najzwyklejsza rozmowa wywoływała ogromne podniecenie. Dlatego też wolała unikać bezpośrednich spotkań i zachowywać bezpieczny dystans. Jedyną, właściwą jej naturze formą kontaktu ze światem była korespondencja. Wysoko ceniła swe epistolarne przyjaźnie, pielęgnowała je z należytą dbałością. Przez całe życie napisała około tysiąca listów. Wielokrotnie załączała do nich drobne utwory poetyckie. Podobnie, jak liryki, listy także pełne były zagadkowych aluzji, szaradowych zwrotów oraz mało czytelnych sformułowań. W latach 1858-1862 korespondowała z dwudziestoma osobami naraz. Dla Emily był to wygodny sposób wymiany myśli, zgodny zresztą z jej dewizą: „Dusza dobiera sobie towarzystwo i drzwi zamyka”.

Samotnicza egzystencja Emily Dickinson fascynuje badaczy literatury na całym świecie. Monotonia oraz bezbarwność codziennego funkcjonowania kontrastowała z intensywnym życiem wewnętrznym, którego refleksy znajdujemy w jej lirykach. Poezja ta stanowi wyzwanie nawet dla cenionych filologów. Irytuje, drażni swą dwuznacznością, lapidarnością oraz owianymi mgłą niejasności zwrotami. A równocześnie magnetyzuje, działa hipnotyzująco, skłania do pogłębionej analizy. Emily chciała, by po śmierci spalono wszystkie jej wiersze. Na szczęście Lawinia nie posłuchała tego nakazu.

Marta Cebera

 

 

Polub Plportal.pl:

Reklama