Krakowski Unsound Festival to ewenement na skalę Europy.

Reklama

pon., 10/24/2016 - 11:46 -- koscielniakk

Przepis na wielki komercyjny sukces? Stworzenie festiwalu, który jest totalnym zaprzeczeniem komercji. Taka idea od lat przyświeca organizatorom festiwalu muzyki niezależnej Unsound. I świetnie na tym wychodzą.

W Krakowie trwa właśnie Unsound Festival – dziewięciodniowa impreza, poświęcona sztuce i muzyce niezależnej. To jedyne wydarzenie w naszym kraju, które co roku zmienia swoją formułę, muzycy grają niezapowiedziane występy, a bilety wyprzedają się na kilka miesięcy przed rozpoczęciem imprezy. Organizatorzy radzą sobie bez dotacji od Ministerstwa Kultury, a sponsorzy muszą spełnić ich wymagania, by zostać oficjalnym partnerem. Oto, jak niszowa impreza zamieniła się w jedno z najważniejszych wydarzeń na mapie Polski.

Pierwsze edycje Unsound zostały zorganizowane przez Mata Schulza – Australijczyka, który przyjechał do Europy kilkanaście lat temu. Początkowo chciał zamieszkać w czeskiej Pradze, jednak pokochał Kraków i to dawna stolica Polski została jego nowym domem. Już w swoim rodzinnym kraju miał styczność z niezależną sceną, postanowił zatem przenieść swoje doświadczenia nad Wisłę. Chociaż pierwsze kilka edycji, które trwały 2-3 dni, uszczuplały jego finanse, miał dostatecznie dużo zapału, by się tym nie zniechęcać.

Wysiłek się opłacił, ale pomogła również istotna zmiana: od 2010 roku każda edycja Unsound podejmuje pewien konkretny, poruszający temat. Zeszłoroczna była przełomem pod kątem organizacyjnym. Motywem przewodnim była niespodzianka. W ramach zaskakiwania uczestników nie zdradzono tożsamości części muzyków – z całego line-up'u była to aż jedna trzecia występujących. Pozostałych nie ogłoszono od razu – zainteresowani poznawali skład wydarzenia stopniowo.

 

Guerilla gig na wieży mariackiej

Mało tego, pojawiali się anonimowi goście, którzy grali niespodziewane koncerty, tak zwane guerilla gig. Krótkie, półgodzinne występy na balkonie Kopalni Soli w Wieliczce czy wieży mariackiej rozgrzewały Twittera, ale organizatorzy nie puszczali pary z ust nawet po zakończonych koncertach. Przypadkowi przechodnie i fani, polujący na artystów, których występ miały potwierdzać plotki i przecieki w mediach społecznościowych, mieli po prostu szczęście znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. I trafili (potencjalnie) na koncert którejś z legend muzyki elektronicznej, jak Burial.

Czy taka forma, kiedy kupuje się kota w worku – do którego i tak nie da się zajrzeć do końca – się sprawdziła? Tak. Bilety na zeszłoroczną edycję wyprzedały się w 10 minut. Do Krakowa przyjechało prawie 25 tysięcy osób, z czego połowa z Niemiec, Włoch czy Wielkiej Brytanii. 

W tym roku podtytułem festiwalu jest „Dislocation” (przeniesienie) i odnosi się do kryzysu migracyjnego. Karnety tygodniowe, kosztujące 380 złotych, zostały wyprzedane i są dostępne tylko bilety na pojedyncze wydarzenia. Łukasz Warna-Wiesławski z biura festiwalowego w rozmowie z INN:Poland wyjaśnia, jaki jest klucz doboru kilkuosobowej ekipy, która przygotowuje Unsound przez cały rok. 

Zawsze staramy się szukać spoiwa między artystami, którzy zostają zaproszeni. W tym roku łączymy muzyków ze Wschodu, którzy są kompletnie ignorowani na rynku muzycznym, z popularniejszymi twórcami z Zachodu. Będziemy gościć grupy z Duszanbe, Biszkeku, Władywostoku czy Batumi – podkreśla.

Zdaniem Wiesławskiego, takie połączenie jest korzystne dla obu stron: widzowie mają szansę zobaczyć znanych w niezalu [muzyka niezależna – przyp. red] polskich i zagranicznych twórców. 
Dość wymienić między innymi jazzmana i multiinstrumentalistę Wacława Zimpla, nagrodzonego Paszportem Polityki projekt Kuby Ziołka, „Stara Rzeka”, czy eksperymentalną grupę hip-hopową Death Grips z amerykańskiego Sacramento. To uznane marki w muzycznym podziemiu, które coraz częściej przebijają się do mainstreamu, mogą zatem przyciągnąć szerszą publikę. 

Połączenie ich z grupami z kompletnie egzotycznych dla europejskiego widza miejsc na mapie świata ma pokazać, że rynek muzyczny nie kręci się tylko wokół Stanów czy Wielkiej Brytanii. 

Popyt na taką muzykę spowodował kolejną ważną decyzję ze strony organizatorów: otwarcie klubu 89 w podziemiach dawnego hotelu Forum. Niegdyś był jednym z najnowocześniejszych budynków w Krakowie, w 2002 roku został jednak zamknięty z powodu rzekomego nasiąkania fundamentów przez płynącą obok Wisłę. Od 2013 roku znowu jest obecny na mapie miasta dzięki działającej klubokawiarni, a 89 ma zostać nową europejską mekką muzyki techno. Tak na początku lat 90. bawili się pierwsi w wolnej Polsce klubowi bywalcy.

– Nazwa pochodzi od roku założenia hotelu i jest hołdem dla jego architektury – tłumaczy Wiesławski. – Uznaliśmy, że jego wystrój jest tak charakterystyczny, że warto kontynuować wizję projektanta. Nic nie zostanie w nim zmienione – pozostanie dywan na suficie i oświetlenie, które jest niespotykane nigdzie indziej. To coś kompletnie unikalnego – dodaje.

Sprawami organizacyjnymi zajmie się organizacja Forum Przestrzenie, natomiast ekipa Unsound będzie zapraszać muzyków przez cały rok, zapewniając stolicy Małopolski ciągły kontakt z najciekawszymi artystami scen niezależnych. Chętnych nie zabraknie, wnioskując po frekwencji na festiwalu.

Unsound Festival drugi raz z rzędu jest organizowany bez dotacji z Ministerstwa Kultury, ale z pomocą dotacji od władz miasta. Obecni są również sponsorzy, tacy jak whiskey Bulleit czy hotel Stradonia. Próżno jednak szukać scen, których nazwy pochodzą od marek, który były skłonne dofinansować Unsound. 

Dlaczego? Bo tego oczekuje publika, która jest zmęczona tym, że coraz częściej wydarzenia muzyczne wyglądają jak wielki folder reklamowy. To jest właśnie główna siła festiwalu – inność. Ona sama ściąga tak dużą liczbę zainteresowanych, że organizatorzy Unsound nie muszą szukać sponsorów, ale mają komfort wyboru, jeśli chodzi o współpracę. 

– Przede wszystkim trzeba się wyróżnić. Większość festiwali sprowadza artystów, którzy już są popularni. A my mamy sieć współpracowników w Berlinie, Nowym Jorku czy Londynie, którzy śledzą nowe sceny – mówi Wiesławski. – Zapraszamy takie nazwiska, które dopiero będą znane. Publiczność, zwłaszcza zagraniczna, przyjeżdża do nas, bo wie, że usłyszy coś, co będzie dopiero na topie – dodaje

Rozwojowi wydarzeń nie przeszkadzają nawet protesty pewnych grup. W zeszłym roku brytyjska grupa Current 93 miała zagrać swój koncert w kościele Św. Katarzyny. Grupa została oskarżona przez jednego z blogerów o propagowanie satanizmu, a kuria zabroniła muzykom wstępu na teren świątyni. 

Zarzuty były bezpodstawne, duchowni jednak zdania nie zmienili. Koncert przeniesiono do innego obiektu, jednak niesmak pozostał. Na szczęście władze miasta Krakowa wiedzą, że ta inicjatywa to jeden ważniejszych punktów w kalendarzu imprez – nie tylko polskich, ale europejskich koneserów niszowej muzyki.

Grzegorz Burtan

Źródło: http://innpoland.pl/130407,nie-zagra-tam-rihanna-a-bilety-i-tak-rozchodza-sie-w-kilka-minut-krakowski-unsound-przyciaga-widzow-z-calej-europy

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama