Wojna nie składa broni - monodram Ucho, gardło, nóż

Chociaż spektakl jest wystawiany od 12 lat, nie traci na aktualności. Można wręcz odnieść wrażenie, że z każdym upływającym rokiem nabiera jeszcze więcej znaczenia. Ucho, gardło, nóż to monodram grany oraz wyreżyserowany przez Krystynę Jandę na podstawie powieści Verdany Rudan o tym samym tytule. Historia ta szokuje, przeraża, zawstydza, niekiedy bawi, lecz przede wszystkim obnaża to, co skrzętnie staramy się ukrywać.

Mała, przyciemniona sala i niewielka scena, na której rozgrywany jest wielki dramat człowieka uwikłanego w największy koszmar, jaki zgotowała sobie ludzkość - wojnę. Chodzi dokładnie o konflikt na Bałkanach, kiedy niemal z dnia na dzień o życiu i śmierci decydowała narodowość. Historię piekła, z którym przyszło się jej zmierzyć, opowiada Tonka Babić - Serbka w średnim wieku. Kobieta nie może spać, od czasu do czasu ogląda ściszony telewizor i brutalnie kreśli przed widownią przebieg oraz skutki wojny. Swoją na pozór bezduszną opowieść przeplata licznymi wulgaryzmami. Jesteśmy przyzwyczajeni, że o zbrodniach mówi się albo poetycko albo wskazując suche fakty. Tonka łamie ten schemat i o konflikcie zbrojnym opowiada za pomocą ironii oraz przekleństw, które początkowo wzbudzają w odbiorcy konsternację i szok, lecz z czasem to nie one rażą tak mocno jak zapadająca nagle cisza, pojawiająca się wtedy, gdy słowa nie są w stanie oddać rozmiaru tragedii. Pozorna obojętność, lekkość, z jaką bohaterka opowiada kolejne wydarzenia ze swojego losu, przechodzi w wyjątkową, wręcz godną podziwu wrażliwość ukrytą za emocjonalnymi fasadami zgorzkniałej, doświadczonej przez los kobiety.

Co ciekawe, uciekająca od życia Tonka, która zamyka się w czterech ścianach mieszkania, staje się wnikliwym i czujnym obserwatorem rzeczywistości oraz ludzkich zachowań, potrafiącym z mistrzowską precyzją wskazać winy i słabe punkty polityków, przyjaciół, rodziny, widzów, a zwłaszcza - samej siebie. Lista grzechów ludzkości jest długa i ma się wrażenie, że od wieków niezmienna. Bohaterka monodramu to przykład tego, że zakończona na froncie wojna tak naprawdę wciąż trwa w człowieku i zmusza go do tego, by codziennie toczył własne bitwy o chęć do życia oraz powrót do względnej normalności.

Tonka snuje chaotyczną opowieść. Raz opowiada o dramatycznych wyborach, jakie musiała podjąć, aby ratować najbliższych, za chwilę z radością i ironią przytacza bawiące do łez sceny miłosne. Zaczyna zdanie krzykiem, by zakończyć je niespodziewanym szeptem.

Nad tym, aby ów nieporządek miał ład, czuwa Krystyna Janda. Doskonale panuje ona nad publicznością, którą w jednej sekundzie potrafi rozśmieszyć, a za moment wymownym spojrzeniem lub krótkim zdaniem obudzić w niej przerażenie. Janda zarówno nie broni, jak i nie oskarża swojej postaci. Nie daje widzom jednoznacznego powodu do tego, by Tonkę lubić lub nią pogardzać. Pokazuje natomiast, że pewne elementy są poza skalą oceny, a tym, co zasługuje na największą zniewagę jest brak empatii. I właśnie w tym, według mnie, tkwi siła tego spektaklu. Krystyna Janda wskazuje, że nie wartościowanie, a zrozumienie drugiego człowieka jest najistotniejsze.

Ucho, gardło, nóż staje się ważną, trudną do odrobienia lekcją, lecz wartą każdego wysiłku. Humor wprawdzie pozwala mierzyć się z ogromem tragedii, ale czy będąc na miejscu Tonki, śmialibyśmy się z tych wydarzeń tak samo jak robimy to jako widzowie? Można ściszyć telewizor pokazujący niewygodne trudne dla nas tematy, jednak czy jesteśmy w stanie całkowicie ściszyć głos naszego sumienia? Na te pytania widz musi odpowiedzieć sobie sam, pamiętając, jak łatwo czyjeś wojny 'tam' mogą stać się naszymi 'tu'.

Autor: 
Aleksandra Gardyjas
Źródło: 

---------------

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: