Pierwsza gala rozdania Oscarów – nowy rozdział i stypa w jednym

Reklama

pt., 03/02/2018 - 10:35 -- koscielniakk

Oscarowe widowisko każdego roku przyciąga przed ekrany od 30 do 40, ba nawet 46 milionów widzów w ponad 200 krajach dookoła globu. Wyścig premier z szansami na złoto zaczyna się już wczesną jesienią. Wtedy też zakłady zaczynają stawiać bukmacherzy, gwiazdy przechodzą na diety, a projektanci chwytają za krawieckie nożyce. Warta wiele milionów dolarów machina marketingowa zostaje wprawiona w ruch z impetem. Trudno uwierzyć, że kiedyś była to naprawdę skromna uroczystość, branżowy bankiet dla twórców z Hollywood.

 

 

Przy okazji 90. edycji powracamy do wydarzeń z końca lat 20. XX wieku. Pierwsza oscarowa gala nie tylko dała początek najbardziej rozpoznawanej filmowej nagrodzie świata, ale stała się również pożegnaniem z kinem niemym – być może najpiękniejszą ze styp, które kino to mieć mogło.

  • 1. ceremonia wręczenia Oscarów odbyła się 16 maja 1929 roku w hotelu Roosevelt w Los Angeles
  • W trakcie pierwszej gali nagrody przyznano w 12 kategoriach
  • Od 1950 roku laureaci i ich spadkobiercy nie mogą nagrody sprzedać
  • Oficjalna nazwa trofeum do dziś brzmi Academy Award of Merit (Nagroda za zasługi)

Dziś hotel Hollywood Roosevelt gości czasami gale rozdania Złotych Malin, a na forach internetowych cieszy się sławą jednego z najbardziej nawiedzonych miejsc Ameryki – podobno niektórzy spotkali na jego korytarzach ducha Marilyn Monroe. Biura podróży reklamują go jako najdłużej, bez przerw, działający hotel w Los Angeles – jego mury naprawdę niejedno widziały. Także narodziny Oscara, od którego jest starszy tylko o dwa lata.

Wszystko zaczęło się 16 maja 1929 roku w jego sali bankietowej Blossom Ballroom. Wśród blasku fleszy i nawoływań łowców autografów na uroczysty bankiet przybyło 270 gości. Hollywoodzka śmietanka, którą stać było na zakup biletu po 5 dolarów, co odpowiadało cenie około 20 biletów do kina. Nie było żadnego napięcia, nerwowego oczekiwania KTO WYGRA, gdyż nazwiska laureatów ogłoszone zostały trzy miesiące wcześniej. Wszyscy nominowani otrzymali także specjalne wyróżnienia – jedyny raz w historii konkursu. Nagrody honorowały osiągnięcia z okresu od 1 sierpnia 1927 roku do 1 sierpnia 1928 roku. Nikt ze zwycięzców nie miał pojęcia, że odbiera pierwszego Oscara – posążki nosiły wówczas nazwę Award of Merit – nagrody za zasługi. Nie było żadnej transmisji – radio po raz pierwszy zaangażowało się dopiero rok później, a telewizja była jeszcze w fazie pierwszych eksperymentów. Prezentacja wygranych zajęła tylko kwadrans. Nawet zdjęć zachowało się niewiele. Jakiś posmak tego, jak to mogło wyglądać, dał nam w 1988 roku Blake Edwards, który w komedii "Zachód słońca" z Bruce’em Willisem w roli głównej "odtworzył" wydarzenie.

Praktyczne początki

Naprawdę nikt nie spodziewał się, że w ciągu kilku lat nagrody młodej Akademii staną się najważniejszymi wyróżnieniami dla pracujących w Hollywood filmowców, a niecałe trzy dekady później starać się o nie będą również twórcy z innych krajów. Nikt poza ich inicjatorem, również pomysłodawcą samej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej – urodzonym w Rosji amerykańskim producentem i współzałożycielem (działającej do dziś i przygotowującej właśnie kolejny film o Bondzie) wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer (MGM) – Louisem B. Mayerem.

Mayer był nie tylko wizjonerem, ale i biznesmenem bardzo mocno stąpającym po ziemi. Szukał sposobu na zapanowanie nad pogłębiającym się w Hollywood chaosem. Wbrew pozorom nie był to wcale łatwy czas dla tamtejszego kina. Fabryka Snów, owszem, prężyła muskuły i budowała swoją pozycję globalnego hegemona kinematografii. Już wtedy około 85 procent filmów granych na światowych ekranach pochodziło właśnie stamtąd i tamtejsze gwiazdy stawały się gwiazdami globalnie rozpoznawalnymi – od Charliego Chaplina po Rudolfa Valentino. Sukces miał jednak też swoje mroczniejsze oblicze. Hollywood coraz częściej stawało w ogniu krytyki: za brak wartościowych artystycznie produkcji, przede wszystkim zaś za zepsucie moralne. Skandale obyczajowe, których dopuszczały się aktorskie sławy, szybko zwracały uwagę różnych lig ochrony moralności, często wspieranych przez wpływowych milionerów. Niedobrze działo się również wewnątrz środowiska – narastały konflikty i toczył się spór pomiędzy studiami i związkami zawodowymi. W 1926 toku podpisano nawet Studio Basic Agreement, umowę gwarantującą pracownikom branży podstawowe prawa, ale rozwiązanie to było nie tylko krótkotrwałe, ale i niepełne, gdyż pominęło wiele zainteresowanych grup… Mayer był przekonany, że stowarzyszenie filmowców będzie mogło sprostać tym wyzwaniom i stać się świetnym środowiskowym mediatorem, który ugasi wiele pożarów. Nie był w tym przekonaniu osamotniony. "Akademia jest jakby Ligą Narodów przemysłu filmowego" – w roku 1928 pisała w "Academy Bulletin" Mary Pickford, aktorka i producentka, współzałożycielka wytwórni United Artists. "Jest to nasze otwarte forum, gdzie ludzie filmu reprezentujący wszystkie dziedziny, mogą się spotkać i konstruktywnie przedyskutować problemy, z którymi każdemu przyszło się mierzyć" (cyt. za "Historia filmowego Oscara", Marek Hendrykowski).

Innymi sojusznikami Mayera stali się również aktor Conrad Nagel, reżyser i producent Fred Niblo oraz przewodniczący związku producentów Association of Motion Picture Producers – Fred Beetson. Wspólnie doprowadzili do zwołania 11 stycznia 1927 roku w hotelu Ambassador w Los Angeles spotkania 36 przedstawicieli różnych filmowych dziedzin: aktorów, reżyserów, producentów, scenarzystów i techników. Tego dnia Akademia zaczęła nieformalnie działać. Kilka miesięcy później – 4 maja 1927 roku – pod nazwą Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej została już oficjalnie zarejestrowana przez stan Kalifornia jako stowarzyszenie wyższej użyteczności. Niecały tydzień później, 11 maja, odbył się bankiet inauguracyjny, w którym udział wzięło 230 członków. Nowe stowarzyszenie zaczęło bardzo szybko niesamowicie prężnie działać. Douglas Fairbanks wybrany został na przewodniczącego organizacji, a Fred Niblo – na jego zastępcę. Honorowym członkiem został jeden z ojców kina – wynalazca Thomas Edison. Formalnie Akademię podzielono na pięć branż: Producentów, Aktorów, Reżyserów, Scenarzystów i Techników. Pracę rozpoczęły również liczne komitety, które miały rozwijać projekty związane z konsolidacją środowiska, wewnętrznym dialogiem, obroną przed zewnętrznymi atakami, promocją edukacji filmowej i rozwoju technicznego kina. Jedna z grup – w skład której weszli Sid Grauman (założyciel legendarnego Grauman’s Chinese Theatre, scenograf Austin Cedric Gibbons, scenarzystka Bess Meredyth, aktor Richard Barthelmess i reżyserzy David Wark Griffith, James Stuart Blackton i Henry King – otrzymała zadanie przygotowania nagród nowej Akademii.

"Jak dajesz im nagrody, wyprodukują dla ciebie wszystko"

Wedle anegdoty największy przyszłego Oscara "lobbysta" Mayer widział w nagrodach możliwość pozyskania przychylności filmowców. Ponoć miał nawet stwierdzić: "Odkryłem, że najlepszym sposobem na radzenie sobie z filmowcami, jest obwieszanie ich medalami. Jak dajesz im nagrody, wyprodukują dla ciebie wszystko". Dziś na świecie działają tysiące mniejszych i większych festiwali, które przyznają setki wyróżnień. Wtedy jednak, pod koniec lat 20. XX wieku, nie było to wcale wtórne myślenie. Przeciwnie – bardzo nieszablonowe! Nie istniała żadna inna tak duża, prestiżowa nagroda. Największe międzynarodowe imprezy filmowe miały się dopiero narodzić – Wenecja w 1932, Cannes w 1946, a Berlin w 1951. Na lokalnym, amerykańskim rynku National Board of Review swoje trofeum zaczęło przyznawać w 1930, a Stowarzyszenie Nowojorskich Krytyków w 1935. Filmowcom naprawdę potrzebna była taka mobilizacja i laury.

Do wakacji 1928 roku plan nagród został doprecyzowany i ustalono, że wręczone zostaną w 12 kategoriach. Projektem statuetki zajął się Austin Cederic Gibbons, późniejszy 11-krotny laureat wyróżnienia (nominowany do niego 38 razy). Wedle urokliwej, niestety nieprawdziwej, legendy – miał naszkicować złotego rycerza w stylu Art Deco na serwetce w czasie jednego z akademickich bankietów. Nie. Było to zlecenie. Statuetkę wykonał rzeźbiarz George Stanley. Do dziś właściwie się nie zmieniła.

 

Pozłacany przystojniak

Trofeum mierzy 34,3 cm i waży 3,856 kg. Postać trzyma dwuręczny miecz i stoi na rolce filmowej z pięcioma szprychami, reprezentującymi pierwsze oficjalne branże Akademii (dziś jest już ich 17, ale projektu nie zmieniono). Przez lata zmieniało się tworzywo, z którego figurka była wykonywana – najpierw był to pozłacany brąz, potem pozłacany stop cyny, antymonu i miedzi. Przez trzy wojenne lata (1942, 1943, 1944) wręczano posążki z gipsu, ale zaraz po wojnie wymieniono je na właściwe.

Produkcja 50 statuetek zajmuje obecnie 3 miesiące. Do chwili otwarcia kopert w trakcie gali nie jest znana dokładna liczba laureatów – w każdej z kategorii może być ich kilku (widać to po nominacjach). Nadprogramowe figurki po ceremonii trafiają do skarbca – aż do kolejnej ceremonii. Laureaci odbierają je poniekąd "anonimowo" – tabliczka z grawerem z ich nazwiskiem mocowana jest później. Niegdyś musieli na nią czekać nawet kilka tygodni po ceremonii. Od kilku lat proces jest krótszy i gwiazdy mogą go zamknąć w trakcie oficjalnego bankietu oscarowego. Raz Akademia zamówiła 197 tabliczek z nazwiskami wszystkich potencjalnych zwycięzców, co okazało się szalenie niepraktycznym rozwiązaniem – około 170 z nich trzeba było potem zniszczyć i poddać recyklingowi.

Akademia dba też o późniejsze "życie" swoich posążków. Otóż, od 1950 roku laureaci i ich spadkobiercy nie mogą nagrody sprzedać. Jeżeli chcą się jej pozbyć, muszą najpierw złożyć Akademii ofertę pierwokupu za dolara. Jeżeli zwycięzca nie będzie chciał przystać na te warunki, Oscara po prostu nie otrzyma. Na rynku można jednak czasem znaleźć posążki z wcześniejszych lat. W 2011 roku rodzina Orsona Wellesa sprzedała jego nagrodę za najlepszy scenariusz do filmu "Obywatel Kane" za 861 542 dolarów. Pod młotek – w 1992 roku – poszedł także Oscar Harolda Russella – aktor (uhonorowany za drugoplanową kreację w filmie "Najlepsze lata naszego życia", 1946) podjął tę trudną decyzję, gdyż potrzebował pieniędzy na leczenie chorej żony. Bywa, że zwycięzcy aukcji sami przekazują swoją zdobycz do kolekcji Akademii.

"Wygląda jak mój wujek Oscar"

A dlaczego Oscar? Oficjalna nazwa trofeum do dziś brzmi Academy Award of Merit. Wszyscy jednak mówią o Oscarze i nawet oficjalna, akademicka strona nagrody ma adres: oscar.go.com. Kto nadał złotemu rycerzowi to imię? Jak to zwykle bywa w przypadku sukcesu, jego ojców i matek nie brakuje.

"Prawa autorskie" rościła sobie m.in. Bette Davis, która twierdziła, że nadała figurce imię po swoim pierwszym mężu: Harmonie Oscarze Nelsonie. Akademia podtrzymuje natomiast inną legendę – związaną z kustosz jej zbiorów bibliotecznych i późniejszą dyrektor wykonawczą Margaret Herrick. Gdy kobieta zobaczyła figurkę po raz pierwszy – w 1931 roku – miała wykrzyknąć, że wygląda ona zupełnie jak jej wujek Oscar. Świadkiem tego spontanicznego wybuchu miał być dziennikarz Sidney Skolsky, któremu imię wpadło do ucha i zaczął je stosować w swoich felietonach o Hollywood.

Skolsky po latach, w swoich pamiętnikach, przedstawiał jeszcze inną wersję zdarzeń. Twierdził, że nadał statuetce imię Oscar, żeby trochę z niej zażartować, przekuć balon snobizmu, którym się otoczyła. Zainspirował go stary wodewilowy skecz, w którym komicy drażnili się z dyrygentem orkiestry: "Może miałbyś ochotę na cygaro, Oscarze?". "Publiczność zawsze wybuchała śmiechem na hasło Oscar. I tak zacząłem wystukiwać swój tekst…" – wspominał dziennikarz. Jego pierwsza udokumentowana publikacja, w której użył nazwy Oscar, pojawiła się w roku 1934 na łamach "New York Daily News". "Przez następny rok we wszystkich swoich felietonach pisząc o nagrodach Akademii, określałem je mianem Oscara. Po kilku latach nazwę tę wszyscy zaakceptowali. Okazała się magiczna" – dodawał Skolsky. W 1939 roku na łamach "Time’a" ukazał się artykuł, którego autor również twierdził, że termin ukuł właśnie Skolsky.

Bohaterem jeszcze innej wersji narodzin nazwy jest Walt Disney. Według niektórych źródeł miał "dziękować za Oscara" w roku 1932 (gdy odbierał nagrodę za film "Flowers and Trees"), wedle innych – w 1934 (gdy uhonorowano go za "Trzy małe świnki"). Niektórzy twierdzą, że Skolsky chciał tylko kpić i drwić, a Disney był pierwszym, który użył nazwy w sposób pozytywny. Tak czy inaczej Akademia z pewną powściągliwością w końcu – w roku 1939 – zaakceptowała "przezwisko".

 

Pożegnanie z kinem niemym

Wróćmy jednak do tej pierwszej, legendarnej gali. Czy powinna być zapamiętana jedynie ze względu na narodziny nowej nagrody? Z perspektywy lat widać wyraźnie, że nie tylko coś wielkiego zapoczątkowała, ale zarazem stała się najpiękniejszym pożegnaniem z epoką filmu niemego. Ostatnią jego ceremonią.

Od półtora roku, a dokładniej od 6 października 1927 i wyjątkowo udanej komercyjnie premiery "Śpiewaka Jazzbandu" Alana Croslanda, całe Hollywood emocjonowało się wprowadzeniem do kina dźwięku. Młoda Akademia miała nawet pewien problem z kwalifikacją muzycznej produkcji Croslanda. Film wszedł na ekrany w widełkach czasowych, które uwzględniano przy doborze nominowanych, ale diametralnie się od nich różnił. Reprezentował zupełnie inną jakość. Ostatecznie postawiono na rozwiązanie salomonowe: studio Warner Brothers Production, które "Śpiewaka…" wyprodukowało, otrzymało honorowego Oscara za "realizację pionierskiego dzieła dźwiękowego, które zrewolucjonizowało przemysł filmowy". "Wśród nagród, na tej całej liście, jest tylko jeden dźwiękowy film. To dziwne, jeżeli weźmie się pod uwagę, ile ich trafia dziś na ekrany" – zauważono w czasie majowej uroczystości 1929 roku. Pozostali laureaci i nominowani jeszcze "milczeli". Rok później sytuacja całkowicie się odwróciła – niemych filmów w gronie rywali było już tylko kilka, a wśród zwycięzców – jedynie dwa: "Patriota" Ernsta Lubitscha (najlepszy scenariusz) i "Białe cienie" W.S. Van Dyke’a i Roberta J. Flaherty’ego (najlepsze zdjęcia).

Pierwsi laureaci – pierwsze i ostatnie nagrody

Te pierwsze lata upłynęły zresztą pod znakiem formowania się konkursu i jego reguł. W trakcie pierwszej gali nagrody przyznano w 12 kategoriach. Niektóre z nich dziś zaskakują. Uhonorowano nie tylko "najbardziej wyróżniający się film" (niema wojenna "superprodukcja" "Skrzydła" Williama A. Wellmana), ale i "najlepszy wyjątkowy i artystyczny film" (niemy, nieco poetycki melodramat o zdradzie, zbrodni i miłości "Wschód słońca" Friedricha Wilhelma Murnau). Posążki odebrało również dwóch reżyserów – jeden komedii (Lewis Milestone za rozgrywającą się na wojennej ziemi niczyjej "Arabską awanturę") oraz jeden dramatu (Frank Borzage za "Siódme niebo" według sztuki Austina Stronga). Rok później Akademicy wybrali już tylko jeden najlepszy film i jednego najlepszego reżysera.

Rok później zrezygnowano ponadto – i to na zawsze – z kategorii istotnej tylko dla kina niemego, a mianowicie najlepszego projektu napisów. Odebrał ją Joseph W. Farnham, którego wyróżniono nie za konkretną produkcję, a raczej za całokształt dokonań (zasadę "jednego wyróżnienia za jedno dzieło" zaczęto stosować dopiero później). Aktorzy też uhonorowani zostali nie za jedną, a za wiele kreacji. Emil Jannings dostał nagrodę za występy w filmach "Ostatni rozkaz" Josefa von Sternberga i "Niepotrzebny człowiek" Victora Fleminga (aktor przetrwał przełom dźwiękowy, nawet z powodzeniem, grając m.in. u boku Marleny Dietrich w słynnym "Błękitnym aniele", niestety później dokonał fatalnych wyborów, angażując się w produkcje propagandowe III Rzeszy). Z kolei młodziutką, 22-letnią Janet Gaynor wyróżniono aż za trzy kreacje – w "Siódmym niebie", "Wschodzie słońca" oraz "Aniele ulicy" Franka Borzage (wprowadzenie dźwięku nie zaszkodziło dalszej karierze aktorki, chociaż później od ekranu odciągały ją nieco inne artystyczne działania i ranczo w Brazylii, które prowadziła z mężem). Za pracę nad melodramatem "Gołębica" Rolanda Westa oraz nad osadzonym w carskiej Rosji romansem "Burza" Sama Taylora – pierwsze trofeum Akademii otrzymał scenograf William Cameron Menzies (przełom dźwiękowy zupełnie go nie dotknął, a niecałą dekadę później stał się jednym ze współtwórców sukcesu kolejnej hollywoodzkiej rewolucji, a mianowicie wprowadzenia koloru: tak umiejętnie wykorzystał go w budowaniu dramaturgii legendarnego "Przeminęło z wiatrem", że otrzymał za ten wysiłek honorowego Oscara). Pierwsza gala zwróciła również uwagę na pracę nad efektami specjalnymi – statuetkę za "najlepsze efekty inżynieryjne" w filmie "Skrzydła" odebrał Roy Pomeroy (dekadę później kategoria przekształciła się w wyróżnienie za efekty specjalne i dalej rozwijała – wraz z postępem technologicznym kina).

Bez drastycznych zmian (może poza liczbą nominowanych dzieł) pozostały do dziś kategorie związane z najlepszym scenariuszem oryginalnym (pierwszym laureatem został Ben Hecht za kryminał "Ludzie podziemia" w reżyserii Josefa von Sternberga) i najlepszym scenariuszem adaptowanym (wygrał Benjamin Glazer za pracę nad "Siódmym niebem"). Od pierwszej ceremonii doceniano również operatorów – pierwszą statuetkę za najlepsze zdjęcia otrzymali Charles Rosher i Karl Struss ("Wschód słońca"). Wśród laureatów roku 1929 znalazł się jeszcze Charlie Chaplin, którego wykluczono ze "zwykłej" rywalizacji, ale doceniono honorową nagrodą za aktorstwo, scenariusz, reżyserię i produkcję komedii "Cyrk".

Reszta jest historią

Druga gala miała już nieco inny charakter. Upłynęła nie tylko pod znakiem kina dźwiękowego, ale również transmisji radiowej, przede wszystkim zaś tajemnicy. Jeszcze przez kilka lat listę laureatów przed galą otrzymywali dziennikarze, ale na warunkach embarga do godziny 23:00, Gdy w 1940 roku "Los Angeles Times" złamał tę umowę i wieczornym wydaniu, przed ogłoszeniem werdyktu, opublikował wszystkie nazwiska!!!, Akademia powiedziała: Koniec! Ale, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego…

Autor: 
Dagmara Romanowska
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama