Rozmowy (nie)zwykłe.

Wywiad przeprowadziła Marianna Ruks

Dla niektórych ludzi, kto wie, czy nie dla większości z nich, artysta jest dziwnym tworem; jakąś niezrozumiałą hybrydą; błądzącym w chmurach marzycielem, który nie ma kontaktu z rzeczywistością. Może i tak jest, a może to tylko przestarzały stereotyp, który właśnie z rzeczywistością nie ma nic wspólnego. Każdy ma na ten temat własne zdanie, ale jedno jest pewne – artysta to osoba, która jednak w jakiś sposób odróżnia się od reszty społeczeństwa. Kim w takim razie jest artysta i co czyni go tak wyjątkowym? I czy artyści – w dobie rozwoju nauki i technologii – są w ogóle nam potrzebni? O artystach i poezji rozmawiać będę z poetką, członkinią Związku Literatów Polskich, od lat związaną z ziemią obornicką, emerytowaną już nauczycielką, Marią Kogut.

Co, Pani zdaniem, oprócz talentu odróżnia artystę od zwyczajnego człowieka? W czym tkwi fenomen artystycznej duszy?

Myślę, że ogromna wrażliwość, szczególne spojrzenie na świat, na człowieka, preferowanie innych wartości niż konsumpcjonizm, wychwytywanie tego, co niewidoczne dla przeciętnych ludzi, zdolność przekazywania również tego, co rodzi się z wyobraźni i podświadomości.

Czy w dzisiejszych czasach, w dobie konsumpcjonizmu, nauki, techniki i pogoni za karierą artyści są jeszcze potrzebni? I co dają dzisiejszemu światu?

Nie wyobrażam sobie świata bez twórców muzyki, rzeźby, poezji i innych dziedzin kultury; bez ich dzieł, które uwrażliwiają człowieka, wzbogacają go, dają wzruszające przeżycia. Człowiek od zawsze otaczał się pięknymi przedmiotami, słuchał muzyki, oglądał obrazy.

A więc potrzebni są artyści i ich dzieła, żeby pokazać ludziom inny świat, daleki od konsumpcjonizmu. Na spotkaniach autorskich często zapraszam uczestników w ‘krainę łagodności’, żeby się wyciszyć, przeżyć chwile wzruszeń, odkryć to, co nieznane.

Jest w Pani jakaś kapryśność, która wynika z bycia artystą? Coś, czego normalny człowiek nie zrozumie?

Raczej nie, przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo. Trzeba by spytać o to innych.

Kiedy zaczęła Pani pisać swoje pierwsze wiersze?

Pierwsze rymowanki układałam w szkole podstawowej. To była taka zabawa słowami. W liceum, w Rogoźnie, moimi wierszami zainteresował się prof. Aleksander Batura, poeta białoruski. To on udzielił mi pierwszych wskazówek dotyczących warsztatu literackiego.

Pisanie było wewnętrznym przymusem, imperatywem?

Zawsze chciałam pokazać innym świat widziany moimi oczami.

Tworzenie poezji daje wewnętrzne ukojenie, satysfakcję, ale w pewnym momencie to wewnętrzne zadowolenie przestaje wystarczać. Pojawia się pragnienie, by swoją twórczością podzielić się ze światem. W końcu nie pisze się tylko dla siebie. Zaczęła Pani szukać sposobu, aby opublikować swoją poezję. Jak ta droga wyglądała? Było trudno?

Bardzo. Byłam sama, daleko od środowisk literackich. Wysyłałam wiersze do redakcji prasy codziennej, czasopism literackich, na konkursy poetyckie. Najczęściej wracały z recenzją, że trzeba jeszcze popracować nad formą, stylistyką, własną poetyką. Efekty pojawiły się kiedy przystąpiłam do Nauczycielskiego Klubu Literackiego w Poznaniu i Koła Literackiego przy NTSK (Nadnoteckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne) w Pile. Spotykaliśmy się z uznanymi poetami, krytykami, redaktorami czasopism. Poddawaliśmy się również krytyce koleżeńskiej. Pojawiły się publikacje w Gazecie Poznańskiej, Głosie Wielkopolskim, Ziemi Nadnoteckiej, Tygodniku Pilskim, Radarze, Miesięczniku Literackim, w almanachach pilskich, poznańskich i ogólnokrajowych.

W swoim dorobku ma już Pani cztery wydane tomiki poezji. Proszę coś o każdym opowiedzieć. Czy są to zbiory różnych wierszy, czy może każdy tomik poświęcony jest innej tematyce; posiada inny motyw przewodni?

Pierwszy tomik ,,Pochwycić ptaka”, wydany przez Nadnoteckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Pile, ukazał się w 1983 roku. Znalazły się tu wiersze, które wcześniej zdobyły uznanie krytyki i były drukowane w prasie lub w almanachach, zdobywały nagrody i wyróżnienia w konkursach poetyckich. Następny tomik zatytułowany ,,W sieci krajobrazów” (2003 r.) zawiera wiersze ukazujące krajobrazy dzieciństwa, przyrody i duszy kobiecej . W ,,Przenikaniu” (2008 r.) świat realny zazębia się ze światem baśniowym i wspaniale się uzupełniają. Najlepiej ujęła to poznańska poetka i krytyk, p. Teresa Januchta, w recenzji ,,Gobelin tkany nocą”. W 2014 roku ukazał się czwarty zbiorek wierszy pod tytułem ,,Między kroplami deszczu”. Tytuł sugeruje, że między kroplami deszczu wiele może się zdarzyć.

Jak w Pani przypadku wygląda akt twórczy? Tworzy Pani bez przerwy, jak rzemieślnik, czy jednak czeka Pani na natchnienie, na odpowiedni czas, aż napełni się Pani emocjami, spostrzeżeniami, którym trzeba dać ujście?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najczęściej wiersz pojawia się nagle, pod wpływem impulsu, a impulsem mogą być różnorakie przeżycia, uroki pejzażu, fraza wypowiedzi, obraz ujrzany w filmie itp.

Z czego czerpie Pani inspirację?

Uważny czytelnik moich wierszy natychmiast spostrzeże, że inspirują mnie krajobrazy przyrody, wspomnienia z mitologicznej Arkadii, jaką jest dzieciństwo, rzeźby mojego męża, Mieczysława, obrazy z codziennego życia, biologia kobiety.

Kto pierwszy docenił Pani twórczość, gdy już zaczęła się Pani starać o publikację wierszy?

Pierwsze liryki docenił p. Jan Arski, redaktor Ziemi Nadnoteckiej, który umieścił dwa moje wiersze na łamach tego czasopisma w 1977 r. Dodało mi to skrzydeł. Dotyczy to również publikacji trzech wierszy w Miesięczniku Literackim, czy wspaniałej dedykacji tygodnika Nad Wartą: Tak jak w wierszu ,,Kobiety na wiosnę” topnieją pod spojrzeniami mężczyzn, tak zespół tygodnika Nad Wartą uległ urokowi Pani poetyckich strof. Na dowód tego, przyznajemy Pani Nagrodę Specjalną w postaci albumu malarstwa Stanisława Wyspiańskiego. Takie słowa podbudowują, są bardzo potrzebne każdemu początkującemu poecie.

Były słowa krytyki? Jak Pani sobie z nimi radziła?

Były. Bolały, ale pobudzały do jeszcze większej pracy nad słowem, nad tworzeniem nowego obrazu. Ale było też tak, że ten sam wiersz, oceniony negatywnie przez jednego z krytyków, znalazł się na łamach Miesięcznika Literackiego. Posłużę się słowami mojego ulubionego poety, księdza Jana Twardowskiego: Czasem razi, jeśli krytyk wznosi się ponad autora i popisuje się swoją wiedzą. Często zbyt obfitą jak na omawiany tekst. Myślę, że tak było i w tym przypadku.

A chwile załamania? Doświadczała ich Pani?

Takie negatywne oceny zasiały zwątpienie, spowodowały, że przez wiele lat pisałam ‘do szuflady’. Dopiero interwencja męża, jego perswazja i energia doprowadziły do wydania kolejnego tomiku i kontynuowania działalności edytorskiej.

Jest Pani członkiem Związku Literatów Polskich. Wiem, że nie każdy może dostąpić tego zaszczytu by znaleźć się w ich gronie. Jak się to Pani udało?

O tym, że mogę starać się o przyjęcie w poczet członków Związku Literatów Polskich dowiedziałam się przypadkiem. Oprócz podania, na adres Oddziału ZLP w Poznaniu, wysłałam trzy tomiki wierszy, recenzje, a w biogramie wykaz innych moich publikacji, wystąpień, nagród itp. Po weryfikacji w Oddziale w Poznaniu zgłoszono moją kandydaturę do Komisji Kwalifikacyjnej Zarządu Głównego ZLP w Warszawie i stamtąd otrzymałam wspaniały werdykt o przyjęciu do ZLP.

Ma Pani na swoim koncie sukcesy m.in. tłumaczenie wierszy na język angielski do almanachu wydanego w Hongkongu oraz wyróżnienie w „13 Concours Litteraire International du Cepal” w Thionville we Francji.

Udział w tych projektach zaproponowała mi poetka Bogumiła Janicka, związana z Klubem Literackim „Dąbrówka” w Poznaniu. Ona też była tłumaczką moich wierszy na język angielski i francuski. W ,,Word Poetry Yearbook”, czyli w międzynarodowym almanachu poetyckim wydanym w Hongkongu, moje wiersze znalazły się dwukrotnie – w 2014 i 2015 roku. Natomiast w międzynarodowym konkursie literackim w Thionville (Concours Litteraire International du Cepal) w 2011 roku zdobyłam wyróżnienie, a w bieżącym roku Nagrodę Chagalla, tym razem za tomik wierszy.

Jak określiłaby Pani, scharakteryzowała swoją twórczość? Można ją jakoś sklasyfikować?

Moim zdaniem to liryka, czysta, ciepła, pełna wrażliwości na piękno przyrody i otwarcia na drugiego człowieka. Wg recenzentki, p. Teresy Januchty: Wiersze Marii Kogut zawierają to, co dla liryki najcenniejsze: ciepło, delikatność, trafną, kunsztowną metaforykę, intuicję poetycką i ekwilibrystyczną wręcz umiejętność operowania rekwizytami podsuwanymi przez naturę („W modlitwie traw”). Nie uciekam też od wątków egzystencjalnych: przemijania, starzenia się, ale podchodzę do tego ze sporą dawką autoironii.

Nie tylko Pani jest artystką, Pani mąż również tworzy, lecz w innej dziedzinie…

Każde z nas rozwija swoje pasje. Ja piszę wiersze, wydaję tomiki, jeżdżę na spotkania z czytelnikami. Mąż zajmuje się rzeźbą nieprofesjonalną. Rzeźbi świątki ludowe, dziady kominkowe, chłopskich grajków. Maluje na deskach anioły, motywy kwiatowe i inne. Jego prace były inspiracją do wierszy: „Spowiedź w drewnie”, „Świątek”, „Godzina aniołów”, „Rzeźbiarz”.

Plany na przyszłość? Oczywiście związane z pisaniem. Czy gromadzi już Pani materiał na następny tomik?

Nie myślę w takich kategoriach, że muszę coś wydać. Po prostu piszę wiersze, zbieram, a kiedy będzie odpowiednia ilość, spróbuję wydać następny tomik.

Uważa się Pani za osobę spełnioną literacko?

Raczej nie, bo zawsze mogłoby być więcej dobrych wierszy, więcej wydanych tomików, więcej spotkań z czytelnikami.

Tak już zupełnie na koniec w ramach podsumowania – trudno żyć z artystą?

Nie czuję się artystką. Na co dzień jestem kobietą, która czasem pisze wiersze.

***

Mówi się, że poeci mają trudniej niż pisarze. Wydawnictwa chętniej opublikują prozę niż poezję, bo proza potrafi mieć pierwiastek komercyjny, poezja natomiast to czysta sztuka i, zdaniem wydawców, mało opłacalna.

Nie powinniśmy jednak zatrzymywać się na literackiej płyciźnie zbyt często, bo możemy utknąć na mieliźnie; powinniśmy za to jak najczęściej wypływać na literackie głębiny, bo tam możemy spotkać prawdziwe bogactwo literackiej flory i fauny.

Na literackie głębiny serdecznie zapraszam wraz z p. Marią Kogut.

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: