Amerykańskie panem et circenses

Reklama

wt., 01/19/2021 - 14:11 -- MagdalenaL

Zimowe przerwy w obowiązkach zawodowych sprzyjają sięganiu między innymi po lektury, których nigdy nie czytaliśmy i co więcej, czytać nie zamierzaliśmy. Korzystając z tego przywileju, postanowiłam zapoznać się z – jak to często bywa, początkowo bardzo modną, później „obciachową” – książką, a w zasadzie tryptykiem Suzanne Collins „Igrzyska Śmierci”. W zwyczaju mam i szczerze polecam wybierać w pierwszej kolejności książkę nie film, tak więc nie oglądałam wcześniej produkcji z 2012 roku (choć kojarzyłam nieszczególnie ekscentryczną aktorkę Jennifer Lawrence w roli głównej bohaterki, Katniss Everdeen).

Zdziwiła mnie natomiast inna, znaleziona w Internecie informacja – „Igrzyska śmierci” w Stanach Zjednoczonych są lekturą obowiązującą dla klas szóstych. Zdziwienie pozostało na tyle duże, iż postanowiłam rozważyć tę kwestię w poniższym tekście.

W pierwszej kolejności informacja ta szokuje – dlaczego dwunastoletnie dziecko ma sięgać po książkę, w której opisane są (dość szczegółowo) okrutne zabójstwa, poczynając od walki wręcz po zastawianie wymyślnych sideł elektrycznych, celem eliminacji rywali? Odnosząc się jednak do naszego rodzimego, polskiego kanonu lektur dla szkół podstawowych – doskonale pamiętam, iż w latach mojej edukacji, w klasie szóstej figurowało „Ogniem i mieczem”, równie bogate w rozlew krwi. Co więcej, sienkiewiczowskie realia historyczne dla dwunastoletniego dziecka pozostają nieznane, natomiast świat przedstawiony w „Igrzyskach śmierci” jest projekcją przyszłości, skądinąd – pouczającą. Bogaci, sławni i ci, którzy zdobyli władzę, prowadzą swoje życie w stolicy Panem – Kapitolu.

Akcja powieści rozpoczyna 74 lata po upadku Stanów Zjednoczonych. W wyniku bezprawia i braku odpowiedzialności współczesnych nam obywateli, na zgliszczach upadłej cywilizacji powstaje państwo totalitarne. Już ten fakt wprowadza pewną wartość merytoryczną książki. Demokracja zawiodła, zawiedli rządzący i zwykli ludzie. Panem podzielone zostało na trzynaście dystryktów, choć pierwszy tom trylogii wprowadza nas w przeświadczenie, iż zaludnione pozostaje jedynie dwanaście z nich – Dystrykt 13 przed laty próbował przeprowadzić powstanie, którego porażka miała być wzorem dla pozostałych obywateli – każdy kto sprzeciwi się woli Kapitolu, w najlepszym przypadku zginie. Rozwiązanie to nazywam najlepszym, ponieważ losy bohaterów powieści dowodzą, że istnieją formy nacisku o wiele gorsze. Torturowanie, mordowanie najbliższych, nieludzkie traktowanie, takie jak wycinanie języka czy prowadzenie eksperymentów medycznych… Brzmi znajomo?

Niestety, choć „Igrzyska śmierci” jako powieść pozostają fikcją, ludzkość doświadczyła już takich okrucieństw. Przez szacunek i świadomość, jak wielkim dramatem była II wojna światowa i holocaust, nie lubię popkulturowych nawiązań do tego typu zagłady, jednak aluzja ta jest zbyt oczywista, by ją pominąć.

Historia może się powtórzyć, a odpowiedzialność za to ponosimy wszyscy.

Głodowe igrzyska mają na celu przypomnienie i utrzymanie obywateli w ciągłym strachu przed Kapitolem. Każdego roku, dwoje nastolatków – chłopiec i dziewczynka – z każdego dystryktu mierzy się w zawodach, których celem jest przeżycie. Wygrać może tylko jeden uczestnik. Co zatem z pozostałymi? Trzeba ich zabić, by ocalić siebie. Oczywiście twórcy „imprezy” przygotowują dla zawodników szereg dodatkowych „atrakcji”, które mają zapewnić Igrzyskom oglądalność – współczesny (także nam) widz zaczyna się nudzić, gdy podczas 24 godzin transmisji na arenie nie wydarzy się nic ciekawego. Pojawiają się zatem pożary, stworzone w warunkach laboratoryjnych zabójcze zwierzęta, organizatorzy kontrolują także pogodę. Przy okazji jest to kolejna przestroga – zmutowane i zakodowane tak, by nieść śmierć stworzenia obracają się przeciw ludzkości, a eksperymenty te niestety również nie pozostają zupełną fikcją. Możliwości i narzędzia, jakie stwarza współczesna technologia i nauka, w złych rękach mogą doprowadzić do nieprzewidzianych skutków (skądinąd, pisał o tym już niemal wiek wcześniej Mihaił Bołhakov).

Nie chcąc „spoilerować”, finał całego cyklu nie przynosi efektu, jakiego można się spodziewać po przeprowadzonych z sukcesem powstaniach we wszystkich dystryktach. Władza znów trafia w złe miejsce, a typowe zakończenie „dwadzieścia lat później…” ukazuje zniszczonych psychicznie i fizycznie głównych bohaterów, żyjących zwyczajnym życiem. To niewątpliwie minus powieści, zresztą jest ich zdecydowanie więcej. Można wręcz odnieść wrażenie, iż autorka nie miała pomysłu na tworzenie kolejnych wielkich scen. Narratorem jest sama Katniss, a w kulminujących momentach akcji aż dwukrotnie… traci przytomność i budzi się po całym zajściu.

Elementem zniechęcającym do lektury książki mogą być także wnioski wyciągnięte na podstawie ekranizacji. Wyłączenie pierwszoosobowej narracji zmienia kształt całej fabuły, film przedstawia raczej intrygi rządzących i twórców Igrzysk, nie perspektywę członka tych wydarzeń. Niezrozumiałe pozostaje dla mnie też obsadzenie w dość butnej i charakterystycznej roli Katniss wspomnianej już Jennifer Lawrence, której ekspresja w niczym nie oddaje życia nastolatki uwikłanej w polityczną grę państwa, co najwyżej uczennicy znudzonej lekcją.

Jeżeli założymy, że dwunastoletnie dziecko jest w stanie zrozumieć zagrożenia, jakie niesie za sobą cywilizacja, mechanizmy władzy i aspekt merytoryczny powieści – można nawet uznać „Igrzyska” za udany eksperyment w dziedzinie młodzieżowej literatury.

Autor: 
Olga Pospieszny
Polub Plportal.pl:

Reklama