Czy komiksowi bohaterowie nadal są wiarygodni?

Reklama

Wojowniczki paradujące jakby nigdy nic w obcisłych kostiumach, które ledwo zakrywają ich wdzięki, herosi o nabrzmiałych, połyskujących muskułach… Nie trudno jest oskarżyć komiksy, że są tubą propagandową reakcjonizmu, sięgającą do wybujałej wyobraźni 13-latka, lecz ta myśl jest równie głęboka jak opinia, że filmy francuskie są nudne i wynikają z narodowego narcyzmu.

Oczywiście, komiks jest trochę reakcyjny, nie można jednak zaprzeczyć, że jest on również nośnikiem postępu społecznego. Ten nowy środek wyrazu powołany został do życia w latach 30. przez garstkę imigrantów, uciekających przed rozlewającą się po Europie falą przemocy. Shuster i Siegel, ojcowie Supermana, zwykli mówić, że stworzony przez nich bohater jest ich dokładnym przeciwieństwem – oto postać zdolna obronić wartości postępu, gdy oni, zwykli śmiertelnicy, przegrywali ze swoimi ograniczeniami. W latach 60. rewolucja Marvela postulowała zwrócenie się superbohatera w kierunku problemów ówczesnego społeczeństwa. O ile mutanty w X-Manie, są jedynie zakamuflowanym odbiciem uprzedzeń i problemów rasowych w czasie trwania walki o prawa obywatelskie, to w God Loves, Man Kills Chrisa Claremonta problemy te zobrazowane zostały w bardziej bezpośredni sposób. Fakt, że czarny superbohater Black Panther, narodził się w 1962 roku, nie był przypadkowy.

Choć DC Comics, uważane jest za ciut mniej postępowe niż Marvel, nie złożył on jednak broni. Widoczne jest to zwłaszcza w serii Green Arrow&Green Lantern, gdzie ten pierwszy postanawia ukazać drugiemu zwyrodniałe oblicze Ameryki lat 70. - gentryfikacja i idąca za nią segregacja ludności dużych miast, środowiska spustoszone przez wielkie korporacje, prześladowania mniejszości, heroina. Zjawiska przedstawione są bez cienia ojcowskiego moralizatorstwa. Po latach 90. (okresie mroku i zacofania), problemy społeczne oraz kwestie płci, nadal są obecne na kartach komiksów. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że w kwestii równouprawnienia kobiet, mogą one pójść o krok dalej niż kino.

Tym jednak, co jest godne ubolewania, to niedorzeczny marketing, wdrożony przez Marvela i DC Comics, w odniesieniu do tych kwestii. Skąd pomysł, żeby małżeństwo X-Mana (który okazuje się być homoseksualistą) z jednym z jego kolegów, traktować jako akt niebywałej odwagi? Zostało to ochoczo podchwycone przez niektóre poczytne media, które nie omieszkały przedstawić tych „wydarzeń” w sposób iście brukowy. Tak, Spiderman jest mulatem. (A to ci dopiero, prawda?) Tak, Thor jest aktualnie kobietą (za to jej brat – Loki - był nią, zanim stał się mężczyzną), a Miss Marvel to młoda muzułmanka. Ale czy seria jest naprawdę dobra? DC Comics wykazał się jeszcze większą niezgrabnością, kiedy oświadczył tajemniczo, że jeden z bohaterów zdradzi wkrótce swój homoseksualizm.

Sprawy przyjmują jeszcze bardziej kłopotliwy obrót, kiedy wydawcy DC Comics wywracają do góry nogami Batwoman J.H. Williamsa, serię dla bardzo dorosłych dzieci, o silnej, pomysłowej i ekscytującej kobiecie, która okazuje się być lesbijką. Twórcy kreślą relacje między Kate Kane i jej przyjaciółką z dużym taktem oraz bez zbytniego przegadania. Nie przeszkadza to jednak wydawcom w obstawaniu przy ślubie głównych bohaterek. Oczywiście, nie po to, żeby wywołać szum medialny, ale dlatego, że dobrze komponuje się to z ich historią. DC Comics przeciwstawia się temu. Oficjalnie, nie miało to żadnego związku z toczącą się w Stanach Zjednoczonych debatą, na temat legalizacji małżeństw homoseksualnych. Autorzy woleli schować głowę w piasek. Czyżby twórcy, znużeni szefostwem, szukali spokojnego azylu? Image Comics, wydawnictwo niezależne, stworzone przez i dla twórców, jest oczywiście bardziej postępowe.

Zdjęcie: Marvel 2014
Autor: Marius Chapuis
Tłumaczenie: Anna Tomoń

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz:

Reklama