Utwór Lamara dyskretnie pokazuje skutki wielopokoleniowej rodzinnej traumy artysty

Reklama

pon., 06/27/2022 - 22:32 -- MagdalenaL

Tytuł oryginalny: „Przedostatni utwór Mr. Morale & The Big Steppers z płyty Mother I Sober Kendricka Lamara z asystującą mu Beth Gibbons z Portishead, dyskretnie pokazuje skutki wielopokoleniowej rodzinnej traumy artysty"

Kendrick Lamar nigdy nie wstydził się opowiadać o środowisku, w którym się wychował. Na każdym ze swoich albumów dokładał wszelkich starań, aby „namalować” sceny ze swojego dzieciństwa i nastoletnich lat, pokazując, jak chaos dorastania w Compton wpływał na każdą jego decyzję, jaką kiedykolwiek podjął.

W utworach takich jak Hood Politics, Fear i The Art of Peer Pressure, Lamar połączył tę osobistą opowieść z zachowaniem imprezowego naganiacza, krzycząc, żeby każdy moment z jego osobistej historii został wysłuchany.

Tej rażącej intensywności, z jaką Lamar często rapuje, nie ma w żadnym innym utworze na płycie Mother I Sober. Przedostatniemu utworowi, Mr. Morale & The Big Steppers i ostatniej odsłonie jego kariery w wytwórni TDE brakuje furii obecnej w pozostałych utworach na tej płycie.

Zamiast tego mamy cichy szept, użyty do tego, aby w prawie siedem minut rozpakować górę pokoleniowej traumy. „Matka mojej matki podążała za mną przez lata w swoim życiu pozagrobowym, wpatrując się we mnie z tyłów niektórych autobusów, budzę się w nocy” – mruczy Lamar przy pianinie, grając prostą, ale ponurą sekwencję.

Nie jest w stanie sam przetworzyć bólu historii swojej rodziny, więc wszystko wyjaśnia, mając nadzieję, że ktoś inny uczepi się jego szeptów. I kiedy przestaje rapować, pojawia się głos Beth Gibbons z Portishead: „Chciałabym być kimś, kimkolwiek oprócz siebie”, śpiewa czule, zgrabnie podsumowując to, jak naprawdę może się czuć Lamar.

Gdy pojawiają się kompozycje smyczkowe, a wokale w tle nabierają intensywności, głos Lamara pozostaje ściśnięty, tworząc za pomocą melancholijnej barwy głosu przezrocze, przez które widzimy bolesne wspomnienia. Rapuje o napaści seksualnej na jego matkę, o ciągle żywym obrazie jej posiniaczonej twarzy, gwałtownej zemście dokonanej przez jego wuja, która wywołała nowe traumy: „Do dziś nie mogę spojrzeć jej w oczy, ból jest zbyt przejmujący. Obwiniam siebie, nigdy nie czułeś się winny, dopóki nie poczułeś tego na trzeźwo”. Ciągłe zagrożenie przemocą w rodzinie, oscylowanie między wstydem a dumą podczas okresów trzeźwości, a na dodatek niemożność ucieczki przed zbiorową traumą, którą noszą w sobie czarni Amerykanie: to wszystko jest tu pokazane. To okno na źródło niepewności i błędów Lamara, zarówno w jego relacjach, jak i w odniesieniu do jego poczucia własnej wartości. On nie błaga, by go wysłuchano; po prostu chodzi o to że, zrozumiesz go tylko wtedy, jeśli zechcesz uważnie słuchać.

Na koniec śpiewa coraz głośniej, aż do momentu, gdy on i jego projekt osiągają emocjonalny punkt kulminacyjny. „To jest transformacja” – krzyczy, gdy jego podróż po traumie rodziny spotyka swój naturalny kres. Po tym, jak głos Gibbons zanika po raz ostatni, pojawiają się dwa głosy: Whitney Alford, partnerki Lamara i ich córki.

„Złamałeś klątwę pokoleniową” – mówi Alford, po czym ich córka dziękuje im obojgu. W jednej chwili Lamar pokazuje, do czego ostatecznie doprowadziło przerwanie cyklu zachowań, które go ukształtowały. Jest to dotychczas jego największe zwycięstwo.

Autor: 
Matthew Ritchie / tłum. Anna Kępska
Polub Plportal.pl:

Reklama