Zastanowienie

Z ulic naszych miast zniknęły rynki
Na których papier śniadaniowy
próbował zachwycić piruetem:
Jesteśmy w Kontynencie
Razem z nim
na szczudłach reklamy wszedł supermarket
i drogie sklepy z lustrami wyszczuplającymi

Zamiast dźwięków wschodniej mowy
Scyzoryków lub lornetek nie zupełnie przybliżających
Mamy nasze stragany z osobowością:
Oddalające lunety
(efekt patrzenia na odwrót)
Przez które pozwalamy podglądać siebie
Gdy podśpiewujemy na oczach wszystkich
że tak albo inaczej

Ale mają rację ci, którzy twierdzą,
Że tamte targowiska nie zniknęły zupełnie
Na niteczce skojarzeń
nadal nawijają się na nie arcyambitne projekty
Cofniętych rzek ludzkości.

Myślę, że nasz honor ratuje
mężczyzna ze zmierzwioną czupryną
(widziałem go niedawno przed wielobranżowym sklepem)
Który na polowym łóżku wyłożył książki o teologii
I tak głęboko zaczytał się w jednej
Że zapomniał
o fałszywym uśmiechu
Którym teoretycznie już wolno
zachęcać przechodnia

Około piętnastej
zebrał swoje książki i poszedł do domu
Przez resztę dnia sercem dotykał ich stronic

Około piętnastej
Klęknąłem przed obrazem zawieszonym
Na ścianie w mojej sypialni
I prosiłem za nas, i prosiłem za siebie
Żeby nam dane było
Nie myśleć że cali jesteśmy

z klocków, które zawsze wolno
ułożyć inaczej.

Piotr Grzymałowski

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: