Dziko i egzotycznie, czyli „Wyspa na prerii" Wojciecha Cejrowskiego

Reklama

pon., 11/23/2015 - 16:26 -- marianna.ruks

 

„Wyspa na prerii” - Wojciech Cejrowski w Arizonie jest wyspą pośród cudzych traw, na cudzej ziemi, z kowbojami, krowami, kornikami, skunksami, i wszystkim co tam żyje. We właściwy sobie sposób zaskakuje pikantnością opisów, nieprawdopodobieństwem wydarzeń. W kolejnej relacji ze swojego życia w dalekim kraju zasypuje mnóstwem niezwykłych szczegółów.

Przed opisem życia na prerii napisana jest dedykacja i pierwsze mocne zdania nt. roli ojca chrzestnego. Nie są to z pewnością prezenty przynoszone z okazji świąt czy urodzin, ale obowiązkiem chrzestnego jest modlić się za swojego chrześniaka, zastępować ojca, gdy zajdzie taka potrzeba, rozmawiać i być specjalistą od męskich spraw, o których z ojcem trudno rozmawiać.

A potem już „tylko” Arizona, czyli południowy pas USA tuż przy granicy z Meksykiem, Arizona dzika, egzotyczna, bez cywilizacji. A zaczyna się obiecująco: „miałem kiedyś domek na prerii...”, daleko stąd i dawno temu. Ale skąd ten domek? „Pracowałem w 50 krajach świata... i żyłem jak król”, który stanowi swoje prawa – może, ale niczego nie musi. Podróżując bez celu trafił do USA, a tu wszystko wolno, i warunki odpowiednie do życia. Domek dostał od właściciela farmy, u którego pracował, dla pewności wygrał go całonocną grą w karty (to ma większą moc niż amerykańskie dokumenty rządowe), a potem jeszcze kupił, żeby być przekonanym, że to już jego własność.

Kiedy wyjeżdżał z Ameryki, jego domek został. Zwyczaj pustkowi świata jest taki, że kiedy się jest w potrzebie, można zamieszkać w opuszczonym czyimś domu, ale trzeba go zostawić w lepszym stanie, niż zastano. Kiedy wrócił do niego po latach, zastał w dużo lepszym stanie, możliwym do zamieszkania, więc skorzystał. Nie musiał już pracować tak, jak za dawnych lat. Bo z pracą w USA jest zasadniczo tak: pokaż co potrafisz, a potem dostaniesz zapłatę. Więc WC pokazywał, jakie ma umiejętności, a potrafi sporo, wyciął nawet królika spod ciągnika, o którym właściciel był przekonany, że to skunks (a wtedy WC przez długi czas byłby nietykalny, bo niektórzy podobno nawet się rozwodzą albo separują, kiedy mają za sobą bezpośrednie spotkanie z przestraszonym skunksem).

Podstawowym elementem życia na prerii jest blacha i drewno (z których wykonuje się wszelkie pomoce do życia na prerii), na końcu trawa, która kojarzy się chyba wszystkim z prerią. Preria jest sucha, zakurzona, popielata, o zachodzie słońca jest czerwono. Sucha trawa chrzęści pod stopami i czeka na deszcz. Trawa służy do wypasania stad krów, ale też do wyrywania, jak to robił WC, kiedy myślał, że jest odurzająca. Trawa zdobi dom na prerii, dodaje mu uroku i podwyższa cenę, a zadbany trawnik podprogowo przekazuje treść, że tu mieszka porządny, kulturalny gość. Trawa wystrzela na wiosnę, i sprawia, że na prerii pojawiają się dodatkowi sezonowi dziwacy (nieco nerwowi alergicy). Przez pylenie trawy kichają nawet krowy, które wydymają się „jakby połknęły beczkę kapusty".

Wszystko jest tu owiane kurzem i matowe. Preria to otwarta przestrzeń składająca się głównie z wiatru i kurzu, nic, nawet nowe, nie ma połysku, a czyszczenie nie ma sensu. Powietrze ściera oczy (stąd częste zapalenie spojówek), gardło (stąd chrypka i chropowaty głos), skórę (dlatego jest pomarszczona i sucha). Każdy ma zamkniętą gębę, a jak mówi, to z lekko zaciśniętymi zębami, bo kto by lubił chrzęszczenie piasku między zębami? Dlatego na prerii dużo półsłówek, słów bez końcówek, setki słów bardzo krótkich, by usta były jak najkrócej otwarte.

Na prerii wychodek jest bez tylnej ściany i nie wstyd wypinać się na otwartą przestrzeń, bo to odludzie, a jeśli ktoś się zbliża, to widać go z odległości 16 mil. Poza tym na prerii wszystko żyje, kąsa, gryzie, wyskakuje i zaskakuje (gdy np. wkładasz rękę do kieszeni, a tam albo nie ma kieszeni, bo została zjedzona, albo jest z robaczkami, myszami lub wężem). Termity zjadają niebieskie ulubione krzesło autora, drabiny, domy, to co się nadaje i podoba. Plastik, metal kruszą się i wypalają od słońca, guziki w ubraniach zanikają. Preria dopadnie każdego, dziobnie, powoli wytarmosi, opryska. Kąsanie i zjadanie jest tak normalne i codzienne, że nie da się przed nim ostrzec ani uchronić sensownie, bo jak? „Uważaj na wszystko"? Sekret polega nie na ostrzeganiu i nerwach przed stworzeniami, słońcem, wiatrem, ale na szybkim otrząśnięciu się, zrelaksowaniu i stopniowym wgryzaniu się w prerię.

Perypetie WC są czasem nieprawdopodobne, jak np. to, że pewnego dnia przyjechał po niego autobus szkolny, zawiózł do szkoły razem z dziećmi, tylko dlatego, że jakiś urzędnik pomylił jego datę urodzin.

Stado, czyli zbiorowość ludzi na prerii, która wszystko o wszystkich wie. „Ty nawet nie wiesz, a oni i to wiedzą”. Sąsiedzi bacznie obserwują i komentują, są „wścibscy dyskretnie" (czy gazeta odebrana, co się zmieniło przy posesji, co kupujesz stale, co jesz, itd.). Przez pierwszy rok delikatnie uczą przybysza, a potem zostawiają go i obserwują i naśmiewają się, bo uwielbiają dowcipne sytuacje.

Seria wydarzeń związanych z hasłem „stado wie wszystko i zawsze" jest za każdym razem zaskakująca. Ale wydarzenie z dzbankiem kawy... gorącym, kiedy WC „skakał i se dmuchał, wiesz gdzie..., i wachlował, wiesz co..., takie czarne kółko, wiesz na czym...," jest na tyle dowcipne, że doprawdy trudno powstrzymać się od stwierdzenia, że WC jest mistrzem zdobywania doświadczeń i pisania o nich tak, by czytelnik czytał go i czytał i czytał...

Kilka wzmianek o paniach, o których mowa we wspomnieniach życia na prerii. Autor twierdzi, że niewiele może zdradzić, żeby nie „dostać w pysk", a i nie wypada tak o paniach... Mało popularne tam zasady obowiązują, np. zanim poprosisz niewiastę do tańca, musisz spytać o pozwolenie męża, ojca, brata, w ostateczności kuzyna. A jeśli nie znajdziesz nikogo, to nie wolno z tą osobą zatańczyć bez pozwolenia - bo zawsze znajdzie się jakiś obrońca, który wyciągnie pięść. Kobiety na prerii są pod ścisłą ochroną, stado zareaguje i stanie w ich obronie zawsze. Kobiety są takie jak ich preria, więc lepiej z nimi nie zadzierać, zresztą tak jak i z mężczyznami, zwierzętami, przyrodą. Hannah, która straciła nogę na wojnie w Afganistanie, ma teraz sztuczną protezę, świetnie biega, i .. ściga się z końmi. Sue, która straciła jedno oko w Iraku, pusty oczodół ukrywa pod opaską, żuje i pluje tytoniem, jest teraz mistrzynią w strzelaniu. Natomiast Molly też straciła oko, ale lubi sztuczne oczy, ma ich wiele do wyboru, dostosowuje je do koloru ubrań, szminki, paznokci. Potrafi niestandardowo wywracać oczami, zezować, zmieniać niepostrzeżenie gałki, kręcić okiem w takt muzyki. Na hasło „możesz tutaj rzucić okiem, bo coś chyba pływa", wpuszcza swoje oko do kufla, a przejezdny, który jej nie zna, mdleje albo wybiega z knajpy z wrzaskiem. A że w świecie kowbojów żarty są mile widziane, wszyscy mają „UBAW PO-PA-CHY".

Preria jest pełna dziwaków, których autor opisuje w pozytywnym wymiarze, bez których życie byłoby nudne, bez smaku i potrzeby podejmowania procesów myślowych. „Dziwak jest jak szczypta soli, bez której życie byłoby mdłą breją. Sól czasami szczypie, ale częściej poprawia smak". Dzięki ludziom nieco odmiennym od nudnie tendencyjnych żyje się „z kopyta", „z przytupem", z niespodziankami, zaskoczeniem, ekscytacją. Taka jest ta książka, „z przytupem", z „jiii—ha”, z hej, z „ubawem po pachy”.

Preria nie jest straszna, gdy zna się każdy jej dźwięk, jak dyrygent zna swoją orkiestrę. Można spać spokojnie, gdy orkiestra stroi instrumenty, coś huczy, gwiżdże, świszczy, chrzęści, dźwięczy, trzeszczy, szumi. Jest jak zawsze „dziko i egzotycznie", pięknie, dość sielsko, przezabawnie, CU-DO-WNIE.

W. Cejrowski, „Wyspa na prerii” Zysk i S-ka, Poznań 2014.
Bożena Bogdańska

 

 

Polub Plportal.pl:

Reklama