Dehnelowska makadamia poezji

Czechow mawiał, iż „trudno połączyć żądzę życia z żądzą pisania”. Jacek Dehnel w swojej najnowszej książce poetyckiej „Języki obce” (na księgarskim rynku od października) nawiązuje być może nieświadomie do Różewiczowskiej strofy z wiersza „Drzewo”, w którym to autor, snując refleksję nad kondycją powojennej poezji pyta: „Cóż Ci powieszę/na gałęzi drzewa/które spłonęło/które już nie śpiewa”.

Cytowanie klasyków można dziś uznać za anachroniczny wybieg, jednak gdy sięga się po poezję jednego z niewielu współczesnych klasycyzujących poetów polskich, nie sposób pominąć w niej naleciałości, czasem zwaśnionych tradycji, której reprezentanci odwołują się do względnie odmiennych technik artystycznego wyrazu. Aby uniknąć nieporozumień warto nadmienić, iż prezentowane w cyklu liryki nie stoją pod znakiem poetyki Różewicza, gdyż styl Jacka Dehnela, znacznie bliższy jest trajektorii wierszy Wystana Hughona Audena, Josifa Brodskiego czy Philipa Larkina. Wszystko w tej poezji znajduje się w stanie względnej równowagi, nawet jeżeli, jak zakładają niektórzy krytycy, w twórczości Dehnela zauważalny jest przerost formy nad treścią. Ten typ liryki z lekka chronicznej, fragmentami śpiewnie frazowanej, mimo wszystko pozostaje artykulacyjnie aktualny.

Odwołując się do tytułu tomu i malarskich, iście sensualnych przedstawień z poprzednich tomików, można powiedzieć, że w prezentowanym cyklu autor kreśli mapę wędrówki w przestrzeni języka, który uznawany jest za formę wyobrażoną, mającą tendencję do przetworzenia, ale i stworzenia codzienności. W wierszu „Przed zdaniem”, otwierającym tom, autor „zobrazowuje” perspektywę uobecnienia języka, sugerując, iż to w słowie zawiera się znaczenie, a raczej istnienie przeszłości, tego wszystkiego co odeszło i co możemy przywołać powtórzonym zaklęciem. W najnowszej książce poetyckiej Dehnel nie generalizuje wywodu do prostych stwierdzeń, mówiąc o językach obcych, które ze względu na swoją anachroniczność pozostają zepchnięte na obrzeża międzyludzkich relacji, ale poszukuje wyrażeń, pozostających tylko w umownej izolacji od współczesnych modeli interpretacji. W ten oto sposób utwór „Plankt o pannach młodych” traci swoją pierwotną, gatunkową typizację i zostaje przeformułowany w rażąco prześmiewczą satyrę na konsumeryzm celebrowanych od pokoleń schematów, które skazują kobietę na „śmierć społeczną”i doprowadzają do zanegowania jej indywidualizmu. Wybrany przykład wskazuje, iż język w lirykach Dehnela nie istnieje wyłącznie na poziomie aksjologii, ale staje się nośnikiem pamięci i uczuć, dlatego też być może w ostatnim wierszu opatrzonym incipitem autor wieszczy „paruzję” poetyckiej mowy, która dokonuje się pod osłoną nocy i pozostaje od tego momentu już tylko „zawiniętym w zawiązkach” ciągiem symboli, ujętych w pojedyncze słowa i bliskie myślom zestawienia kulturowych wzorców. Architektonika wierszy poety wykazuje wysokie tendencje do przetworzeń zryczałtowanych modeli dykcji poetyckiej, które ze znanej literaturze „klasyczności” przenikają do zupełnie innej sfery lirycznego interioru.

Magia słowa, różnie wyrażanego w kontekście liryki sytuacyjnej, przerasta znacznie strukturalistyczne zacięcie Dehnela, który wprost geometrycznie zakreśla ramy kompozycyjne wierszy, wykończonych zaskakującą puentą. Autorowi udaję się ożywić gatunki poetyckie, takie jak sonet czy plankt. Łamie przyjęte konwencje i rozpościera przed czytelnikiem wachlarz wieloznaczności, nadbudowanych nad układem tego cyklu. Lektura tomiku „Języki obce” wymaga od czytelnika zaangażowania i pogłębionych odczytań, ale przynosi również ukojenie, jeśli spojrzy się na nią bez sceptycyzmu i dostrzeże się spektrum wyobrażeniowej przemiany twórcy, który w swojej siódmej książce poetyckiej balansuje na granicy prozaicznej bliskości przedmiotu i poetyckiej konstelacji lingwistycznej wykładni, o czym przekonujemy się, czytając wiersz „Odkopanie posągu Antinousa w Delfach, 1894”, w którym autor odwołuje się do zamieszczonej na okładce książki reprodukcji upamiętniającej ten moment.

„Chrzęszczący w zębach piasek. Odcisk od oskardu.
Rozmyte chmury chmurnych, poruszonych twarzy. Leta płynie przez mięso, nie płynie przez marmur, ja jestem nadal młody, wy – od dawna starzy. Imię zachował przypis, a kształt ramion – ziemia. Nie współczuję wam ani nie zazdroszczę. Spałem. Zanurzyłem się w wodzie tym śmiertelnym ciałem, wynurzyłem się z ziemi ciałem nieśmiertelnym. Czy nie o tym marzycie, kopacze w kaszkietach, niosąc krzyczące bety do chrzcielnicy w cerkwi?”

Zacytowana powyżej i już sztandarowa w poezji Dehnela ekfraza nie jest wyłącznie dowodem na erudycyjność tekstów poety, ale wskazuje, iż autor przejawia bardzo semiotyczne spojrzenie, sugerując, iż każde dzieło sztuki jest tekstemi wymaga literalnego zdefiniowania. Wszystko, co zostało dotychczas powiedziane o twórczości Jacka Dehnela sprowadza się do zapewnień, iż autor wykazuje wysoką tendencje do powielania tematów i wzorców, przez co jego liryka staję się palimpsestowa i artystycznie jednoznaczna. Jest to jednak złudzenie, o czym można się przekonać, sięgając po „Języki obce”, które w zestawieniu z poprzednimi książkami poetyckimi Dehnela dają obraz twórcy sprawnego warsztatowo i konceptualnie bardziej interesującego.

Jacek Dehnel – poeta i prozaik, felietonista. Jak dotąd wydał sześć książek poetyckich: „Żywoty równoległe” 2004, „Wyprawa na południe” (2005), „Wiersze” (2006), „Brzytwa okamgnienia” (2007), „Ekran kontrolny” (2009), „Rubryki strat i zysków”, „Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010” (2011). Trzykrotnie nominowany do nagrody Nike. Laureat Nagrody Fundacji im. Kościelskich (2005) i Paszportu Polityki.

Beata Rudzińska

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Zaznacz: