„Mężczyźni nie płaczą”- film, który wzruszył publiczność

Reżyser Alen Drljević opowiada o swoim nagrodzonym filmie, problemach ludzi z zespołem stresu pourazowego- PTSD (ang. posttraumatic stress disorder) oraz kinematografii w Bośni i Hercegowinie.

Allen Drljević, reżyser z Bośni i Hercegowiny, otrzymał na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Karlowych Warach Cine Europa oraz Nagrodę Specjalną Jury za swój pełnometrażowy film "Mężczyźni nie płaczą”. Film zostanie pokazany poza konkursem na festiwalu w Herceg-Novi i na Festiwalu Filmowym w Sarajewie.

Produkcja Drljevića opowiada o dziesięciu weteranach wojennych pochodzących z różnych stron, z Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i Serbii, którzy w czasie konfliktu bałkańskiego (tocząca się w latach 1992–1995 na terytorium Jugosławii wojna domowa, od tłum.) walczyli przeciw sobie na terenie byłej Jugosławii, a którzy teraz biorą udział w przygotowanych przez pewną organizację warsztatach w oddalonym hotelu w górach.

Drljević mówi o problemie osób z PTSD, stanie kinematografii w Bośni i Hercegowinie, o tym, jak powstawał film i o nagrodach.

Jak publiczność Festiwalu w Karlowych Warach przyjęła film i jak czuje się Pan po otrzymaniu aż dwu nagród?

- To była światowa premiera. Otworzyliśmy konkurs projekcją w ogromnej sali na 1 400 miejsc. Ekipa filmowa przedstawiła się przed filmem, a po projekcji były oklaski. Kiedy zapaliło się światło, ludzie wstali i klaskali, mieliśmy do czynienia z 10-minutową owacją na stojąco. Nie bardzo rozumieliśmy co się dzieje ; ludzie byli zapłakani i zachwyceni. Chociaż to lokalny temat, najwidoczniej zaistniała jakaś emocjonalna więź między filmem a publicznością. Było naprawdę wspaniale. Następnego dnia odbyła się druga projekcja, po której był czas na zadawanie pytań i udzielanie odpowiedzi, i zdziwiło mnie, że większość publiczności, która zazwyczaj wychodzi, pozostała i zadawała całkiem mądre pytania. Z wielką uwagą oglądali film, który ich emocjonalnie dotknął. Dwie nagrody od dwóch różnych jury świadczą o zadowoleniu jurorów, a co do mnie i ekipy, byliśmy po prostu „w niebie”.

W uzasadnieniu jury napisano: "Film jest niezmiernie ważny dla przyszłości Europy jako wspólnoty ; jest subtelnym komentarzem do negatywnego aspektu męskości”. Mógłby Pan to skomentować?

- Oczywiście, że film jest bardziej aktualny dziś, niż 5-6 lat temu, gdy pojawił się pomysł i zaczęliśmy pisać scenariusz, bo Europa bardzo się zradykalizowała. Nie tylko Europa, cały świat. W filmie głównymi bohaterami są mężczyźni i jak to często bywa, idą na wojnę bronić ojczyzny, honoru, itp.. Wszystko to analizujemy w filmie i stąd chyba taki komentarz jury.

Udało się Panu, pracował Pan nad swoimi nagradzanymi filmami: Pierwsza opłata, Karnawał, Shopping i nad filmami Pjera Žalice (Kod amidže Idriza) oraz Jasmili Žbanić (Grbavica, Na drodze), która jest jednocześnie producentką Pańskiego najnowszego filmu. Jak to jest wskoczyć na krzesło reżysera filmu długometrażowego?

url.jpg

- Wystarczająco długo pracuję z filmem. Jeśli chodzi o przygotowanie i pisanie scenariusza, nie ma wielkiej różnicy między krótko- a długometrażowym filmem. To tylko o wiele bardziej męczące. W zasadzie procedura jest taka sama. Z drugiej strony, pracowałem nad wieloma filmami dokumentalnymi zanim pojawił się pomysł na film o spotkaniu weteranów wojennych.

Byłem na wojnie jako żołnierz armii bośniackiej. Poszedłem kiedyś na jeden z takich warsztatów i dotarło do mnie, że biorę udział w pomyśle, na podstawie którego zrobimy dokument. Zdałem sobie sprawę, że jest to świetny temat i zasługuje na dużo więcej uwagi. Takiej, jak nigdy i dlatego zamiast dokumentalnego powstał film fabularny. Starałem się, żeby w filmie dało się zauważyć podejście dokumentalne i dlatego pojawiają się tam prawdziwi weterani- naturszczyki, którzy świetnie współpracowali z prawdziwymi aktorami. Uzupełniali się na wzajem. Erol Zupčević odpowiadał za zdjęcia i w tej estetycznej części również staraliśmy się pozostawić styl dokumentalny. Wszystkie wielkie sceny nagrywaliśmy w częściach, tworząc klatki sekwencji z dwu kamer. Pozwoliliśmy aktorom improwizować w ramach ściśle określonego scenariusza. Wszystko, co robiłem do tej pory w jakiś sposób znalazło się w tym filmie i miało swój cel.

  • Proces pracy nad scenariuszem, który pisał Pan z Zoranem Solomunom trwał dość długo. Z uwagi na temat musieliście sporo przeanalizować. Czy może nam Pan wyjaśnić, jak udało się wszystkie historie, do których doszliście, włączyć do scenariusza filmu ? Ile jest w filmie, biorąc pod uwagę fakt, że uczestniczył Pan w obronie Bośni i Hercegowiny, Pańskiej własnej historii?

- Film powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń. Oczywiście, jest tam i moja historia, ale również historie aktorów. Postać filmowego Walentego została częściowo skonstruowana na podstawie biografii Leona Lučeva, który jak ja brał udział w wojnie. Są tu też prawdziwi wojenni weterani. Wiele filmowych postaci jest opartych na prawdziwych. Praca nad scenariuszem faktycznie trwała długo. Pomysłem i tematycznie niewiele odbiega on od projektu, ale postaci i historia przechodziły przez różne jego wersje i to również jest częścią dokumentu, który chcieliśmy pozostawić w filmie. Wszystko ma odbicie w prawdziwym życiu i myślę, że to właśnie jest niezwykle istotne dla filmu. Staraliśmy się i udało się nie odbiegać od rzeczywistości.

Czy uważa Pan, że problemy ludzi ze stresem pourazowym zasługują na więcej uwagi ze strony instytucji państwowych i społeczeństwa?

- Nawet nie wiemy, jak wiele ludzi cierpi z powodu skutków wojny i stresu pourazowego. Bardzo dużo ludzi boryka się ze stresem. Nie tylko żołnierze, ale i cywile. Szczególnie w Sarajewie, gdzie ludzie długo żyli w stanie oblężenia. Traumą jest wypadek samochodowy, katastrofa naturalna, a zwłaszcza to, co trwa bez końca. Wiele osób nie wie, że potrzebuje fachowej pomocy. Mało się o tym mówi, a jeśli się mówi, to jakoś tak w sposób zawoalowany, jakby chciało się zatuszować. Żyjemy i będziemy żyć z następstwami wojny. Tym bardziej, że wiadomo już o tak zwanej transgeneracyjnej transmisji obrażeń rodziców na dzieci i wnuki. Jeszcze długo będziemy się z tym borykać i oczywiście, wymaga to poświęcenia znacznie, znacznie większej uwagi.

  • Co chce Pan nam powiedzieć swoim filmem?

- Trzymam się starej frazy, że wiadomości wysyła się pocztą. Nigdy nie miałem ochoty niczego przekazywać i wypowiadać się na temat wielkich prawd. To film, który, mam nadzieję, zainspiruje widzów do myślenia i poddania w wątpliwość ich własnej prawdy. Nie ma tu zlecenia. Nie chcę mówi

: "To jest prawdą!". Ja po prostu chcę, aby ludzie sami sobie zadawali pytania i żeby spróbowali zrozumieć siebie nawzajem. To film, który opowiada o porozumieniu.

Wojna to temat, od którego filmowcy bośniaccy jakoś nie mogą uciec, choć wielu uważa, że potrzebne jest swego rodzaju oderwanie się od tematu wojny. W filmie pokazuje Pan coś ewidentnego w całej tej historii, a mianowicie narodową i religijną nietolerancję, która wybuchła w czasie wojny i do dzisiaj ma wielki wpływ na mentalność społeczeństwa. Jaka jest Pańska opinia o tym zjawisku?

- Większą część młodości przeżyłem na wojnie i wojna z całą pewnością naznaczyła moje życie. Nie mogę uciec od myślenia o niej, od analizy. Sprawy, o których opowiada film są sprawami, które nam się przydarzają. Już 20 lat uciekamy od realnych problemów. W pierwszej kolejności, politycy uciekają od rozwiązania faktycznych problemów takich, jak ubóstwo, korupcja... A jak tylko pojawiają się pytania istotne dla normalnego życia, wszystko przerzuca się na kwestie narodowe i religijne. To zwykła manipulacja i cierpi od tego zwyczajny świat, a władze i politycy, którzy to prowokują, tylko na tym korzystają. Dopóki w pełni nie poradzimy sobie z narodowymi i religijnymi sprawami, i dopóki nie będziemy mieć na ich temat jednoznacznej opinii, będą mogli robić z nami, co będą chcieli.

  • W filmie współpracował Pan z grupą regionalnych aktorów: Emirem Hadžihafizbegovićem, Borysem Isakovićem, Leonem Lučevem, Erminem Bravo, Ivo Gregurevićem, Goranem Bogdanem, Izudinem Bajrovićem, Miralem Zupčevićem, Borysem Laerem, a jedyną kobiecą rolę dostała Jasna Đuričić. Jak wyglądała praca z tą ekipą i w jakiej atmosferze kręcono zdjęcia do filmu?

- Zdjęcia do filmu trwały bardzo krótko. W Karlowych Warach ludzie nie mogli uwierzyć, że trwały zaledwie 18 dni. Tak zaplanowaliśmy i tymi środkami, jakimi dysponowaliśmy. Dlatego było intensywnie i wyczerpująco. Mieliśmy 10 dni na przygotowanie i trzy tygodnie na filmowanie. Atmosfera była doskonała. Wszyscy czuli się częścią filmu- autorzy i aktorzy, cała ekipa. Temat dotyczył nas wszystkich. Wszyscy mamy w sobie wiele tego, co ukryte, schowane głęboko w nas, tego, co nas łączy. Przyjaźń przed filmem przeszła na film, a temat z filmu przerodził się w przyjaźń i wszyscy z radością wspominamy tamten czas. Fajnie było pracować z doskonałymi aktorami, całą ekipą filmową.

url.jpg

Jaka jest Pańska opinia na temat stosunku bośniackich instytucji państwowych do twórców filmowych?

- Chwała wyjątkom, ale generalnie to katastrofa. Kino od zakończenia wojny jest w bardzo złym stanie. Nagrody, które dostają nasze obrazy pokazują zafałszowany obraz. Można powiedzieć, że pracuje się bardzo ciężko. Mamy dobrych autorów i aktorów, ale niewiele się z nimi pracuje, robimy jeden-dwa filmy rocznie. To śmieszne w porównaniu z sąsiednimi krajami. Latami czekamy na przyjęcie ustawy o kinematografii, stworzenie centrum audiowizualnego. Teraz wprowadzono nowe podatki od umów autorskich. W przypadku zagranicznych produkcji nie ma zwrotu podatku, toteż z obcymi ekipami pracuje się bardzo rzadko. W Chorwacji ciągle coś się kręci, od Gry o tron do hollywoodzkich hitów. Do nas nikt nie przychodzi, bo nie ma zwrotu podatku. A przecież wiele można by zmienić, wyczytać z ustaw innych krajów europejskich. U nas wszystko sprowadza się do tego, by powstawały wyłącznie produkcje krajowe. To tłamsi kinematografię. Wszystko jest zasługą jednostek, bo system nie istnieje.

Autor: 
Sead Vegara/Tłum. Emilia Liberda
Źródło: 

Al - Jazzeera

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: