Krystyna Janda - człowiek z teatru

Napisano oraz powiedziano o niej zarówno wiele dobrego, jak i złego. Nie spoczywa na laurach, a codzienną, sumienną pracą wytrąca bezzasadnej krytyce oręż z rąk. Nadano jej rozmaite tytuły, nazywając m.in. najbardziej wpływową kobietą w Polsce, Człowiekiem Wolności w dziedzinie kultury, najlepszą oraz najbardziej popularną aktorką w kraju. Jednak zdaje się, że Krystyna Janda każdego dnia jest laureatką pozamaterialnych plebiscytów tworzonych dla aktorki chyba w sposób najważniejszy, bo bazujący na zaufaniu oraz szacunku, jakim darzy ją publiczność.

Z miłości do sztuki

Przeglądając jakiś czas temu różne portale teatralne, na jednym z nich trafiłam na cytat: "Mądre słowa usłyszane w teatrze przywracają wiarę w dobro i dają nadzieję na lepszy los w chaosie codziennego życia". Byłam wtedy świeżo po obejrzeniu rewelacyjnej Białej bluzki w reżyserii Magdy Umer i czytając powyższe zdanie, uświadomiłam sobie, jak bardzo odzwierciedla ono to, co za każdym razem można przeżyć podczas spektakli, w których gra Krystyna Janda lub które tylko (i aż!) reżyseruje. W doborze repertuaru widoczny jest jej doskonały zmysł wyczuwania tego, co dla widzów ważne, interesujące, bliskie, skomplikowane i aktualne. Bez względu na to, czy jest to wrodzona czy wyuczona przez lata pracy na scenie umiejętność, zawsze wzbudza mój podziw oraz szacunek.

Farsy, komedie, dramaty, dzieła wybitnych dramatopisarzy takich jak Antoni Czechow czy Terrence McNally, adaptacje mniej lub bardziej znanych utworów polskich i zagranicznych klasyków literatury, sięganie po teksty zapomniane po to, aby widzowie mogli odkryć je na nowo lub też wystawianie dzieł stworzonych przez współczesnych dramaturgów - wszystkie z tych elementów dzięki temu, że są skrupulatnie przemyślane przez Krystynę Jandę, pokazują, jak bardzo zależy jej na tym, by każdy, kto chce wkroczyć w wyjątkowy teatralny świat, znalazł w repertuarze coś dla siebie. I trzeba przyznać, że świat ten jak żaden inny pozwala dostrzec rzeczy, o których w codziennym pędzie zapominamy. Matki i synowie uświadamiają, że w braku zrozumienia między dzieckiem a rodzicem znajduje się coś więcej niż konflikt pokoleń. Maria Callas. Master class jest przepięknym przypomnieniem o tym, jaką cenę ponoszą artyści za miłość do swojego zawodu, który niejednokrotnie jest ich całym życiem. Ilu z nas podczas oglądania spektaklu, filmu, słuchania koncertu czy opery zdaje sobie sprawę lub zadaje w myślach pytanie o wysiłek włożony przez artystę do stworzenia przedstawienia, które za każdym razem będzie niepowtarzalne i pozostawi w odbiorcy coś więcej niż uczucie mile spędzonego wieczoru? Tonka Babić - bohaterka monodramu Ucho, gardło, nóż - niejako spowiadając się ze swojego życia, wymusza w słuchaczu dokonanie własnego rachunku sumienia w czasach, kiedy przemoc jest elementem codzienności. Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Z miłości do widzów

Ta swoista podróż w fikcyjne rzeczywistości nie jest łatwa. Wymaga od odbiorcy wysiłku intelektualnego oraz emocjonalnego, a o ten drugi mam wrażenie jest coraz trudniej. Krystyna Janda nawet w farsach czy komediach przemyca gorzkie tematy, jednocześnie pomagając widzom w zmierzeniu się z różnego rodzaju zawiłościami poprzez humor oraz - co wydaje się być najważniejsze - dialog. Jej spektakle nie kokietują, a uwodzą, nie pouczają, lecz uczą. A to nie lada sztuka.

Sądzę, że nawet najzdolniejszy aktor, który posiada doświadczenie sceniczne i ogromną wiedzę, nie jest w stanie zmobilizować widza do przeprowadzenia rozrachunku z własnym życiem oraz sposobem myślenia i postrzeganiem świata, jeśli sam nie posiada chociaż cienia wiary w to, że odbiorca może zdecydować się na ten trudny krok. Krystynie Jandzie się to udaje. Świadczą o tym pisane do niej listy pełne wyznań o zmianie życia, której bodźcem było obejrzanie spektalu przez nią zagranego lub wyreżyserowanego.

Umiejętność rozmowy z widzem, wychodzenie naprzeciw jego oczekiwaniom, marzeniom, ukrytym tęsknotom, o których on sam niejednokrotnie może nie mieć pojęcia, świadczy zarówno o szacunku, jak i miłości, jakim darzy ona publiczność. Widać to także podczas owacji po zakończeniu spektakli - w oczach widzów zawsze dostrzegam porażającą wdzięczność oraz uznanie dla jej talentu, zaś w spojrzeniu Krystyny Jandy: szczęście artystki spełnionej.

Kiedy więc myślę "teatr", przed oczami widzę ją, Krystynę Jandę - dumną, wrażliwą i silną aktorkę, która nie boi się kontrowersyjnych tematów, ukazania widzom ich małości oraz wewnętrznego piękna, podkreślenia, jaka siła i tragizm drzemie w człowieku. Widzę artystkę, której zawdzięczam miłość do sztuki oraz niezliczone teatralne wzruszenia. W końcu dostrzegam w niej człowieka potrafiącego jak rzadko kto o teatrze, życiu, spotykanych na swojej drodze ludziach opowiadać z taką pasją, że świat - zarówno ten rzeczywisty, jak i zbudowany na scenie - staje się czymś wyjątkowym. Zaś w czasach, gdy autorytet jest kimś trudnym do znalezienia, "możemy na nią liczyć,/kiedy niczego nie jesteśmy pewni,/a wszystkiego ciekawi"*. I niezależnie od tego, czy ktoś popiera lub odrzuca wyznawane przez nią poglądy, jedno trzeba Krystynie Jandzie przyznać: wraz z gronem osób stworzyła dwa miejsca - Teatr Polonia oraz Och-Teatr - w których teatralna fikcja sprawia, że jesteśmy bliżej prawdziwych samych siebie.

Autor: 
Aleksandra Gardyjas
Źródło: 

* Szymborska W., Trochę o duszy, w: tejże, Chwila, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, s. 48.

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: