„Mam poczucie, że Słowacy trochę mnie poniżyli”. Co mówi Mečiar w nowym filmie

Reklama

czw., 05/19/2022 - 18:14 -- MagdalenaL

Tytuł oryginalny: „Mam poczucie, że Słowacy trochę mnie poniżyli”. Co mówi Mečiar w nowym filmie i jak odnosi się to do rzeczywistości?

 

Mogę powiedzieć, że udało mi się dożyć emerytury w warunkach, o jakich w życiu bym nie pomyślał – opowiada o sobie w nowym dokumencie Vladimír Mečiar. Swoje doświadczenia życiowe porównuje z Alexandrem Dubčekiem czy z Jozefem Tisą i twierdzi, że i tak skończył dobrze. Nosi skarpety z godłem państwowym i własnymi inicjałami („VM”), w swojej willi Elektra hoduje papugę, która ponoć jest w stanie go przedrzeźniać, nawet po siedemdziesiątce regularnie ćwiczy i lubi patrzeć w ogień, bo niekiedy jest to lepsze od oglądania telewizji. Uważny widz oglądający nowy dokument Terezy Nvotovej pozna kilka szczegółów z życia prywatnego byłego premiera Słowacji, o których być może nie słyszał. Dodatkowo reżyserka pokaże w filmie również młodego Mečiara z wyrzeźbionym ciałem i sztangą gimnastyczną. Rdzeniem filmu pozostają te wydarzenia polityczne, które są mniej więcej znane, wypada jednak sobie o nich przypomnieć. Mečiar, przez wiele lat unikający dziennikarzy, komentuje je prosto ze swojej willi Elektra. Jak już ma to w zwyczaju – czasem wyolbrzymia, czasem bywa tajemniczy, a niekiedy po prostu fantazjuje. Czego dokładnie dowiemy się z ust byłego premiera?

„Przeszkolony agent KGB? Totalny idiotyzm”

Film Terezy Nvotovej sięga samego początku kariery politycznej Mečiara, gdy nieznany nikomu prawnik przedsiębiorstwa Skloobal ni stąd ni zowąd stał się ministrem spraw wewnętrznych. Osobowości partyjne Społeczeństwa przeciw Przemocy w roku 1990 nie były w stanie znaleźć odpowiedniego kandydata, w związku z czym spośród grupy chętnych z polecenia zarządzono konkurs. „Przyszedł jakiś chłopaczyna i wiedział wszystko”, mówił o Mečiarze ówczesny wicepremier Vladimír Ondruš. Liderzy Społeczeństwa przeciw Przemocy (sk. Verejnosť proti násiliu, VPN) Fedor Gál czy Peter Zajac dziś przyznają, że przywództwo partyjne było w tamtym czasie wyjątkowo naiwne, gdy wcale nie pytało, skąd Mečiar ma taki dobre pojęcie o resorcie Spraw Wewnętrznych, skoro nigdy wcześniej w nim nie pracował. „Szukałem rozwiązań systemowych, a te były prawidłowe, więc stałem się podejrzany o bycie przeszkolonym przez KGB agentem”, komentuje to w filmie Mečiar. „Co było totalną głupotą. Sam do wszystkiego doszedłem; każdy z nas posiada określone zdolności. Nie potrafiłbym, powiedzmy, namalować obrazu. Nie potrafię i nigdy nie byłbym w stanie tego zrobić. Ale potrafię podejmować długofalowe decyzje polityczne w perspektywie kilkudzisięciu lat do przodu”. Fedor Gál dziś uważa, że Mečiar został przeszkolony do funkcji ministra spraw wewnętrznych przez byłego szefa Bezpieczeństwa Państwowego (sk. Štátna bezpečnosť, ŠtB) Alojza Lorenca. Podkreśla to również reporter  Denníka N Karol Sudor, który niedawno opublikował wywiady z Gálem. „Dopiero po publikacji książki Fedor dowiedział się wielu rzeczy. Na przykład tego, kto wyszkolił Mečiara do objęcia funkcji ministra spraw wewnętrznych. Zdążyliśmy w jednym zdaniu wspomnieć, że był to szef ŠtB Alojz Lorenc. Na dzień dzisiejszy jest to potwierdzone. Przekazała nam to mająca wgląd, zaufana osoba”.

 

„I tak skończyłem dobrze”

Dokument sięga także rozpadu Czechosłowacji i powstania niezależnej Republiki Słowackiej. Mečiar mówi, że nie żal mu rozpadu, aczkolwiek wielokrotnie stawia się w roli cierpiętnika, którego decyzje nie są przez naród respektowane. Dla przykładu podkreśla, iż współcześnie wielu ludzi chwali sobie dobre stosunki z Czechami nie zdając sobie sprawy z tego, że zostały poprzedzone jego wspólnymi negocjacjami z Václavem Klausem pod drzewami w ogrodzie brneńskiej Willi Tugendhat. Swój los porównuje do doświadczeń Jánošíka, Štefánika, Tisy czy Dubčeka. „Własna matka mnie ostrzegała: Nie rób tego, zemszczą się ci, nawet Czesi i Węgrzy, a Słowacy cię nie wesprą”, mówi w dokumencie. „Historia wygląda tak: Jánošíków powiesiliśmy. […] Z państwa słowackiego – Tiso powieszony. Potem, w kolejnych latach, Dubček był bardziej zauważalny. Też jakiś wypadek. Więc ja i tak skończyłem dobrze”. Nvotová w swoim dokumencie wprost przypomina Mečiarovi, w jaki sposób na przestrzeni kilku miesięcy zmieniały się jego koncepcje na temat samodzielnego państwa i jak szkodzą wizerunkowi „Ojca Narodu”, który chce pielęgnować były premier. Widzowie zobaczą nie tylko to, jak przekonująco Mečiar gwarantował przeprowadzenie referendum w sprawie podziału państwa, ale również to, jak na początku krytykował tą ideę. „Przypuśćmy teoretycznie, że zostanie powołane do życia samodzielne państwo; co się wówczas stanie?”, pyta się Mečiar w dodatkowo nakręconym materiale z początku lat 90. „Ktoś musiałby uznać to państwo. Ktoś musiałby mu pomagać. Dziś w Europie nikt go nie uzna i również nikt nie będzie mu pomagać. Totalny chaos i upadek jednych i drugich. A co zamierzamy zrobić z mieszanymi małżeństwami? Co chcemy uczynić z tymi kilkuset tysiącami Słowaków mieszkającymi w Czechach? Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić to, że chciałby się tym zająć? Przecież to jest totalny nonsens”. Mečiar podczas negocjacji ze stroną czeską prezentował tak chaotyczne propozycje, że z czasem praska delegacja traciła zainteresowanie podtrzymaniem wspólnego państwa. Za przykład może posłużyć idea Mečiara dotycząca głowy czechosłowackiego państwa. „Każda z republik może mieć własnego prezydenta, jeden z nich będzie równocześnie prezydentem całego kraju a drugi wiceprezydentem. W każdych kolejnych wyborach mogą się wymieniać zadaniami”, wyjaśniał.

 

„Kováč wiedział o uprowadzeniu i o tym, kiedy będzie miało miejsce”

Mečiar odniósł się w dokumencie do swojego przekonania z przeszłości, według którego prezydent Michal Kováč miał wiedzieć o uprowadzeniu swojego syna, a cała procedura została świadomie przeprowadzona. „To, co się udało Kováčowi, ocenię jako jego jedyną istotną grę polityczną”, twierdzi ekspremier. „Zarzut popełnienia przestępstwa przez własną rodzinę przesunął na mnie i na rząd. Wszystkie sprawy karne, w które zamieszany był jego syn usprawiedliwił tym porwaniem; dalej ułaskawieniem, zawieszeniem postępowania karnego i wreszcie tuszowaniem przyczyn i skutków tego wydarzenia. Świadomie szerzył nieprawdę”. Według Mečiara prezydent Kováč wiedział o porwaniu. „Rozumiecie to? Wiedział, że to nastąpi i kiedy nastąpi. Chcąc nie chcąc sam to przyznał. Wiedział, co się wydarzy i uciekł do Donovałów. Dlaczego? Gdybym ja miał świadomość, że mojemu dziecku grozi krzywda, obroniłbym je”. Kiedy reżyserka zapytała Mečiara, czy Kováč przypadkiem sam nie porwał syna, ten odpowiedział: „Nie, nie byłby w stanie tego zrobić i sądzę, że nawet nie wpadłby na to. Poprosił o pomoc i ktoś mu tej pomocy udzielił”. Mečiar w niniejszym dokumencie gra rolę tajemniczego i nie mówi wprost, kto miał pomóc Kováčowi w jego wymyślonej wersji porwania, gdyż ten już w przeszłości miał kłamać. Wówczas obwiniał o porwanie zagraniczne tajne służby. „Była to zaplanowana gra informacyjna, w której Kováč zwrócił się o pomoc do zagranicy”, powiedział w roku 2011 za pośrednictwem portalu Aktualne.sk. Mečiar rozwija swoje teorie pomimo tego, że istnieje szereg dowodów i nagrań potwierdzających nie tylko to, że ówczesne kierownictwo SIS (sk. Slovenská informačná služba; pol. Słowacka Służba Informacyjna) na czele z Ivanem Lexą było zamieszane w sprawę porwania, ale również fakt uniemożliwiania przez rząd przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. „Srebrny mercedes v Hainburgu przed komendą policji i jak go tam nie zobaczysz to znaczy, że policja już go ma”, mówi dający się usłyszeć na słynnym nagraniu głos Lexy, jak mówi członkowi partii HZDS Karolowi Martinkovi, gdzie jest samochód z porwanym synem Michala Kováča. Nagranie to jest częścią aktu oskarżenia wobec Ivana Lexy.

 

„Dożyłem emerytury w wyższym standardzie”

Mečiar po swojej wielkiej porażce w roku 1998 żegnał się słowami, że nawet po latach bycia w polityce został mu jedynie mały Opel Corsa i trzypokojowe mieszkanie przy Fraňa Kráľa w Bratysławie. Ale jak wiadomo, już parę miesięcy później zamieszkał w nowym rodzinnym domu, w willi Elektra v Trenczyńskich Cieplicach. W nowym dokumencie Mečiar przeprowadzi Terezę Nvotovą po swojej willi. Na jej spostrzeżenie, że jest to gotowy pałac odpowie, że autorka przesadza, ale faktycznie w willi każdy może znaleźć własny kąt. Później po raz kolejny nieznacznie nawiąże do swojego majątku. „Prawdę powiedziawszy do polityki przyszedłem z chałupy i do chałupy powróciłem”, opowiada do kamery. „Mogę powiedzieć, że udało mi się dożyć emerytury w standardzie, którego w życiu bym się nie spodziewał. Nie identyfikuję się z tym całkowicie, po prostu uważam go za wyższy” – dodaje. Ma rację –  poziom życia byłego premiera jest wyższy niż ten odpowiadający jego przychodom z pełnionej publicznie funkcji. Oprócz willi Elektra jest właścicielem daczy w Dolnej Porube, położonej niedaleko Trenczyńskich Cieplic. Przynależy do niej kompleks sportowy i sady; ekspremier hoduje tam owce i otworzył nawet destylarnię. Pytania dziennikarzy dociekające finansowania prywatnych majątków od zawsze drażniły Mečiara. Kultowym pozostaje wideo, na którym były premier w wyjątkowo wulgarny sposób przepędza reportera Joj, który go o to zapytał. W podobny sposób zachował się także we wrześniu tego roku na konferencji dotyczącej praworządności w hotelu należącym do rodziny Lexa, na której wygłaszał wykład. „Mogę Wam to powiedzieć. Pier***cie się” zwrócił się na początku w stronę dziennikarzy. „Ukradłem to, ukradłem. Nie zorientowaliście się? Naprawdę się nie zorientowaliście? (…) Jak chcecie robić z siebie idiotów, róbcie. Ja chciałem zrobić z Was ludzi”. Do dziś oficjalna wersja mówi o pożyczce, którą Mečiar zaciągnął razem z rodziną na zakup i remont willi Elektra i którą stopniowo spłacał. W roku 2005 dług całkowicie spłacono w nieprzejrzyście dokonanych transakcjach, w których figurowała małżonka Mečiara – Margita. Ponoć zręcznie zakupiła, a następnie sprzedała akcje, zyskując tym samym sporą ilość pieniędzy.

„Nie szukam styczności z nikim ani z niczym”

Reżyserka Tereza Nvotová spotkała się osobiście z Vladimírem Mečiarem przed trzema laty. Było to w okresie, w którym Mečiar odmawiał jakiejkolwiek rozmowy i zupełnie wycofał się z życia publicznego. „Zerwałem wszelki kontakt pisemny i telefoniczny, a telefonu komórkowego nigdy nie miałem, aby móc eliminować masę rozmów jeszcze przed bezpośrednim kontaktem ze mną. Nie szukam styczności z nikim ani z niczym, dla Pani zrobiłem wyjątek, że w ogóle z kimś się spotkałem”, powiedział. Od tamtej pory sytuacja uległa zmianie. Początkowo z izolacji wytrącił Mečiara publiczny nacisk na anulowanie jego amnestii po premierze   filmu Únos, który wiosną tego roku ostatecznie doprowadził do faktycznego ich uchylenia. Mečiar postanowił bronić swoich poczynań z roku 1998 na kanale telewizji TA3 i w bazującym na półprawdach i manipulacji internetowym radiu Slobodný vysielač; później zagościł na antenie Słowackiego Radia. Szerzące dezinformację media, do których prócz Slobodného vysielača należą Hlavné správy i Zem a vek walczyły przeciwko odwołaniu amnestii udzielonych przez byłego premiera. Mówiono wówczas o ataku na praworządność i założyciela samodzielnego państwa – finalnie powyższe media konspirowały o próbie zamachu stanu. Dziś coraz częściej poświęcają Mečiarowi uwagę, a i on sam zaczął częściej pokazywać się publicznie – w większości w towarzystwie przedstawicieli powyższych mediów, byłych członków swojej partii HZDS, ale też z posłami ĽSNS czy innych organizacji o charakterze nacjonalistycznym. Zem a vek opublikowała z nim wywiad do kontynuacji, na koniec sierpnia były premier wystąpił na tak zwanych Obchodach Słowiańskości i Państwowości na Jankovom vŕšku, znów we wrześniu na konferencji dotyczącej praworządności – w hotelu należącym do rodziny Ivana Lexy. Ekspremier na końcu niniejszego dokumentu podkreśla, że czuje się niedoceniony. „Jest to uczucie, że Słowacy trochę mnie poniżyli. Zbędnym byłoby ukrywanie tego”, mówi. „Znów z drugiej strony, po ilu ludziach po parędziesięciu czy paruset latach pozostanie zdanie w podręczniku? „Według Mečiara istnieje jedno opisujące go zdanie. „Będzie pozytywne albo negatywne, ale będzie jedno – że był”.

Autor: 
Autor: Dušan Mikušovič / Tłumacz: Aleksandra Szarkowska
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama