Mohamedou Ould Slahi spędził 14 lat w Guantanamo. Wywiad z reżyserem filmu „Mauretańczyk”

Reklama

czw., 07/01/2021 - 01:49 -- MagdalenaL

W swoim najnowszym filmie Mauretańczyk Kevin Macdonald sfilmował wspomnienia Mohamedou Ould Slahiego, spisane podczas jego pobytu w więzieniu Guantanamo. Mężczyzna spędził tam czternaście lat, chociaż nie postawiono mu żadnych zarzutów oraz nie przedstawiono mu dowodów. Odtwórcą głównej roli jest Tahar Rahim.

Dlaczego chciałeś nakręcić ten film?

„Najważniejszym powodem był dla mnie sam Mohamedou. Kiedy z nim rozmawiałem, nie zastałem kogoś załamanego czy rozwścieczonego, tak jak oczekiwałem, ale człowieka pełnego ciepła, humoru i wybaczenia. On walczy o wybaczenie. Tahar oddaje tę lekkość, ciepło, ale też podskórny gniew”.

„Wierzę, że Mohamedou jest niewinny, nie przedstawiono mu żadnych dowodów, ale nie wiemy tego na pewno. Ale ten film nie powstał po to, by dowodzić jego niewinności. To nie jest nasza rola – jesteśmy filmowcami, a nie sędziami. Ostatecznie chodzi bardziej o przesłanie intelektualne, o znaczenie prawa. Może to brzmieć nieco sucho, ale jeśli odłożysz na bok praworządność, tworzysz koszmary – widać to zwłaszcza w przypadku Guantanamo”.

 

Obok historii Slahiego, film obraca się również wokół granej przez Jodie Foster Nancy Hollander – prawniczki, która próbowała go uwolnić, oraz wokół prokuratora wojskowego Stuarta Coucha, w którego wcielił się Benedict Cumberbatch.

„Te postacie oczywiście nie są tak samo ważne jak Slahi, film opowiada przecież jego historię. Hollander i Couch reprezentują dwie przeciwne strony we współczesnej Ameryce: progresywnych liberałów oraz konserwatywnych chrześcijan. Nie chciałem po prostu zrzucać winy na rządy George’a Busha, to nie jest takie proste”.

„Ludzie zazwyczaj oczekują, że postać taka jak Couch – republikanin, chrześcijanin oraz wojskowy – będzie złoczyńcą w takiej historii. Ale on nim nie jest. To dobry człowiek, który odkrywa, że system, którego był częścią, jest skorumpowany i próbuje coś z tym zrobić. Ponadto stał za tym pragmatyczny powód – żeby zrobić film o takiej tematyce, muszą pojawić się tam wielkie gwiazdy, inaczej ludzie nie odważyliby się go finansować”.

 

Masz w swoim dorobku filmy zarówno fabularne, jak i dokumentalne. Czy mógłbyś nakręcić film dokumentalny na ten temat?

„Oczywiście byłoby to możliwe, ale wtedy trzeba byłoby podejść do tego z większym dystansem. Prawie wszyscy wiemy, na poziomie intelektualnym, co wydarzyło się w Guantanamo. Ale to jest zupełnie coś innego niż wspólne przeżywanie i odczuwanie, a o to o wiele trudniej w dokumencie. Chociażby jeśli chodzi o sceny tortur, tego tam nie pokażesz”.

Jakie było twoje podejście do bardziej intensywnych scen?

„W pewnym sensie takie sceny są sercem całego filmu. Jako reżyserowi oferują mi one także możliwość opowiedzenia w ciągu 15 minut bardzo fizycznej i wizualnej historii w filmie, w którym ludzie głównie rozmawiają. Ważne dla nas było, aby pokazać, przez co naprawdę przechodził Mohamedou, ale jednocześnie musiało to pozostać możliwie znośnym dla publiczności. Ostatecznie więc nie pokazujemy widzowi prawie żadnej przemocy fizycznej, gdyż siedzi ona w umyśle widza. Zabieramy cię w podróż poprzez doświadczenia Mohamedou i tym samym czujesz, jak jego mózg pod wpływem tortur porusza się we wszystkie strony”.

Autor: 
Joost Broeren-Huitenga / tłum. Agata Furmanek
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama