Laureat Oscara Jan A.P. Kaczmarek: Ameryka nauczyła mnie, że niemożliwe jest możliwe

Reklama

wt., 02/28/2017 - 19:03 -- koscielniakk

W Polsce milioner, który zamknął deal na kolejne sto milionów złotych, na pytanie o to, jak poszło, potrafi powiedzieć: ''no nie, ciężko jest''. Amerykanie narzucili sobie dyscyplinę nienarzekania - mówi słynny polski kompozytor Jan A.P. Kaczmarek. W sobotę w Gdyni prapremiera jego ''EMIGRY - Symfonii bez końca''. O emigracji.

Czego nauczyła pana - emigranta - Ameryka?

- Tego, że niemożliwe jest możliwe. Że co ma wisieć, nie utonie. I że wiara czyni cuda. A mówiąc prozą, nauczyła mnie też dyscypliny i rozumienia świata.

Łatwo było zacząć myśleć w ten sposób?

- Opowiem pani, jak to było, bo pamiętam doskonale, co czułem, gdy w 1989 roku przyjechałem do Ameryki. Wtedy raziła mnie ta - jak mi się wtedy wydawało - bezmyślna chęć do pozytywnej reakcji. Pyta pani "How are you?" i słyszy "great", "fine". Widzi pani Amerykanina, który stoi w oknie, za chwilę popełni samobójstwo, ale gdy go pani przed skokiem zdąży zapytać "Jak się masz, Bobby?", odpowie: "świetnie"! Myślałem - co to za kpina.

Dopiero potem zrozumiałem, a zajęło mi to sporo czasu, że to magiczny sposób organizowania się amerykańskiego społeczeństwa. Że to element ich sukcesu. To społeczeństwo narzuciło sobie dyscyplinę nienarzekania. I nawet jak jest ze mną kiepsko, to nie pozwalam sobie, by tą kiepskością zarażać innych, nie mówię: "stary, jest fatalnie". Z kolei w Polsce nawet milioner, który właśnie zamknął deal na kolejne sto milionów złotych, na pytanie o to, jak poszło potrafi powiedzieć: "no nie, ciężko jest".

Dlaczego?

- Ktoś, kto odnosi sukces w Polsce, chce być uprzejmy dla pytającego. A ta uprzejmość polega na pomniejszaniu własnego sukcesu. Jak ktoś powie: "Stary, wiedzie mi się fantastycznie, odniosłem wielki sukces", to Polak popatrzy na niego i powie: "Jaka pusta osobowość, jaki arogancki". To refleksja mało wyrafinowana, ale tak to jest. Ale wie pani, w Polsce się to zmienia. Młode pokolenie nie ma już w sobie tego narzekania, w tym sensie jest bardziej amerykańskie. I to jest bardzo dobre dla organizacji "stada".

Ale jak tu dzisiaj nie narzekać.

- Wiem o czym pani mówi. Z każdego otworu leje się brudna woda.

I w dodatku zimna.

- Myślę, że to kwestia pewnej higieny. Musimy być krytyczni wobec tego, co się dzieje wokół. Jeżeli mnie pani zapyta, jak ja widzę świat i prezydenturę Donalda Trumpa, to przecież nie powiem, że w różowych barwach. Co innego, gdybyśmy się na przykład przypadkowo spotkali się w kwiaciarni. Wtedy nie będę pani serwował narzekań, tylko powiem po amerykańsku: "Jak wspaniale, co za piękne kwiaty!". W ogóle nie będę trącał tych wszystkich nieszczęść, które absorbowałem godzinę wcześniej.

Jednak trąćmy. Choćby niektóre spektakularne decyzje Trumpa.

- Cóż, Donald Trump pobił wszelkie rekordy braku rozwagi i arogancji, a jest prezydentem raptem od kilku tygodni. Wyobraża pani sobie, co będzie dalej?

Jest pan przerażony?

- Tak, ale ponieważ rozmawiam z panią w tej chwili w Warszawie, odległość od Stanów osłabia moje przerażenie. Niezmiennie jestem jednak przerażony w sensie głębszym, że dla tego świata nie ma już ratunku. Przed laty pisałem na zamówienie Uniwersytetu Jagiellońskiego utwór operowy "Universa", który wykonywaliśmy na rynku w Krakowie. Była w nim teza, że być może katastrofa jest jedynym ratunkiem dla naszej cywilizacji. Bo bez wstrząsu się nie obudzimy. Myślę, że Trump jest takim katalizatorem katastrofy. To początek wstrząsu, z którego świat wyjdzie inny, przejdzie potężną transformację.

Zagrożeniem dla demokracji w globalnym wymiarze jest bezprecedensowa supremacja globalnego kapitału finansowego. Oddanie władzy korporacjom gigantom sprawiło, że my, obywatele, także w Europie, nie jesteśmy już suwerenni w takim sensie, w jakim byliśmy. Kiedy studiowałem prawo na UAM w Poznaniu, ocena rzeczywistości była prosta - demokratyczne państwo jest reprezentantem obywatela i kiedy np. bank jest wobec niego bezwzględny, obcina mu się głowę i sprawa jest zamknięta. W tej chwili wielki bank obcina głowę państwu. I póki to się nie zmieni, nie widzę przyszłości dla demokracji.

W Polsce również?

- Uważam, że dojście PiS-u do władzy było nieuniknione przez ślepotę poprzedniej ekipy rządzącej. Te wszystkie najważniejsze zmiany, chociażby program 500+, powinny być przeprowadzone znacznie wcześniej. Chodzi o to, żeby elity dostrzegły problemy zwykłych ludzi. Doktryna prywatyzacji wszystkiego co się rusza, czyli neoliberalizm w ekonomii, zatruł nasz świat. W polskiej transformacji nie mogliśmy wynegocjować lepszych warunków. Do stołu z jednej strony usiedli ubrani w Pradzie wybitni negocjatorzy, a z naszej zakochani w Miltonie Friedmanie ambitni pół-amatorzy. Dziś próbuje się to korygować, np. repolonizując banki. Pytanie czy nie jest za późno.

A w Stanach do władzy doszedł Trump. Czemu tak się stało?

- Upraszczając, Ameryce zdarzyły się dwa nieszczęścia. Pierwsze to upadek Związku Radzieckiego. Raj, który panował w Ameryce do tego momentu, był w części spowodowany strachem przed szerzeniem się komuny. Od Reagana zaczyna się powolny schyłek tamtej ery. Zwycięstwo z komunizmem sprawiło, że nie było się czego bać i powoli zaczęto odcinać klasie średniej przywileje. Wcześniej było tak, że mąż pracował, żona nie musiała. Była stabilna praca, domek, zielona trawa, dwa samochody i wakacje. Teraz pozornie wszystko wygląda tak samo - jest domek, samochody, trawa bywa zielona, ale najczęściej pracują już oboje i to na dwa etaty, a w dodatku są zadłużeni po dach i nie mają czasu dla dzieci. To głęboki poziom destrukcji społeczeństwa niedostrzegalny gołym okiem.
Wszyscy, którzy nie byli na szczycie, boleśnie zaczęli odczuwać różnicę. Mam na myśli ludzi, którzy przez lata mieli w sobie gigantyczny optymizm. I ufność, że lepsze życie jest dostępne, tylko trzeba wytrzymać chwilowy dyskomfort. Ta wiara się skończyła. Ci ludzie nie rozumieją spekulacji na Wall Street, ale instynktownie wiedzą, że zostali oszukani. I z tymi emocjami zagłosowali na Trumpa, bo on jest dla nich nosicielem idei środkowego palca, który chcą pokazać elitom. Demontaż realnej ekonomii na korzyść spekulacji, uosabianej przez Wall Street, jest tym drugim nieszczęściem.

Jakie refleksje towarzyszą panu, gdy wraca pan ze Stanów do Polski?

- Spędzam w Polsce pięć miesięcy w roku. To przemieszczanie się dobrze mi robi, mogę spojrzeć na nią z zewnątrz, zyskuję inną perspektywę.
Nie zgadzam się z opiniami, że to my zatruwamy atmosferę w Europie. Szczęście czy nie, nasza pozycja jest na to zbyt słaba. Polska nie jest pierwszoplanowym aktorem na światowej scenie politycznej. Jest ambitnym uczestnikiem z ograniczonym wpływem na bieg wydarzeń, który poniesie negatywne konsekwencje zachodzących zmian. Za Trumpem pójdą te europejskie ruchy społeczne, których się boimy, bo ich programy są niebezpieczne.
Demokracja liberalna kończy się na naszych oczach. Trump to siła nieporównywalna z niczym. Jeśli nie wykolei go trwający konflikt z CIA, to ta energia umieszczona na czele imperium jest nie do zatrzymania.

A co z Polską?

Jesteśmy też skłóceni wewnętrznie, przeciętni ekonomicznie i prawie bezbronni militarnie. Za chwilę okaże się, że stoimy goli na mrozie, bo Unia Europejska się sypie, bo polski kapitał nie może konkurować z kapitałem światowym.
Wie pani, ja jestem patriotą. Poza tym, jak się jest tak długo poza Polską, to się nabiera szczególnej wrażliwości na dobre imię kraju. Katastrofa smoleńska też była dla mnie potworną tragedią. Czułem się, jakby mi ktoś wyrwał coś ze środka, miałem poczucie, że jesteśmy bardzo słabi, skoro mogło nam się to przydarzyć. Budujmy mądrze silne państwo!

Jan A. P. Kaczmarek. Kompozytor, autor muzyki do ponad 50 filmów długometrażowych i dokumentalnych, oraz polskich i amerykańskich spektakli teatralnych. Laureat Oscara (2005) za muzykę do filmu Marzyciel (2004). Dyrektor i twórca Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki Transatlantyk w Łodzi. 25 lutego w Muzeum Emigracji w Gdyni odbędzie się uroczysta prapremiera jego najnowszej kompozycji - "EMIGRA - Symfonia bez końca".

Autor: 
Angelika Swoboda

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama