Slash: media to taki wrzód na d***e [WYWIAD]

Reklama

pon., 11/16/2015 - 22:14 -- Administrator

Fot: muzyka.onet.pl

Katarzyna Gawęska, Dziennikarz Onetu

Wygląda na to, że Slash upodobał sobie Polskę na dobre. 20 listopada wystąpi w Łodzi i będzie to jego trzeci koncert w naszym kraju w przeciągu ostatnich trzech lat. W związku z tym legendarny gitarzysta powiedział mi, co takiego sprawia mu trudność w grze na gitarze, jakie ma podejście do narkotyków, które kiedyś stanowiły element jego codzienności i co ceni sobie w swoich kolegach z zespołu oraz w polskich fanach. Nie omieszkał też wyjawić, co wyprowadza go z równowagi. Sprawdźcie sami!

Katarzyna Gawęska: 20 listopada zagrasz w Łodzi. Będzie to twój trzeci koncert w Polsce od trzech lat. Co takiego jest w naszym kraju, że tak często tu wracasz?

Slash: Mamy w Polsce wspaniałych i pełnych pasji fanów. Bardzo intensywnie nas wspierają. Nasi wielbiciele w Polsce zdecydowanie należą do najlepszych na świecie. To oni są powodem, dla którego chcemy wracać. Za każdym razem wprowadzamy drobne zmiany w setliście. Poza tym każdy dzień to nowy dzień. Nasze koncerty nie są zaplanowane, więc każdy z nich jest w pewnym sensie unikalny. Dopiero na wiosnę wejdziemy do studia i zaczniemy prace nad nowym krążkiem.

Zabawne jest to, że patrząc na Mylesa nigdy nie pomyślałabym, że to rockman. Jest miły i skromny, ale kiedy wchodzi na scenę, nie ma wątpliwości, że jest jednym z najlepszych współczesnych wokalistów. Co takiego sprawia, że masz ochotę z nim pracować?

Myślę, że chodzi właśnie o to, co powiedziałaś. Jest świetnym, skromnym człowiekiem, który mocno stąpa po ziemi, więc przebywanie z nim podczas trasy nie stanowi problemu. Jest niezwykle utalentowany - utalentowany jako wokalista, utalentowany jako autor piosenek, utalentowany jako wykonawca. Kiedy tylko się poznaliśmy, coś zaiskrzyło. Między nami jest naturalna chemia.

Brent Fitz współpracował z polskim zespołem Chemia. Na waszym ostatnim koncercie miał na sobie koszulkę tej formacji. Tacy muzycy nie często współpracują z polskimi grupami, co skłoniło mnie do przemyśleń na temat tego, co sprawia, że ty chcesz z kimś pracować?

Na to pytanie nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Zawsze w grę wchodzą inne sytuacje i okoliczności. Zwykle jest tak, że po prostu spotykam się z kimś, kogo szanuję jako artystę, zaczynamy rozmawiać o muzyce, aż w końcu nawiązujemy współpracę. Czasami też ludzie dzwonią do mnie i pytają, czy byłbym zainteresowany nawiązaniem współpracy. Jeśli nie znam tej osoby, to jest szansa, że posłucham jej dokonań muzycznych i zdecyduję, czy chcę się w to angażować, czy nie. Jest wiele różnych scenariuszy, więc nie umiem do końca odpowiedzieć.

Tak było z Hollywood Vampires?

Zadzwonił do mnie Bob Ezrin i zapytał, czy nie miałbym ochoty wziąć udziału w nagraniach. Przyjaźnię się z nim i z Alice'em [Cooperem - przyp. red.], więc z radością się zgodziłem.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że Frank Sidoris zaczął pracować z tobą, gdy miał zaledwie 23 lata. Nie miałeś żadnych obaw związanych z jego wiekiem?

 

Jego wiek nie odgrywał zbyt dużej roli w procesie jego rekrutacji. Jest po prostu dobrym gitarzystą i dobrym człowiekiem. Obecnie odgrywa już bardzo ważną rolę w działalności The Conspirators. Nie przejmowałem się tym, że może nie ma tak dużego doświadczenia jak my, bo od pierwszego dnia widziałem, że jest profesjonalistą.

Jakiś czas temu zagrałeś w legendarnych lokalach na Sunset Strip. Jak się czujesz, kiedy po tylu latach możesz wrócić do miejsc, w których pojawiałeś się jeszcze zanim byłeś znany?

Przede wszystkim koncert, jaki zagraliśmy w The Troubadour, był... Nie jestem w stanie znaleźć słowa, żeby to opisać. To był taki spacer aleją moich wspomnień. Pamiętam mnóstwo rzeczy, jakie wydarzyły się kiedyś w tym lokalu. To właśnie tam było jak dla mnie najbardziej sentymentalnie. To jest super - podczas prób dźwiękowych do takich koncertów człowiek przypomina sobie wiele różnych rzeczy, które na co dzień odchodzą w niepamięć, ale podczas samego show to już nie ma znaczenia. W czasie gry o niczym się nie myśli.

Wiesz, jak to jest tworzyć muzykę, będąc uzależnionym od narkotyków, wiesz też, jak to jest, kiedy jesteś czysty. Niektórzy twierdzą, że The Beatles nie byliby tak wielcy, gdyby nie narkotyki. To rzeczywiście ma wpływ na twórczość?

Nie żałuję tego, co robiłem w przeszłości, nawet tego, że brałem narkotyki, ale nigdy nie chciałem być artystą, który musi być pod wpływem chemikaliów czy alkoholu, żeby odczuwać inspirację. Kiedy przestałem pić alkohol, brać heroinę i całą resztę, byłem zaskoczony tym, jak rzucenie nałogu, a nie jego kontynuowanie, było dla mnie pobudzające jeśli chodzi o twórczość. Cały ten czas i energię, które kiedyś poświęcałem na odurzanie się różnymi środkami zacząłem przeznaczać na pisanie piosenek i tego typu zajęcia. Myślę jednak, że to, o czym wspomniałaś to prawda. Dorastałem w otoczeniu wielu ludzi, którzy potrafili się czymś zainspirować tylko wtedy, kiedy ćpali. Na szczęście nie zaliczam się do tej grupy osób [śmiech].

Czy mimo twojego statusu ikony i legendarnego gitarzysty dalej istnieją dla ciebie jakieś wyzwania, jeśli chodzi o grę na gitarze?

O tak! Gra na gitarze to niekończąca się podróż. To zabawne, bo nawet dzisiaj o tym myślałem! Nadal nie potrafię zagrać na gitarze wielu rzeczy, które chciałbym zagrać, więc jak na razie cały czas nad tym pracuję. To właśnie o to chodzi - trzeba bez przerwy ćwiczyć, bo według mnie nikt nigdy nie będzie w stanie całkowicie opanować gry na jakimkolwiek instrumencie.

W tym roku media bardzo interesowały się twoim życiem prywatnym. Czy po tylu latach w show-biznesie nadal rusza cię to, że jesteś obiektem zainteresowania mediów?

Powiedziałbym, że to taki wrzód na d***e. Im dłużej zajmuję się tym, czym się zajmuję, tym bardziej w pewnym sensie się do tego przyzwyczajam, ale czasami wciąż mnie to denerwuje.

Co nie powstrzymało cię przed napisaniem książki o swoim życiu. Powstanie kolejna część?

[Śmiech] Nie chciałem napisać tej książki, ale pojawiły się pewne okoliczności, przez które ostatecznie to zrobiłem. Nie planuję jednak napisać kolejnej części, przynajmniej nie teraz.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki! Pozdrawiam moich polskich fanów. Nie mogę się doczekać listopadowego koncertu, z którym wiążemy kilka planów. Do zobaczenia na miejscu.

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama